Australia, Philip Island, Wiktoria

20 centymetrów radości

(photo: Phillip Island Nature Parks)

Wjeżdżamy na Philip Island, zwiedzeni opiniami tego miejsca. Jest godzina 11:00 i lądujemy tu po 2 godzinach jazdy z Melbourne. Jedziemy, jedziemy i jedziemy, jesteśmy prawie w połowie wyspy i stwierdzamy, że trochę kaszana. Po pierwsze bo zanosi się na deszcz więc opalania nie będzie, po drugie jedziemy i nie ma tu nic co by ścięło nas na kolana. Ba, nawet nie ma nic co by nam je ciut podcięło.


Chyba, że gęsi giganty, które zawsze w parach, albo wyłażą, albo stoją albo właśnie zmierzają w stronę ulicy i nawet jakbyś miał im najechać na ogon to ruszają się tylko wtedy jak mają na to ochotę.
Przechodzimy wzdłuż morza, no fajnie, no ładnie, kolory z innej bajki. Pomost na krawędzi prowadzi nas przez skały porośnięte zieloną zielenią, tu i tam wystaje pomarańczowa skała, i czarna. Są nawet domki pingwinów, a pingwiny wystają….dwa.

IMGP7735

IMGP7705

IMGP7728

IMGP7768

Pooglądali, popatrzyli , to co? Wracamy? No ale jak wracamy jak pingwiny dopiero o 20 wychodzą na brzeg. Po długiej chwili wahania zostajemy na wyspie do wieczora.
Podjeżdżamy pod miejsce, gdzie pingwiny mają wychodzić na ląd a tu: gigantyczny parking, milion turystów i bilety w wysokości 24.50$. Jeden wielki dramat. No dobra niech im będzie. W Australii już kilka razy nacięliśmy się na to, że jak taką atrakcję trzeba zapłacić to znaczy, że będzie do bani. Po wejściu na teren atrakcji czekamy kolejną godzinę, aż do 21. Sadzają nas na trybunach na plaży których są 3 kolumny i każda mieści pewnie z 200 osób.

IMGP7795

Zaczyna się powoli ściemniać, ludzie gadają, zimno jak diabli (dobrze że mamy bluzy, kurtki i koc) i jeszcze nie pozwalają nawet cyknąć pół zdjęcia bez flesza! Po 20 min siedzenia i gapienia się w skały przy brzegu coś zaczyna się dziać. Mała grupa kołyszących się ciałek wyczłapuje na ląd, stoi, rozgląda się i czmycha do wody.

Też bym nawiała, jakbym była 20 centymetrowym, najmniejszym pingwinkiem świata (Little Pinguin), a na mojej drodze do domu stały latarnie oświetlające plażę i tysiące gapiących się oczu.

Moje i oczy Ł. też wgapiają się w tą małą grupkę, która właśnie dokołysuje się do brzegu oczywiście nie przy naszej kolumnie więc nic nie widzimy. No ładnie, myślę sobie, i tyle i teraz możemy iść do domu. Ale nie! Kolejna grupka wykonuje ten sam taniec, wychodzi na brzeg, czeka, wskakuje do wody, i w końcu kołyszącym dreptaniem dociera do końca plaży, żeby tam po lekko stromym brzegu wspiąć się do swoich drewnianych domków w ziemi, albo po prostu dziur, które same wykopały. I tak przez 40 min.!

Penguins 2
photo: Phillip Island Nature Parks

W grupkach jest zawsze jakiś najgrubszy cwaniak, który wlecze się za całą zwartą gromadką pingwinów i co 4 kroki kładzie się na brzuchu i leży rozglądając się nerwowo. Pingwiny małe ważą około kilograma i dziennie mogą przepłynąć 50 km w poszukiwaniu jedzenia dla swoich zostawionych w domu dzieciaków. Podczas wychodzenia na brzeg są więc zmęczone po całym dniu i 100% cięższe. Taki nażarty i zmęczony pingwin ledwo idzie wywołując ochy i achy wśród zgromadzonych ludziów.

IMGP7750

IMGP7702

Na plażę wyjdzie tej nocy nawet 3 000 pingwinów. My widzimy setki, ale w końcu zostajemy przepędzeni (zaproszeni) do wyjścia wyżej, gdzie z pomostu możemy oglądać powroty rodziców do domu. Wracające pingwiny są jak reklamówka ze słodyczami dlatego młode pingwinki czekające cały dzień na jedzenie rzucają się na rodziców próbując wydrzeć im z gardeł jak najwięcej ryb.

To czas na pogaduchy z sąsiadami, karmienie i odpoczynek dla tych, co mają dalej do domu. Jest więc głośno o piski, kwilenia i wrzaski, tu i tam, leżą nażarci, którzy co kilka kroków postanawiają jeszcze odpocząć, bo jutro o świcie już na pustego znowu będzie trzeba biec do oceanu.

Samo doświadczenie i patrzenie na te małe zwierzątka dostarczyło nam tyle radości, że czekanie, bilety i powszechna komercha przestały być problemem. Wyspa Filipa okazała się całkiem wypałem.

(Ł. kazał dopisać) Na Philip Islad jest również tor wyścigowy, taki duży, normalny ale też, dla nas. I czekając sobie na te pingwiny korzystamy. Tor jest całkiem pusty, długi i można się wyszaleć :)  Zadowolony?

^151D0DED318EFC4EA6123737DE6624B75066E5CAA2D255B582^pimgpsh_fullsize_distr

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *