Bangkok, Tajlandia

Couchsurfing i wioska po tajsku

Wioska w której mieszka Sky jest ok. 45 km od Bangkoku, przyjeżdża po nas do miejscowości, gdzie jest przystanek. Dom, w którym spędziliśmy 2 noce jest tak samo zagracony jak tutejsze ulice i tak samo czysty. Znajduje się 40 km od Bangkoku na północ w wiosce, którą wymawia się jak Pontisaan. Weszliśmy boso, zostawiając buty na werandzie o co nas poproszono. W pokoju dostaliśmy materac i rozdzielik dla grzeszników.

20150326_091123 kopia

Mama Sky – 75 letnia Phong wstaje o 6 rano, przed domem w wanience robi pranie i przygotowuje nam śniadanie – tosty z owsianką, do tego kolba białej kukurydzy. Większość dnia ponoć ogląda filmy z Jackie Chanem.

20150326_104105

Do tej pory każdy nasz nocleg obowiązkowo posiadał: wiatrak na każde pomieszczenie albo klimatyzację (tylko włączaną latem) i szczelne siatki na owady w oknach, tak, że biegające po szybach gekony mają niezłą uciechę. Czego nigdzie nie było? :) przykrycia. Dostawaliśmy świeżo obleczone poduszki, prześcieradło, ręczniki i ani centymetra ścierki do przykrycia.

Dziewczyny hodują 4 koty, jak przystało na porządne samotne panny. Przy nich uczyliśmy się głośno mlaskać przy jedzeniu. Sky tak robiła i pan w restauracji też, więc chyba tak się powinno.

Za nami też pierwsze lekcje języka. Tajski jest językiem tonowym, co sprawia nie mało problemu, jednak dla rekompensaty – nie posiada czasów więc problem z głowy. Aby określić czas, wystarczy dodać słowo określające czas – Ja spać długo wczoraj! :)

Alfabet ma 42 znaki z czego 20 to samogłoski. Zapisuje się je od lewej pogrupowane w spółgłoski. Nasze imiona w tym języku wyglądają tak:

20150326_221302

W moim imieniu są 2 „L” bo ponoć inaczej brzmi, ale z Ł. nie mogliśmy dostrzec różnicy.

Podczas mówienia trzeba uważać, żeby nie zmienić swojej płci. Ja wykańczam każdy czasownik za pomocą „ka”, a Ł. – „kap”. Sky wypisała nam jak dla niemych nazwy miejscowości, do których jedziemy bo żaden bus nie ma arabskiej transkrypcji.

W łazienkach jest tylko 1 kurek, przekręcany w 1 stronę – zimną. Po co więcej?

20150325_112610 kopia

Zakupy

Galerie handlowe to centrum życia i rozrywki. Sky, która była naszym hostem przez 2 noce zabrała nas do największego centrum w jakim w życiu byliśmy. 6 pięter i gigantyczne powierzchnie plus rozbudowa na drugie tyle. Na szczęście znacznie lepiej przemyślane niż w Polsce i podzielone na sekcje – tu tylko ubrania męskie, piętro wyżej tylko damskie, u góry tylko elektronika, na samym dole tylko jedzenie. W galerii można spędzić cały dzień, zrobić wszystko i kupić wszystko. My poprosiliśmy o załatwienie karty do telefonu z internetem i oto mamy tajski numer za 35 zł i miesiąc internetu bez limitu. Mogliśmy wybrać sobie numer, który będzie przynosił nam szczęście. W zależności od układu i sum liczb w numerze cena wahała się o kilkadziesiąt/set złotych od 29 do 290 zł, więc daliśmy sobie spokój. Wszystkie lucky numery oblepiały całą witrynę.

20150325_105313 kopia

W wioskach w których nie ma sklepów, czynne są markety na powietrzu. Oferują produkty, półprodukty i gotowe posiłki. Stragany rozstawiają się po 15 albo po 18, zależy jak znośna jest temperatura na zewnątrz.

Ponadto po wioskach jeżdżą otwarte ciężarówki – każdy z innym jedzeniem była u nas pani jajczanka i pan wołowina i jeszcze jakiś o 6 rano, ale nie było kogo zapytać co tam sobie przez megafonik woła.

20150326_105545 kopia

Kierunek: Ayuttahya – stara stolica

Niesamowitości dnia dzisiejszego:

  1. Nie bez powodu mówi się o ladydriver – w większości przypadków kierowcami autobusów są kobiety
  2. Liście lotosu są nieprzemakalne
  3. Godzinna ulewa po której samochody toną do połowy kół w wodzie, nie ma wpływu na temperaturę
  4. Czerwona fasola z kukurydzą mogą być deserem (czerwona fasola, biała kukurydza, nasiona bali i cukier )

SAM_3360

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *