Chiang Mai, Tajlandia

Chiang Mai City

20150406_181826 kopia

Miasto Chiang Mai znajduje się na samej północy blisko od Birmy (nowa nazwa Myanmar- łatwiej sąsiadom wymawiać). Plan był by przyjechać tu na 2-3 dni, zrobić stąd wycieczkę na słoniach, trekking do dżungli i wracać. Jak to z planami bywa – nic z tego co powyżej. Miasto jest tak fajne, że na pewno zostaniemy tu na dłużej. Miasto z planu przypomina Warszawę – w środku miasta kwadratowe mury starego miasta, po lewej stronie rzeki turystyka i świątynie, po prawej imprezowania, restauracje nad rzeką, tajska część mieszkalna i nasz basen. Hostele za 12- 17 zł od osoby za noc. Słonie jak już pisałam raczej odpadają, na trekking jest za ciepło i za sucho. W lasach wysuszone liście jak jesienią, więc urodą to nie powala, a termometr wczoraj o 11:00 pokazał równe 40 stopni. Ponadto jest znacznie taniej i mniej turystów, więc sobie siedzimy.

Targi w Chiang Mai

Do Chiang Mai dotarliśmy w niedzielę, czyli idealnie. Niedzielny targ jest największy i hucznie obchodzony nawet we wszystkich przewodnikach. Można tam było kupić dosłownie wszystko (łącznie z mini maszyną do szycia wielkości zszywacza).

20150405_192950 kopia

20150405_193155 kopia

20150405_194008 kopia

20150405_193850 kopia

20150405_205325 kopia

Ceny na targach zawsze są za wysokie. Staraliśmy się jednak ich nie okradać, albo nie bardziej niż oni nas, więc targowaliśmy się różnie, czasem 50% ceny czasem 30%. W sklepie kupiłam 2 pary długich spodni za 10 zł każde, a na targu były nawet za 35 zł. T-shirt kupiony w H&M za 20 zł – na targu za 10 zł. I tak dalej….

20150405_193354 kopia

Po długim marszu każdemu piechurowi należy się odpoczynek. W wielu miejscach targu stały rzędy (po ok. 20) foteli, gdzie za 7 zł pół godziny można było zażyć masażu stóp.

20150405_204651 kopia

Prócz targu niedzielnego w Chiang Mai codziennie jest nocny bazar, co jest podobną imprezą, tyle że nie odbywa się wzdłuż ulicy tylko w jednym wyznaczonym miejscu. Towary są przy tym mniej wyszukane, mniej droższych, oryginalnych hand-madów.

Higiena w Tajlandii

Żaden Taj nie ma grzybicy. Nie ma szans. Gdyby jakiś Taj miał grzybice, też już byśmy ją mieli. Tu nawet ta polska znika, bo się czystości wystrasza. Czystość Tajlandii to temat dość osobliwy. Ulice wyglądają na brudne, zapach czasem też może o tym świadczyć, a jednak nie mamy żadnych zastrzeżeń co do czystości gdziekolwiek (pomijając fakt, że znalezienie śmietnika na ulicy graniczy prawie z cudem).

Buty trzeba zdejmować wszędzie poza ulicą: wchodząc do miejsc usługowych, recepcji, w hostelach jest zakaz noszenia obuwia, ostatnio zdjęłam też w kościele (ale to na własny użytek). Podczas każdego masażu jeśli odbywa się on w salonie, obmywane są nam stopy (czuliśmy się niezręcznie pierwszym razem, jak Jezusy), jeśli to nie jest salon tylko fotel na ulicy – przed rozpoczęciem masażu stopy dezynfekowane są płynem.

Jeśli chodzi o higienę jedzenia to od 2 tygodni nie mieliśmy żadnych problemów żołądkowych (prócz moich, ale tu podejrzeniem jest alergia na słońce i Ł. – po zjedzeniu mojego tortu). Jedliśmy w miejscach, które wyglądały wręcz okrutnie, a mimo to zawsze było czysto i bezskutkowo. W niektórych miejscach przy stoliku ze sztućcami jest od razu wrzątek, w którym dodatkowo można to i owo sobie wyparzyć.

Higiena w hostelach jest również na przyzwoitym poziomie. Nawet w hostelu, w którym za osobę płaciliśmy 12.5 zł dostaliśmy świeże ręczniki i mydełka.

Niesamowitości dnia dzisiejszego:

1. Bawiący się z Tobą 9 miesięczny słonik waży 150 kg, więc raczej ostrożnie z zabawą

2. Tajowie ograniczają aktywność fizyczną do kompletnego minimum – jak trzeba iść w las, to po prostu się tam nie idzie…bo po co?

3. Panuje tu dyskryminacja naturalna – KAŻDY mężczyzna jest w stanie znaleźć tu sobie dobrą żonę (piękną, miłą, dobrą, dobrze gotującą) w promieniu 100 m, kobieta nie jest w stanie znaleźć ŻADNEGO męża w promieniu 100 km (chyba że przytarga go sobie tu sama, co nie wiem czy polecam bo: patrz początek tego punktu)

4. Niemieckie farangi najmilej widziane

20150405_141603 kopia

5. W Chiang Mai raczej większość NIE mówi po angielsku – na 3 zamawiane wczoraj posiłki dwa nie były tym, co chciałam

2 Comments

  1. Bjuty

    Ja nigdy nie mam cierpliwości do targowania, muszę się przyznać 😛 I na mnie to działa tak, że zazwyczaj nic nie kupuję bo wiem, że podana cena jest dla głupiego turysty i nie chcę być frajerką, zwłaszcza jeśli nie mam pojęcia ile faktycznie ta rzecz jest warta ;). Jedyny zakup tego typu to mini wieża Eiffla od murzyna w Paryżu 😛
    Ale te masaże stóp to bajka 😉 i dobrze, że burzysz stereotypy bo egzotyka zawsze budzi skrajne emocje a nasze wyobrażenia często bywają nieco oderwane od rzeczywistości 😉
    To jeszcze powiedz co jedliście – jakieś godne polecenia przysmaki? Może mi Łukasz upichci 😛

    Reply

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *