Amsterdam, Holandia

Amsterdam w nocnym black-out

To niesamowite jak nie doceniamy udogodnień cywilizacyjnych dopóki ich nie stracimy. Wczoraj wracałam z pracy i minęłam wóz strażacki, który wyciągał kogoś na noszach z mieszkania. W tamtym momencie nie wydało mi się to jakieś nadzwyczaj dziwne. Przez wąskie klatki schodowe i strome schody z amsterdamskich domów nie da się wyciągnąć wielkogabarytowych obiektów inaczej niż przez okno, więc strażacka pomoc dla ambulansów jest częsta.

Dalej zobaczyłam pracowników sklepów spożywczych stojących przed budynkami. Wszystkie lokale w okolicy były zgaszone i zamknięte. Na drzwiach wysiały kartki: Zamknięte do jutra rano z powodu braku prądu.

Dopiero później dowiedziałam się, że nie była to normalna awaria, tylko eksplozja w Stacji elektrycznej zasilającej centrum Amsterdamu. Od 10:30 rano w piątek do 7 rano w sobotę mieszkańcy w Centrum nie mieli prądu.

Wszystkie sklepy w okolicy były zamknięte, a lodówki z jedzeniem wystawione na ulice. Nasza zamrażarka zaczęła powoli topnieć. Nie mieliśmy ogrzewania, internetu, telewizora, ani żadnych dobrze naładowanych urządzeń. Mogliśmy “tylko” rozmawiać, grać na gitarze albo poczytać coś z czołówką.

Dobrze, że ja jestem świecznikiem, a Ł. ma zawsze dobrą czołówkę, więc była romantyczne kolacja z wyjadaniem najpilniejszych rzeczy z lodówki. To niesamowite ile może się zmienić przez tak drobny fakt.

Poszliśmy do znajomych, przez kompletnie puste ulice. Po chodnikach przemykali anonimowi przechodnie prawie bez twarzy. Jedyne światła tej nocy to były samochody i lampki niektórych rowerów. Ulice były mroczne i ciche, wszystkie domy jakby opuszczone. Rozmawialiśmy przez cały wieczór, bez muzyki w tle i telefonów w rękach.

Wieczorem leżąc w łóżku obiecaliśmy sobie co miesiąc robić sobie dzień Balack-out. Bez elektryczności i urządzeń. Zachęcamy was do tego samego 🙂 Takie proste, a pokazuje chyba jakiś dziwny, inny świat.