Australia, Prywatnie ludzkie

Hołd współpodróżnikowi

Mówili, a nie dacie rady być ze sobą 24 godziny na dobę. Wyjazd to trudna sprawa dla obu osób, ale to nie prawda, że może coś zniszczyć. Jeśli nie jestem w stanie z kimś wytrzymać całego mojego czasu, to nie biorę tej osoby na drugi koniec świata, albo w ogóle nie zapraszam jej do swojego życia. Nie ruszam się z domu, tylko okopuję własnymi zainteresowaniami i własnymi sprawami, nie wpuszczam jej do mojego świata. Ale w takim razie  po co mi ta druga osoba?

Od czasu kiedy wyjechaliśmy z Polski wszystkie wieczory spędziliśmy razem. W 1 łóżku nie spaliśmy tylko 1 noc, dlatego, że w Perth opiekowaliśmy się psami i raz zdarzyło się, że musieliśmy być w dwóch domach jednocześnie. Była to pewnie dla nas najbardziej niespokojna noc z całego wyjazdu. Wszystkie imprezy, spotkania, obiady zjadaliśmy razem.

Czy było ciężko? Ani trochę. Doskonale widzieliśmy kogo bierzemy na wycieczkę na inny kant globu. Czy nasz związek osłabił się przez to, że czasem przy sobie bekamy, pierdzimy, gorączkujemy, czujemy lęk wchodząc w dziwną sytuację w innym kraju? Ani trochę. Mogę mówić tylko za siebie, ale takie związki mogą być tylko mocniejsze. Wyjeżdżając gdziekolwiek, za granicę, blisko czy daleko, uczymy się  nie tylko o obcych kulturach, ale najwięcej uczymy się o sobie samych i sobie na wzajem.

To w podróży dzielimy obowiązki, mamy czas, a nie wymówki, każdy dzień jest inny, rozchwiany, nieprzewidywalny. Ta nieprzewidywalność wsadza nas w różne role, w jakie nie wsadzi nas ustabilizowane życie w domu. Robimy rzeczy razem, bo jesteśmy tu razem, ustalamy priorytety, a później wnosimy to do regularnego życia.

I szczerze polecam to każdej parze. Miesiąc miodowy nie powinien być po ślubie tylko zdecydowanie przed. I tak, może powiesz, że jest to swego rodzaju sprawdzian, bo przychodzą trudne momenty, ale to one zacieśniają, mówią o tym, że zawsze możemy na siebie liczyć. To jest sprawdzian intensywny z  całym zapachem i smrodkiem świata, z obawą i euforią jaka towarzyszy rzucaniu starego świata, własnej strefy komfortu i wspólnego poznawania tego co nowe i nieznane.

Nie byliśmy do tej pory w ekstremalnej sytuacji, to fakt, ale małe kroczki też uczą. Chorowaliśmy razem, gdy on leżał z gorączką, drgawkami i spuchniętymi dziąsłami w gruzińskiej wiosce, gdzie nawet nie było lekarza i razem przeżyliśmy moje stresy w wielu innych miejscach świata (a ja lubię wymyślać paranoje więc czasem nie jest lekko). Jasne, że nie rozmawiamy non stop. Jadąc przez Australię zdarzało się, że przez 8 godzin wręcz niewiele, ale przecież w tej ciszy też jesteśmy. Dzieliśmy się myślami, energią i obecnością.

Drugiego człowieka nie można poznać siedząc przez telewizorem.

Teraz prowadzimy normalne, uregulowane życie, chodzimy do pracy wracamy o 18 i wszystko się toczy, ale będąc przez kilka miesięcy nierozłączni na prawdę nie mieliśmy dość. I znamy wiele par, które podróżują ze sobą i zawsze potwierdzą dla was tą wersję, podróżowanie razem, to najlepszy sposób uczenia się ludzi i siebie. A to wszystko jest tak blisko, tak na wyciągnięcie ręki. Dla niektórych wyjazd za miasto może być przygodą w trakcie której możesz odkryć, że tak na prawdę bekanie pół dnia nie jest tak irytujące gdy wiesz, że zaraz przeżyjecie jakąś nową przygodę.

U nas przeszło to chyba wręcz w lekkie uzależnienie.

(8 h w samochodzie na Górę Kościuszki)

P.: Wyciągnąć ci mp3 żebyś mógł dalej słuchać książki?

Ł.: A ty będziesz czytać książkę?

P.: Nie, ja jeszcze chwilę popatrzę się na krajobrazy

Ł.: A to nie chcę, to popatrzę razem z tobą

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *