ACT, Australia, Canberra

Canberra – przypadkowa stolica

Spośród gąszczu negatywnych opinii tylko 2 pozytywne głosy albo 3 (jeśli liczyć LosWiaheros jako 2 osoby, a nie 1 głos) potwierdziły nasze plany, żeby jechać do Canberry. Trasę Melbourne – Syndey można przejechać dwoma głównymi drogami albo 2 różnymi sposobami. Jedna z nich prowadzi wybrzeżem (jak to zwykle w Australii), a druga lądem. Większość tej pierwszej mamy już za sobą, po wycieczce do Gippsland (wpis Muchy w nosie >) i wiemy mniej więcej czego się spodziewać, wybieramy więc tą drugą – lądem, powyżej Parku Narodowego Kościuszko (wpis Duma Polaka na szczycie Australii >). Dzięki temu Canberra znajduje się dokładnie na naszej trasie.

Zaplanowałem miasto całkiem inne, niż wszystkie miasta na świecie. Zaplanowałem miasto, po którym nigdy nie spodziewałbym się, że zostanie zaakceptowane przez jakikolwiek rząd na świecie. Zaplanowałem miasto idealne, które jest zgodne z moim wyobrażeniem idealnego miasto przyszłości.

Powiedział wizjoner Canberry Walter Burley Griffin.

Konkurs ogłoszony na plan stolicy miał być rozwiązaniem odwiecznego konfliktu między Melbourne, a Sydney o miano najważniejszego miasta Australii. Parlament

Zostało przy tym dokładnie zaplanowane i założone „od zera”. Usytuowane jest wokół jeziora…Gryffin, a jego najważniejszymi punktami są budynki rządowe. Na szczycie góry Aisle można dziś zobaczyć zdjęcie pól i lasów ze strzałkami i ręcznymi notatkami – tu  będzie Parlament, a tu most itd.

Tak naprawdę Canberra jest miastem ukrytym w parku. Całe miasto jest tak zielone, że patrząc na jego panoramę, można mieć poważny problem czy jest to miasto, czy ktoś przez przypadek posadził tan budynki. Inspiracją dla pana Gryffina był ponoć Wersal ze swoimi ogrodami. Na mapie wygląda dość unikatowo, bo wyraźnie widać trójkąt, którego wierzchołek tworzy Parlament z wzgórzu, a boki to dwa mostu przecinające rzekę Molonglo.

Nazwa stolicy pochodzi od aborygeńskiego słowa Kanbarra czyli miejsce spotkań. Została wybrana w 1913 roku jako szczęśliwa alternatywa dla wielu innych dziwnych nazw jak ‚Eucalypta,’ ‚Kangaremu’, ‚Eros’, ‚Thirstyville’, ‚Cookaburra’ czy ‚Sydmeladperbrisho’ (zlepek pierwszych liter głównych miast).

IMGP4714

W moim przewodniku napisali, że w mieście jest tyle eukaliptusów, że na ulicach pachnie tym drzewem. Eukaliptusa nie czuliśmy, ale przy wjeździe do miasta przywitał nas intensywny zapach sosen. Na pierwszym skrzyżowaniu Google Maps  pokazuje korek, w rzeczywistości 3 samochody jadą z przepisową prędkością. Śmieszne miasto. Całkiem nie-australijskie. Głównie apartamentowce, budynki rządowe, centrum miasta to kilka wieżowców jakby z boku. Nie ma tu imigrantów, backpackers’ów, ani niskich domków z dużymi ogródkami. Centralną część Canberry zajmuje wielki trójkąt.

Miasto wita nas nieziemskim zachodem, spokojem i..ciszą, więc od razu zaczyna nam się podobać.

Nie zostajemy tu na długo, ale na tyle, żeby utknąć w Australia War Memorial. Budynek na wzgórzu mieści w sobie muzeum, sklepik i wiele sal upamiętniających żołnierzy poległych w przeróżnych wojnach. Można tu dowiedzieć się o wojnie w Afryce, Wietnamie, Pierwszej i Drugiej Wojnie Światowej. Wystawy są genialnie przygotowane. Mimo, że Australia nie swoich terenach nie doświadczyła wojny, a liczba poległych była znacznie mniejsza niż w krajach europejskich (108 000 we wszystkich wojnach), to ich pamięć i podkreślanie wagi żołnierzy jest na prawdę ujmująca.

IMGP4760

IMGP4754

Czy warto jechać do Canberry? Może lecieć tam na wycieczkę, albo jechać w tygodniowej przerwie nie warto, ale zajrzeć na pewno. Przy  okazji to jest jedyne duże miasto Australii, które nie leży nad oceanem, więc tym bardziej na wakacje raczej nie da rady.