Chiang Mai, Tajlandia

Co robić w Chiang Mai?

Czego dusza zapragnie.

Przede wszystkim, jak każde miasto w tym kraju ma tak dużo Wat-ów (kompleksów świątynnych), że można by je zwiedzać cały tydzień i dalej byłoby gdzie chodzić. Na szczęście w pewnym momencie wszystkie są już takie same, więc nie trzeba wchodzić wszędzie. Zajrzałam do Wat Suandok na terenie którego znajdują się sarkofagi z prochami co jest widokiem dość rzadkim. Prócz braku ciekawych tańców tradycyjnych cierpię tu w powodu braku cmentarzy, bo na pewno w tej kulturze byłyby spektakularnie kolorowe.

20150408_175616

Wat Doi Suthep

Jedynym Watem do którego wybraliśmy się celowo i dość daleko to Wat Doi Suthep (Wat Phra That Doi Suthep), który jest najbardziej uświęconym miejscem Chiang Mai. Każdy mieszkaniec przynajmniej raz w roku tam się udaje – w święto Buddy. Droga tam kołowymi środkami transportu zajęła nam ponad godzinę, trochę na własne życzenie. Z centrum bierze się taksówkę do ZOO, a stamtąd drugą, która jedzie na szczyt góry, gdzie znajduje się położona nad miastem świątynia. My dotarliśmy tam stopem, na pace z dziećmi i buddyjskkim zakonnikiem. Świątynia przyjemna, chociaż turystyka wycieka ścianami.

20150409_165134

Wg legendy świątynia powstała na miejscu, gdzie zmarł biały słoń niosący kość Buddy. 20150409_165206 kopia

Do świątyni dostajemy się po przejściu 300 schodów i minięciu miliona straganów z gorącą kukurydzą i paciorkami na rękę, nogę i co tam chcemy sobie jeszcze poobwieszać.20150409_171210

Art in Paradise

Wieczorem sztuka 3D, jakich na świecie wiele, ale miejsce warte zobaczenia. Czy to w Chinag Mai czy gdziekolwiek indziej – Art in Paradise. Ł. strasznie stękał, że nie chce tam iść i że na pewno będzie nuda, ale po pierwszych kilku salach bawiliśmy się jak dzieci. Wstęp kosztuje 30 zł, spędziliśmy tam ponad 1.5h i zrobiliśmy masę zdjęć 3D. Radość jak z pierwszego lizaka.

20150407_185043 kopia 20150407_185850 kopia

20150407_182615 kopia20150407_192016 kopia

A ponadto:

  • Zrobić kurs gotowania tajskiego jedzenia
  • Pozjeżdżać na linie w dżungli
  • Pojeździć na słoniu
  • Zrobić kurs masażu
  • Zjeść cokolwiek (dopóki to nie jest „zwykła” sałatka, bo to trochę trudne i drogie)
  • Popływać na kajaku, spróbować raftingu, driftu i wszelakich innych form adrenalinowybuchających

Na każdym rogu są biura, które oferują wszystko powyższe.

Można też pojechać w wycieczkę w dowolnym kierunku. Oferty znowu atakują z każdej strony. My skorzystaliśmy z najprostszej opcji – kupiliśmy wycieczkę w naszym hostelu do Chiang Rai (o tym będzie później).

Niesamowitości dnia dzisiejszego

1. Kajzerka kosztuje 2.5 zł, czyli 2 kajzerki to niezły tajski obiad.

2. Wydaliśmy za dużo na obiad tylko po to, żeby zjeść frytki, nieugotowaną sałatę i nieusmażonego ogórka.

3. Tajowie to lenie jakich mało. dwukrotnie zawyżają cenę taksówki, bo tak bardzo nie chce im się wstać i usiąść za kółkiem.

4. Żaluzje z szyby wg teorii Ł. mogę mieć tu zastosowanie. Jak leje (a prawie codziennie leje), a dalej jest gorąco to można dalej mieć otwarte okna i Ci się do chałupy nie leje.

20150408_142221

5. Pasy dla pieszych i pasy na drodze nie mają zastosowania – piesi i tak muszą liczyć na łaskawość bożą i przebiegają między samochodami. Zasada ulicy: kto większy, ten ma pierwszeństwo. Samochody jeżdżą tam, gdzie się mieszczą, skutery jeżdżą wszędzie, bo wszędzie się mieszczą.

Zobacz też:

2 Comments

  1. Bjuty

    Te stragany z paciorkami na rękę i nogę to niestety standard we wszystkich turystycznych miejscach 😛 Ale i tak mnie rozbawiło 😉 Fajnie piszesz – czyta się naprawdę lekko i przyjemnie. Wat Doi Suthep i te schody wyglądają niesamowicie, to jest jednak zupełnie inna estetyka – wszystko takie mega kolorowe, trochę kiczowate, ale jednak przyciągające i robi wrażenie.
    Zdjęcie latającym dywanie wymiata 😉 chętnie bym się z Wami wybrała 😉
    No i żaluzje z szyby na zakończenie 😉 Aż mi się przypomniało z czego się ostatnio śmieli obcokrajowcy u nas w Polsce – że drzwi od balkonu mają klamkę tylko od wewnątrz 😛 I jak wyjdziesz zapalić etc to albo drzwi trzaskają cały czas albo musisz kogoś poprosić żeby za tobą zamknął a potem wpuścił z powrotem 😉 Jeszcze na parterze to można zrozumieć ale np na 11 piętrze? Chyba tylko jakiś desperat/spiderman mógłby się włamać 😀

    Reply
    1. Paula Author

      hahahhaha nigdy o tym nie pomyślałam. No właśnie chyba to jest najzabawniejsze w podróżowaniu. Te szczegóły, które dla lokalnych mieszkańców są tak naturalne, że aż niezauważalne.

      Kiczowatość i kolorowość to chyba domena Azji. Biedna i szara rzeczywistość zawsze wygląda lepiej w kolorach tęczy.

      Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *