Australia, Kościuszko National Park, Nowa Południowa Walia

Duma Polaka na szczycie Australii

„Kraj ten nieznany, którego do tej pory żaden biały nie zwiedził, kraj uważany za niedostępny, zaznaczony na mapach białą plamą rozciąga się między 36 a 39 stopniem wzdłuż brzegu Nowej Walii. Kraj ten jest cudowny, kolonizacja już się tu szerzy, nazwałem go na cześć gubernatora ziemią Gippsa (Gippsland), jeziora, osiem rzek, które posiada, nazwałem imionami ludzi najbardziej wybitnych dla Nowej Walii, jednak najwyższy szczyt z łańcucha gór zwanych Alpami australijskimi, szczyt, który króluje nad tym kontynentem, którego nikt przede mną nie zdobył, szczyt z wiecznymi śniegami, otoczony ciszą i dostojeństwem na ogół, zachowałem i poświęciłem, aby przypomnieć i przekazać temu krajowi imię drogie i święte dla każdego Polaka, dla każdego człowieka miłującego wolność i honor, dzisiaj szczyt ten górujący nad Nową Walią nazywa się Górą Kościuszki.”

Pisał w 1840 roku wielki Polak, wielki podróżnik, wielki Paweł Edmund Strzelecki do swojej ukochanej. Człowiek dobry i prawy, samouk, który jako pierwszy narysował mapy dla znacznej części Australii głównie Nowej Walii i Tasmanii, ale też dla Ameryki Południowej. I im więcej czytam, tym bardziej się dziwię, dlaczego uczą nas o Koperniku i Skłodowskiej, a ani słowa o Strzeleckim. Dlaczego muszę jechać na drugi koniec świata, żeby odkryć, że nasza turystyka, którą dzisiaj uprawiamy jest niczym, czego dokonał Polak na australijskiej ziemi? Australia oddała mu cześć nazywając jego nazwiskiem: pasmo górskie, górę, szczyt, rzekę, autostradę, szlak, pustynię, ulice.
Zapoznajcie się proszę z tą krótką audycją polskiego radia > i zachwyćcie się przez chwilę z nami jego życiorysem.

IMGP9946
„Sir Paweł Edmund Strzelecki, Odkrywca i naukowiec” pomnik znajduje się w Jindabyne, opisany jest w języku polskim i angielskim, a na boku jest wielka tablica reklamowa Zakładu Kamieniarskiego z Kościan (jakby ktoś chciał taki sam mieć na podwórku).

A my tymczasem zabieramy was na wycieczkę. Drogę z Melbourne do Kościuszko National Park możesz zobaczyć tutaj> (tam jest zielono i czekają na ciebie inne kolory, niż tylko biały 😉

DCIM106MEDIA

mt Kosciuszko

Kościuszko National Park pod lupą

Region alpejski obejmuje zarówno stan Wiktoria jaki i Nową Południową Walię i jest miejscem dla australijskich snobów. Nie mam tu na myśli snobów w znaczeniu pejoratywnym, ale zima w górach jest postrzegana jako raczej lukratywny sposób spędzania czasu, a nie alternatywa na weekend. Narciarstwo jednym słowem jest w Australii dla bogaczy. Stoki narciarskie są ładnie przygotowane, ale miejsca tam jest na lekarstwo, znalezienie noclegu poniżej 50 dolarów za osobę za noc graniczy z cudem. Cud osiągnęliśmy (znajdując nocleg w Siesta Villa w Jindabyne), pewnie dzięki temu, że sezon narciarski zaczyna się tu za 2 tygodnie, mimo, że już teraz leży tu śnieg.

Kilka ciekawostek na temat samej Góry Kościuszki:

1. Ze swoją wysokością – 2228 metrów nad poziomem morza jest oficjalnym najwyższym szczytem Australii i najniższym wzniesieniem z „Seven Summit” (Siedmiu najwyższych szczytów każdego kontynentu). Stanowi zaledwie ¼ Mount Everestu.

7_summits_height2
photo: http://7summitsproject.com/

2. Najniższa temperatura jaką zanotowano w Australii padła właśnie tutaj i nie jest to -40 stopni (jak twierdził pan recepcjonista w naszym hostelu, który pracował przez 20 lat w tych górach), tylko -23 stopnie (zanotowano 29 czerwca 1994 w Charlotte Pass).

Pygmy-Possum_Amanda-McLean---Copy-(1)
photo: www.australiangeographic.com.au/

3. Góra Kościuszki, tak jak każdy zakątek Australii kryje zwierzęta, które występują wyłącznie tutaj. Hitem tych terenów jest maleńki torbacz (dołączając tym samym do listy Z torbą po buszu) – Pygmy Possum, który zamieszkuje około 100 km2 Ziemi. Właśnie tu. Jest wielkości myszki i ma łysy ogon jak szczurek, ale ma też torbę, co plasuje go w takiej, a nie innej grupie zwierząt.
Dodatkowymi atrakcjami są dzikie konie (brumby), który jest tu obecnie 6000 sztuk, chyba, że zgodnie z planem zaczęli je już odstrzeliwać. Ich populacja musi zmniejszyć się do 600 (o 90%!), żeby uchronić tutejszą, mimo wszystko unikatową, florę (Przeczytaj więcej o brumby >). I ktoś powie, że to niesprawiedliwe, że konie muszą zginąć na korzyść kwiatka, ale Australia jest pod tym względem bardzo restrykcyjna. Przywiązanie do naturalnych gatunków jest tak duże, że można strzelać do wszystkiego, co nie jest natywne, jeśli posiada się tylko broń.

Ostatnim dumnym osiągnięciem jest przywrócenie na te tereny żabki, która prawie wyginęła – w 1980 było tylko 20 sztuk. Niepokojący jest fakt, że po pierwsze: nie ma ona żadnych naturalnych wrogów, więc niedługo problem może być odwrotny, po drugie: żabka jest jadowita  (więcej o żabkach tutaj >).

4. Góra Kościuszki została tak na prawdę nazwana Mt Townsend, a oryginalny Kościuszko „stał” niedaleko. Strzelecki eksploatując ten teren chciał nazwać najwyższą górę Australii imieniem polskiego bohatera, ale niestety… pomylił góry. Wyobraźcie sobie zatem jak niepozornie wygląda góra Kościuszki. Rząd Nowej Południowej Walii w 1910 roku zamienił więc nazwy, tak by faktycznie najwyższa góra była Kościuszko (Townsend by się wkurzył, gdyby żył), a i tu nie do końca… Aby ułatwić wymowę naszym angielskim braciom oficjalnie szczyt nazywano Kosciusko i dopiero po latach powrócono do pisowni z „SZ”. Nie zmienia to faktu, że NIKT kompletnie nikt, nie wymawia nazwy góry poprawnie, jest to po prostu Kozjosko. Zamawiając piwo o nazwie Kosciuszko możemy krzyknąć „2 Kozzi” i właśnie zostanie nam ono zaserwowane.

IMGP9844

20160613_204255

5. Do roku 1974 można było na Kościuszko wjechać samochodem! Trochę się spóźniliśmy (na szczęście).

Góra Kościuszki po polsku

Stwierdziliśmy (wiedząc, że trasa zrobiona dla turystów jest łatwa), że oddając hołd Strzeleckiemu, wyjdziemy od samiusieńkiego dołu na samiusieńką górę. Na szczyt prowadzą 3 szlaki: krótki (z Thredbo), długi (z Charlotte Pass) i bardzo długi  (z Charlotte Pass, ale zahaczający o pasmo najwyższych szczytów). Wszystkie szlaki w wyższych partiach gór są zamknięte w okresie zimowym. Szlaki nie mają stosownych oznaczeń, przez co bardzo łatwo można zgubić drogę pod warstwą śniegu. Olbrzymie przestrzenie, zmienność pogody, brak zasięgu komórkowego i słabe przygotowanie turystów do zimowej pogody skończyło się tragicznie dla wielu osób.

Zachęceni bardzo dobrą pogodą wybieramy opcję pierwszą, która zajmuje nam cały dzień i do Thredbo docieramy już po zmroku (błogosławiony Ł., co ma świra na punkcie zabierania czołówek).

Zdobycie szczytu można sobie ułatwić wsiadając w kolejkę krzesełkową (15 min i 29$ za osobę). Od stacji kolejki jest ok  6.5 km marszu łatwym szlakiem na szczyt Kościuszki. Po drodze punkt widokowy, na którym kończy „wspinaczkę” zdecydowana większość współpiechurów. Nasz ostatni odcinek to stromy „skrót”, chyba poza szlakiem, bo ten biegnie dookoła góry prowadząc dalej łagodnie pod górę.

IMGP9762
Sam początek, jeszcze śniegu nie, a zadyszka już wygląda spod kurtki

Kraj który, pewnie i przez was jest postrzegany raczej za gorący, nie jest zbyt dobrze przygotowany na zimowych szaleńców. Dlatego też szlaki nie są oznaczone i dobrze widoczne kiedy przykrywa jest śnieg i lód. Polecono nam więc po prostu wychodzić na górę pod kolejką krzesełkową, co okazało się mordercze, bo strome, w śniegu i lodzie pod stopami. To była najbardziej wyczerpując część. Musieliśmy rozbijać lód piętami, żeby być w stanie wyjść wyżej.

Ktoś z góry krzyczy „szaleńcy, co wy robicie” (nic kurde, grzyby zbieramy….no szlag by go trafił, przecież widzi, że nie mamy w połowie już jak wsiąść), „dawajcie, dawajcie, już połowa za wami” (ta, połowa, okazało się później, że jedna czwarta). Na szczycie (dla nas to był jak szczyt, dla reszty dopiero początek i wysiadanie z kolejki) jest restauracja i nie by ich szlag. Człowiek zmęczony, mokry, chce tylko herbatę z rumem, a oni każą czekać w kolejce 20 osobowej na stolik. No stolik, zachciało im się stolików. Dobra, rezygnujemy ze stolika, bo nawet jeszcze nie jesteśmy na początku trasy a czas leci, słońce też. Szybka herbata, pół kanapki i lecimy.

IMGP9777

Droga jest zabawna, cała wyłożona metalowymi podestami (zimą chroniąca od śniegu, latem od węży) pokrytymi tylko szronem. Z nami pomykają wszystkie nacje świata. Rocznie wychodzi na górę 100 000 osób, więc nie będziemy za specjalnie wyjątkowi, ale może, że zimą i bez kolejki to jednak już coś. Jest (minus) -9 stopni, słońce takie, że nawet nie wiemy kiedy się spalamy. Po 1.5 h od kolejki docieramy do najwyższych toalet Australii, a stąd zaczyna się skrót na szczyt. W połowie góry dwie ok. 60 letnie panie rzucają się na tyłek i próbują zjeżdżać po twardym śniegu, za nimi ich kolega niby do siebie, ale bardziej do mnie No takie dojrzałe kobiety, a takie rzeczy robią, po czym sam rozpędza się i ziuuuuuta na tyłku prosto w koleżanki, które w połowie utknęły.

Na górze wieje, jak w minus 20. Z nami jest tylko jedna para, ale chyba z jakiegoś cieplejszego kraju, bo zmywają się szybko. Jesteśmy przez chwilę Panią i Panem Australii, najwyższymi ludźmi w tym kraju. Kilka zdjęć, flaga Polski, pamiątkowy filmik, wokół białość, że nawet ciężko powiedzieć czy jesteśmy wysoko i wracamy. Na niższych partiach, tam gdzie szykują stoki zaskakują nas naśnieżarki, wielkie rury rozrzucające zmrożoną wodę dla przybywających niedługo bogaczy. Wracamy po ciemku, Żabcia stoi już sama na parkingu, gorący prysznic i odlatujemy zmęczeni śniegiem, wiatrem i słońcem. Ciekawe, gdzie spał Strzelecki jak zszedł z Kościuszki…

IMGP9790
Trasa banalna na Górę Kościuszki
DCIM106MEDIA
Góra Kościuszki, Australia, 2228 m.n.p.m. zdobyta zimą!
IMGP9864
Chwilowo najwyższy człowiek w Australii

English version (more or less 😉

This unknown country, which white person have never visited, country perceived as unaccessible, marked on maps as a white spot lies between 36 and 39 degree along the News Wales shore. This country is beautiful and colonisation has started, I named it after governor – Gippsland, lakes and 8 rivers I named after the most important people for New Wales, but the highest peak in australian Alps, peak which rise above the continent, not reached before me, peak of neverending snow I kept and sacrified to remind and give to this country sacred name and loved by every Pole, for every man loving freedom and honour, today this peak dominates New Wales is named Mount Kosciuszko.

…wrote in 1840 a great Pole, great traveller, great Paweł Edmund Strzelecki to his sweetheart. This man drew maps for big part of Australia, mainly New South Wales and Tasmiania but also for South America. The more I read, the more I am amazed. Why they teach us about Kopernik but not even single word about Strzelecki? Why do I have to go on the other side of the globe to get to know that travelling we do today is nothing in comparison to the trip he did on australian land? Australia honored him by giving his name to the: ranges, mountains, peak, river, freeway, track, desert and streets.

Now we are taking you on our trip. The way from Melbourne to Kosciuszko National Park you can see here (there are more colors then just white).

We are taking you to the land of australian skies, nonending landscapes and wild nature. We reach the miracle by finding an accommodation below $50 just because skiing season starts in 2 weeks.

Interesting facts:

1. Mt Kosciuszko is 2228 m and in the same time is the smallest from seven summit (the highest peaks of continents).

2. The lowest temeperature was here in 29.06.1994 and it was NOT -40 (as our receptionist said) but -23 degrees.

3. The winner of this area is Pygmy Possum which lives only here, is size of a mouse but with a pouch, what makes him a marsupial.
4. Additional attraction are brumbies – in Kosiuszko National Park are 6000 of them live (unless they started to shut them already). There is a plan to decrease their number to just 600 to protect native flora.

5. The original name of the mountain was Mt Townsend as Strzelecki made a mistake. NSW goverment change the name in 1910 (Townsend wouldn’t like it if be alive). To make it easier for our english speaking brothers first name was Kosciusko (what we still can see on the top), changed after years. It doesn’t change anything, as literally NO one can say the name properly. For australians it is Kozjosko, so when you order a beer you can shout 2 Kozzies and you got it.

Polish way on Mt Kosciuszko

We decided to follow Strzelecki track so we didn’t use chairlift and we climbed up for the very bottom to the very top. All 3 tracks are closed during winter and it is quite difficult to find it under the snow and ice. The track we chose is firstly very steep, then easy and on prepared metal path and steep again at the very end. In one point we had to broke the ice with our hills to be able to climb up a little bit higher.

Are you mad?? someone were screaming from the chairlift above our heads (no we are picking mushrooms I was thinking angry and sewated with no option to hop on the chair). On the top – reward (for us it was top, for the others it was first step after the chairlift) restaurant. Tired and wet we have just dreamed about tea with rum but they want us to wait in a-20-people-queue for a table. Crap! Table. So we just had fast tea and half sandwich and run up.

100 000 people a year climb up on Mt Kosciuszko so we are not very special but because it is winter and without chiarlift we hope it is something… IT was -9 and full sun so we even didn’t realize that we burnt. After 1.5h we reached the highest toilets in Australia and 20 min later the top of it. Windy like -20 and with us was only one couple but from some warmer country because we run down very fast. For a moment we are the onle and the tallest people in this country. Couple of photos, polish flag, short video and time to go back.

We walked down in the dark (blessed Lukas who always have a head torch with him). Our greeny car is the only, lonely thing on the parking. Hot shower and we flew away tired of wind and sun. Wandered where Strzelecki was sleeping when he reached Kosciuszko…

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *