Gruzja, Kutaisi

Klaksony, kurz i bezdomne psy

Dzień 1- Dolatujemy do Kutaisi wieczorem, gdzie zostajemy niemal od razu załadowani do 8 osobowego samochodu. Pierwsza podróż z tutejszym kierowcą, a ja już cieszę się, że nie siadłam tak, by wiedzieć drogę. Kierowca klaksoni co kilometr, ale nigdy wtedy, gdy wyprzedza ciężarówki na trzeciego. Chwali się to – lepiej, że ma wtedy obie ręce na kierownicy. O dziwo, żywi zostajemy dostarczeni do naszego hostelu, gdzie za 40 lari mamy dla siebie 4-osobowy pokój.

Jest godzina 23, więc czas na spacer, którego zaczynam żałować po 10 minutach. Wszędzie dziury, brudno, bezpańskie psy, co nie wygląda dobrze jak na tą godzinę, pustki na ulicy i nowy kraj. Ratują sprawę głośne świerszcze i temperatura, która akurat w nocy wydaje się zaletą. Szybki spacer do fontanny i jazda spać.

Już tu okazuje się, że młody nie znaczy angielskojęzyczny. Do końca wyjazdu korzystamy tylko z rosyjskiego.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *