Amsterdam, Holandia

Amsterdam | Codzienność nieszara

Wstaje jedno oko. Budzik drze się jak szalony, ale słońce zdaje się całkiem ignorować ten fakt i śpi w najlepsze. Biegnę nastawić wodę na herbatę. Po szybkim i wielkim śniadaniu powoli zdrapujemy się z naszego pierwszego piętra. Cholera zapomniałam klucza do roweru. Mam cały pęk przy sobie: 2 klucze do domu, klucz do mojego łańcucha i Łukasza, dodatkowo klucze do zamków przy tylnych kołach 3 naszych rowerów, ale ten jeden jedyny, którym blokuję moje koło, został u góry. Holendrzy zdecydowanie walczą o każdy metr ziemi. Przede mną więc, najbardziej strome schody, jakie w życiu widziałam. W Polsce pewnie już miałyby miano drabiny, tutaj to schodowy standard.

Ostatecznie wskakujemy na Batavusy i pedałujemy do pracy. Odkrywam, że wystarczyły 2 miesiące, żebyśmy całkowicie znieczulili się na ruch samochodowy. Jadziemy jak szaleni, zakładając na każdym skrzyżowaniu, że mamy pierwszeństwo przed samochodami, pieszymi i oczywiście tramwajami. Wyprzedzam matkę z dwójką dzieci, chłopiec z tyłu ma pewnie 7 lat. Matka mimo, że na obcasach ledwo daje się wyprzedzić. Mój wysiłek nie ma to zresztą znaczenia, bo i tak spotykam ją co skrzyżowanie w korku rowerowym. Wokół pobrzękują łańcuchy przyczepione do siodełek naszych współpodróżników, co jakiś czas słychać dzwąknięcia i trąbnięcia skuterów, które panoszą się na ścieżkach rowerowych prawie zaczępiając rowerzystów lusterkami.

22790653_10155091358806313_1008301019_o

Po 30 minutach między starymi kamienicami, kanałami i stadionami trafiam do pracy, a Ł do swojej odłączając się gdzieś po drodze. Budynek dla start upów w którym mieści się moja firma jest cały czarny, z roślinami i leżakami na dachu. Przy wejściu przypomina mi że kreatywność, rozwój i nauka to najważniejsze wartości w pracy. Wchodzę na duży open space, gdzie siedzimy razem – Hiszpanie, Portugalczycy, Holendrzy i Niemcy. Nad głowami wiszą nam wszystkie flagi świata, mamy tu w końcu 50 osób i 17 narodowości. Chwilę po przyjściu próbuję wetknąć mój obiad do lodówki, bezskutecznie. Muszę wyjąć kilka piw i wina, które chłodzą się na coczwartkowe spotkanie “beers and ideas” (pomysły przy piwie) i piątkowe popołudnie.  Przez cały dzień pod nogami pląta nam się pies jednego z naszych ziomków. Emma na początku robi rundkę po biurze obwąchując wszystkie buty i plecaki, a całą resztę dnia skupia się na tym, jak tu czmychnąć do innej firmy i obwąchać jej pracowników.

Praca w międzynarodowym towarzystwie jest fajna, ale zawsze wiąże się z wyzwaniami. Każdy z nas ma inny styl pracy, inne przyzwyczajenia, ale też postrzeganie świata. U Ł. w pracy ostatnio przeprowadzano krótką sondę, co oznacza dla ludzi określenie kilka tygodni. Co znaczy że projekt będzie gotowy za kilka tygodni? Dla jednych będzie to za 2 tygodnie dla innych 7. To samo tyczy się prostszego stwierdzenia “przyszła środa” to ta co będzie zaraz czy dopiero ta za tydzień? Pole do nieporozumień jest więc duże, a pozycja “doświadczenie w pracy w międzynarodowym środowisku” w ogłoszeniach o pracę, nieprzypadkowe.

20170929_200625

Mialem chyba dzisiaj dziwną sytuację mówi Ł. po powrocie do domu.

Jakaś dziewczyna złapała mnie na stopa w parku. Zaczęła mi opowiadać, że spieszy się żeby odebrać dziecko z przedszkola i jest spóźniona, więc czy mogę ją podwieźć.

Na szczęście była lekka, a Ł. najedzony wystarczająco, żeby jechać z dodatkowym pasażerem 😉

Wieczorem wpadają sąsiedzi, których znamy od trzech tygodni. Jeden, wciskając nam swoją kartę bankomatową do ręki prosi, żeby odebrać im zakupy spożywcze, które przyjadą wieczorem, drugi wpada z kluczami prosząc żeby podlać mu kwiatki, bo jedzie na weekend do Francji. Przy okazji możecie skorzystać z dachu jak będzie ładna pogoda rzuca przy wyjściu.

W trakcie naszej 10 minutowej rozmowy pogoda zmieniła się 3 razy, z czego 2 padał deszcz.

Każdy dzień tygodnia jest prawie taki sam, zawierający te małe smaczki nowego miejsca. Wstajemy, gdy jest ciemno, wracamy gdy już jest ciemno. W weekendy wylewamy się jak tysiące innych w tym mieście na ulicę, żeby kupić kwiaty, iść na targ, zaczerpnąć trochę słońca. Ponosimy też tego koszty, ale o kosztach będzie innego dnia, dziś jest ciepło i miło a miasto wibruje za oknem. Poza tym zawsze można skorzystać z naszego dachu..

IMGP2602