Australia, Grampiansy, Melbourne, Wiktoria

Górskie spacery wokół Melbourne

Czas na drugą część spacerów wokół Melbourne. W pierwszej z nich Oceanicznych spacerach mogliście zobaczyć niektóre ścieżki jakie warto zobaczyć, albo mieć świadomość, że istnieją. Dziś czas dla miłośników górskich.

W Australii, a szczególnie w Melbourne ostatnio coraz częściej czujemy zimę, albo mocno zaawansowaną jesień. Na zewnątrz jest 11 stopni, w środku 13. Życie nie rozpieszcza i ludzie od miesiąca przy okazji każdego spotkania narzekają na pogodę. I nie zrozumcie mnie źle oni nie są tak przez nią rozpieszczeni, po prostu jest tu przeraźliwie nieprzyjemnie. Duża wilgotność powietrza powoduje, że już przy 14 stopniach masz ochotę zakopać się pod stosem kołder. Dodatkowo oczywiście żadne pomieszczenie nie ma ogrzewania, a ramy naszych okien są metalowe, więc to co udaje nam się zagrzać grzejniczkiem już po 5 min już jest za oknem i macha radośnie odlatując w siną dal.

No i już zamiast pokazać wam najfajniejsze (napisałam górskie, ale cofam) pagórkowate ścieżki zaczęłam narzekać.

Więc zaczynajmy.

Melbourne położone jest nad zatoką, ale tak się składa, że można wybrać się w dowolnym kierunku, żeby doświadczyć gór. Wszystkie góry na których do tej pory byliśmy to raczej Bieszczady niż Tatry, ale wciąż można się na spacerze spocić.

Grampians

Zaczynając od zachodu najładniejszym i pewnie też najbardziej popularnym miejscem na piesze wędrówki są góry Grampians. Znajdują się 3 godziny jazdy od miasta. Ich nazwa pochodzi od najwyższych gór Szkocji i też nie są wysokie. 😉

IMGP9124

Ich centralnym miejscem jest miasteczko położone dokładnie w ich sercu – Halls Gap (szczelnie zapakowane przez turystów). W moim wpisie narzekałam na rzeki Azjatów, ale płyną one tylko popularnymi szlakami do których w większość dość daleko można dojechać samochodem. Wystarczy wybrać szlak poza top 3 i można naprawdę zobaczyć ciekawe i opustoszałe miejsca.

Ponadto zatrzymaliśmy się w hostelu w mieście Stawell, które jest spokojnym miasteczkiem z 1 ulicą, frytkami na wynos z rybą i jedną kawiarnią.

Więcej na Selfiestickiem po głowie | Grampians

Hanging Rock

Wisząca skała to tak na prawdę wulkaniczny skalny masyw znajdujący się godzinę od Melbourne na północ. Powstała przez erupcję lawy wydostającej się niewielkim otworem, tak gęstej, że nie rozlewała się na boki, ale właśnie zastyga w formie skały. Mamelon bo tak nazywa się taka formacja występuje jeszcze w dwóch miejscach w pobliżu, ale już nie w tak okazałej formie. Podobno taka skała występuje jeszcze tylko 2-3 miejscach na świecie.

Spacer zajął nam ok. godziny, może 2. Gdybym miała do czegoś porównywać,  to jeśli nie wybieracie się akurat do Australii, warto przejechać się do Skalnego Miasta w Szczelińcu i myślę, że widoki mogą być nawet lepsze.

Mimo wszystko Wisząca skała to dobra wycieczka na jeden dzień.

IMGP8879

IMGP8883

IMGP8912

IMGP8897

Alpine National Park

Znacznie dalej na wschód znajdują się Alpy, piękne, australijskie Alpy, które opisywałam, więc nie będę się powtarzać niepotrzebnie. Tylko zerknij na Wielkanoc w Alpach

DCIM106MEDIA

Dandenong Ranges

Góry Dandenong to najbliższe miejsce do jakiego można podjechać z Melbourne bo w zasadzie dalej znajdują się w obrębie miasta. Dla mnie ta okolica kojarzy się głównie z Polonią, która wcześniej tam mieszkała. Okolica ma wiele do zaoferowania i jest super na kilka jednodniowych wycieczek. Można przejechać się parowym pociągiem, przejść po 1000 schodach (z milionem innych ludzi) albo pochodzić po lesie.

IMGP8613a

Dzięki K., która była lepiej zorientowana niż pozostała część stada, zabrała nas w miejsce, które ma inną energię. Trochę mroczne, lepkie i bardzo ciekawe sanktuarium. Wejścia strzegą dwaj Aborygeni nadludzkich rozmiarów, jakby z lekka uśmiechając się spod wąsa. Dalej zza drzewa patrzą na ciebie dzieci, twarze kobiet, z kamienia bacznie obserwuje cię wojownik. Podczas krótkiego spaceru każdy z nas wpatrywał się w każde kolejne drzewo i każdy kolejny kamień szukając kolejnych twarzyczek i całych postaci ukrytych gdzieś w cieniu.

Twórca tych niesamowitych rzeźb, które wyglądają jak przedłużenie kamienia czy drzewa na jakim się znajdują to William Ricketts artysta zmarły w 1993 roku. Aborygeńska dusza i wspomnienia przywiezione z wielu podróży wgłąb Australii zbudowały sanktuarium jakie możemy odwiedzać do dziś. Kultura aborygeńska spleciona z naturą to główna koncepcja tego miejsca i magia, która cały czas trwa.

IMGP8631a

IMGP8634a  IMGP8639a

IMGP8643a

Hen na wschód

A teraz wybaczcie bo właśnie dopinamy plecaki i jedziemy zdobywać najwyższy szczyt Australii – Mt Kościuszko, ale to już nie w stanie Victoria więc będzie innym razem.

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *