Australia, Osobliwości Australii

Kilku nożni lokatorzy

Każdy kto przyjeżdża do Australii w pierwszej chwili, zanim postawi stopę na ziemi, zapoznaje się z tubylcami. Nie mam tu na myśli dwunożnych mieszkańców tego kontynentu. Tak i ja, w pierwszym tygodniu bycia tutaj przeczytałam wszystkie napotkane broszury, internety i wszelakie informacje o pająkach, wężach, meduzach i innych stworach.

Co się zmieniło od tego czasu? Można to opisać na podstawie kolejnych reakcji na obecność kilku nożnych w bliskim otoczeniu.

Największe emocje wznieca Huntsman. Przede wszystkim dlatego, że zawsze zaskakuje swoim rozmiarem, włochatością i szybkością, a przy tym jest zacnym nabytkiem domowym. My nieopatrznie przywieźliśmy sobie jednego z wycieczki na północ. Przyjaciel wielkości dużej dłoni ucieka jednak szybciej niż zdążamy go zauważyć. Ten egzemplarz był widziany przez nas jako pierwszy i początkowo został uznany przez intruza.

Napotkany włochaty wielkolud wywołał niemałą paniką. Na szczęście była to męska panika, a nie damska. Gdybym to ja zobaczyła naszego przyjaciela jako pierwsza to pewnie roztrzaskałabym samochód, a tak Ł. pacnął zwierza tylko łapką na muchy. Ten tylko popatrzył spode łba, otrzepał odnóża i hycnął głębiej gdzieś pod karoserię Żabci. Dopiero ostatnio przeczytałam, że Huntsamany bardzo lubią podróże i często wsiadają do samochodu, a żeby się ich pozbyć należy zostawić samochód na słońcu i uchylić troszkę okno. Troszkę zaznaczam bo coś innego w zamian wleźć może.

12183727_508876385954348_449113696560313983_o

Później już mniejsze wybiegały w Melbourne, a to spod nowo przytarganego z ulicy krzesła, a to zza szafy, albo framugi okna. Teraz już wiemy, że warto mieć takiego przyjaciela bo zjada karaluchy, inne pająki, muchy, a może i na mysz zapoluje…Z tą myszą to przesadziłam, ale zawsze lepiej mieć jednego Huntsmana niż stado karaluchów.

[edit wpisu napisanego miesiąc temu z dziś – 25.10.2016]

Huntsman polujący na mysz to jednak też nie taka przesada. Zobaczcie pająka targającego mysz na północy Australii>

Każdy kolejny wywołuje jednak coraz mniejsze emocje. Ten dreptający radośnie po ścianie naszego biura wywołał tylko drobne poruszenie i raczej miłe uśmiechy, wzruszenie ramionami i a niech tam sobie chodzi.

Ostatniemu zrobiłam zdjęcie, a obok położyłam kluczyki od samochodu, żeby porównać czy urósł od naszego ostatniego spotkania. Po czym zamknęłam klapę bagażnika, niech sobie Robert  spokojnie poluje

Aż strach pomyśleć jaka będzie moja reakcja na kolejne spotkanie. Cmok we włochaty policzek?

Co ciekawe wszystkie owady są tu ekstremalnych rozmiarów, od mrówek, przez ćmy po koniki polne. Tylko muchy są normalnej wielkości, za to są dwa razy bardziej bezczelne i upierdliwe więc też na pewno jakieś mutanty.

robaki

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *