Australia, Nowa Południowa Walia, Wiktoria

Kraina krowy Milki

Pozwólcie zabrać się do krainy australijskiej zimy, śniegu i alpejskiego klimatu. Jedziemy zobaczyć i zdobyć górę  Kościuszki w Kościuszko National Park. Zanim jednak wejdziemy z wami na szczyt chciałabym wam pokazać drogę jaka nas tam doprowadziła. Było to dla nas 8 godzin oh-ów i ah-ów, 1001 zdjęć i nogi Ł. wiecznie na hamulcu, żeby móc się zatrzymać chociaż na chwilę.

Jedziemy w góry Snowy Mountains, w Wielkich Górach Wododziałowych (Great Dividing Ranges), gdzie notuje się najniższe temperatury w Australii, klimat jest subpolarno-morski, a największym zagrożeniem dla wyjątkowości tego terenu są dzikie konie, które wyjadają i depczą narodowe rośliny.

Będzie to dla nas w zasadzie wyprawa za granicę, bo Park Narodowy Kościuszko znajduje się już w stanie Nowa Południowa Walia (New South Wales) i jest dla nas czwartym stanem po Australii Zachodniej (WA), Australii Południowej (SA) i Wiktorii (VIC). Wokół Góry Kościuszki znajdują się 3 główne miejscowości Thredbo, Jindabyne i Charolotte Pass. Jedziemy do drugiej z nich.

Wyjeżdżając z Melbourne byliśmy przygotowani na 6.5 godziny w samochodzie. Znowu otrzymaliśmy grad pytań, dlaczego jedziemy tak daleko zamiast lecieć samolotem. Zaraz wam pokażemy dlaczego. Po 300 km od Melbourne zaczynają się pagórki i przetrzeń ograniczona tylko ogrodzeniami dla bydła. Otacza nas zieleń i widoki, które dla mnie przypominają Nową Zelandię, mimo, że ta ciągle przed nami. Na tej zieleni pasą się czarne, brązowe i białe kropki krów, szare kropki owiec, czasem jakieś kangurze stadko.

IMGP0131

IMGP9677

Pagórki, trawka, stadka, jeziorka i tak przez parę ładnych godzin, aż dojeżdżamy do jezior Hume i Tallangatta odkąd widoki są tylko bajkowe. Jeziora są w zasadzie połączone przez co ciężko stwierdzić na które akurat się patrzy. Na niemal całej powierzchni (jak się domyślamy) był kiedyś las bo z wody wyglądają kikuty zalanych, obumarłych drzew. Każdy zakręt w okolicy wygląda jak wyjęty z reklamy Milki. Kolory są tak soczyste, że aparat prawie ocieka, a nam ciężko było uwierzyć, że są prawdziwe. Pagórki obrośnięte krótko przygryzioną trawą po prostu zmuszają do zrobienia setki zdjęć na stu kilometrach. To jedno z takich miejsc, gdzie poważnie zastanawiasz się nad tym, co ludzie tutaj mogą robić, a z drugiej masz ochotę nagle się zatrzymać, napisać, że nie wracasz jednak do pracy, bo postanawiasz osiąść 300 km od cywilizacji i paść krowy.

Przejeżdżamy przez POTATO RESTRICTED AREA (region ochrony ziemniaków), więc cieszymy się, że na obiad ugotowałam nam makaron. W zasadzie nie mamy żadnej kontroli, ale tu takie zasady są dość mocno przestrzegane. Takie rejony można spotkać we wszystkich stanach Australii. Najczęściej przez nas spotykane do tej pory są okolice w których szczególną ochroną otacza się winogrona. Przejeżdżając z Australii Zachodniej na wschód na granicach trzeba oddać wszystkie surowe warzywa i owoce. W porównaniu do tego Unia Europejska to wolna amerykanka.

IMGP0155
Jezioro Hume i Tallangatta

IMGP9619

IMGP9668

Po drodze mijamy miejscowość Corrynong, gdzie co roku w marcu liczba ludności rośnie stokrotnie. To tu odbywa się The Man From Snowy River Bush – festiwal kowbojski. Zatrzymaliśmy się tylko na stacji benzynowej i w informacji turystycznej. Zazwyczaj w tak pustych miejscowościach, oddalonych od „sklepu” o setki kilometrów wystarczy zapytać o lokalnego bohatera, żeby dostać 10 punktów więcej życzliwości. Tutaj jest nim Jack Riley, lokalny kowboj zajmujący się bydłem w latach 90tych XIX wieku. Ponoć (mimo, że autor  zaprzecza) to on jest pierwowzorem postaci z wiersza (a później filmu) „The Man from Snowy River” (został dodany do listy australijskich filmów do obejrzenia).

Dostaliśmy tu listę, którą zamieszczam dla tych którzy się wybierają na taką wycieczkę.

(kliknij na zdjęcie, aby zobaczyć rozpisać drogę)

IMGP0208 IMGP0209

Można na niej znaleźć Alpine Road kilometr po kilometrze aż do samego Threadbo. Na trasie zatrzymujemy się kilka razy w drodze do i z w różnych miejscach. Między innymi przy fragmentach elektrowni wodnej, która (jak głosi tablica na niej zamieszczona) jest cudem inżynierii nowoczesnego świata.

Punkt widokowy Scammell pozawala zobaczyć ogromną część gór do których zmierzamy, ale żeby nie odkrywać przed nami od razu całej tajemnicy Góra Kościuszki chowa się za jednym ze szczytów.

DCIM106MEDIA
Punkt widokowy Scammell

Do celu dojeżdżamy późno w nocy. Nasz noceg znajduje się w Jindale zaledwie 8 minuut od wielkiego pomnika wielkiego Polaka. A teraz czas spać. Reszta historii dopiero się piszę.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *