Australia, Prywatnie ludzkie

Konsumpcjonizm i co zmieniają podróże

Wyjeżdżając w 2-letnią podróż mieliśmy nie lada problem. Nie było to nic odkrywczego. Raczej zwyczajny kłopot każdego kto wie, że tym razem wakacje będą trwały dłużej niż zwykle – trzeba wiele zostawić za sobą. To co najważniejsze, czyli naszych bliskich zabraliśmy w sercu i staraliśmy się utrzymywać kontakt, ale dziś nie o tym. Dziś o bardziej przyziemnym zostawianiu za sobą swojego “dobytku” i głównym pytaniu jakie za tym płynie czyli jak się spakować? Co zabrać, żeby bez sensu się nie obciążyć, a jednak mieć wszystko co potrzeba.
Jak każdy początkujący w tej kwestii, zrobiliśmy też ten sam błąd i myśleliśmy, że potrzebujemy wiele.
Nasze plecaki ważyły 25 kg i miały w sobie ubrania na cały rok w Australii. Oznaczało to, że zawierały też ciężkie buty trekingowe, ubrania zimowe i śpiwory. Skończyło się na tym, że po dwóch miesiącach byliśmy tak nimi zniechęceni w 40-stopniowym azjatyckim upale, że skróciliśmy naszą wyprawę, by szybciej dostać się do Australii. Wcale nie oznaczało to, że musieliśmy nosić mniej.
DCIM100MEDIA
Przez  2 letni pobyt w Australii najdłużej w jednym miejscu mieszkaliśmy przez 8 miesięcy, ale były też miejsca w których mieszkaliśmy przez 3-4 dni. Zawsze z naszymi plecakami. Z czasem nasz dobytek trochę urósł. Mieliśmy samochód, co pozwoliło nam na posiadanie też skrzynki kuchennej z patelnią, garnkiem, plastykowymi sztućcami i kuchenką gazową. Do tego doszedł szybko namiot, śpiwory, materac, tak że staliśmy się praktycznie samowystarczalni, ale obładowani. Wtedy wydawało nam się, że tych rzeczy zrobiło się za dużo. Mogliśmy zatrzymać się w dowolnym miejscu i tam “zamieszkać”, z drugiej strony nasz samochód stał się szafą wypchaną po brzegi.
Z każdą przeprowadzką uczyliśmy się, że wielu rzeczy nie potrzebujemy. W trakcie tych 2 lat pozbyliśmy się rzeczy, których nawet teraz nie pamiętam. Z każdą przeprowadzką widzieliśmy czego używaliśmy, a co kurzy się w szafie. Czasem, to coś leżało w takim miejscu, że wręcz zapominaliśmy tego zabrać do nowego miejsca. Muszę się przyznać bez bicia, że ja nagromadziłam sporo pamiątkowych dupereli, ale części udało się pozbyć, a reszta była w miarę mała. Myślę, że naszym największym osiągnięciem i zmianą było podejście do ubrań i rzeczy praktycznych. Z naszych plecaków byliśmy w stanie ubrać się i funkcjonować w pracach biurowych, spać w dziczy, robić trekingi i chodzić na imprezy.
Wciąż uważam ze nie zrobiliśmy bardzo dobrej roboty w ograniczaniu się z rzeczami, ale kierunek i krok był dla nas spory i zdecydowanie dobry.
Mając samochód pod ręką nie musieliśmy się znacznie ograniczać i wtedy wydawało nam się, że mamy wszystko czego nam potrzeba.
Podczas naszej podróży nauczyliśmy się żyć każdym dniem, sięgać do miejsc, o których nie wiedzieliśmy, że istnieją i zachwycać coraz to mniejszymi rzeczami. Myślę, że tego samego można nauczyć się na własnym podwórku, w lesie, znacznie bliżej, niż nam się wydaje.  Australia nauczyła jednak nas podziwiać naturę w jej nienaruszonej formie. Zauważać kolor ziemi, który zmieniał się w naszej podróży wielokrotnie, dyskutować o nieznanym ptaku, który zaleciał nam drogę. To co najbardziej podobało nam się w namiotowaniu na australijskich pustkowiach to, to, że nigdy nie wiesz, co tam zastaniesz. Czy może jakiś kangur w nocy nas przeskoczy, czy wombat powącha buty, czy dziś znowu obudzi nas wrzask papug.
I może wynikać to czasem z braku innych bodźców, które mogłyby odciągać uwagę od tego, co na codzień jest tak oczywiste, że aż pozostaje niezauważone. To wtedy nasze głowy niezajęte niczym innym mogły zauważyć i podziwiać to co dookoła. Gdy skończyły się miasta i ostatnie bilbordy, a pojawiała się pustka tak wielka, że nie sposób ogarnąć jej wzrokiem, nie miało znaczenia co wieziemy ze sobą, za to ważna robiła się każda jaszczurka przy drodze.  Ta nieokiełznana natura jest czymś tak całkowicie odmiennym od tego jak teraz próbujemy żyć.
32067708062_6a72b90c24_o

DCIM100MEDIA

Australia przypominała nam każdym oddechem, że jest ziemią dziką, ziemią o którą trzeba dbać. Pokazała nam niezniszczone piękno, pustynie i zwierzęta w zasięgu ręki. Chyba wtedy zakochaliśmy się obydwoje na nowo we wszystkim, co naturalne. Ekologiczna świadomość tamtego społeczeństwa również uczyła nas sporo. Segregacja śmieci, lumpeksy bardziej popularne niż sklepy z nowymi ubraniami, lokalne inicjatywy, ogródki w centrum miasta i obsesyjna ochrona natywnych gatunków tylko tylko niektóre lekcje jakie dostaliśmy.
Wracając do domu po 2 latach musieliśmy wrócić do 25 kilogramowych plecaków. Cześć rzeczy oddaliśmy, cześć sprzedaliśmy, część wyrzuciliśmy, niektóre wysłaliśmy paczką do Polski.

Po powrocie do domu, weszłam do mojego pokoju, otworzyłam szafę i zrobiło mi się przykro. Przeraziło mnie, że tyle posiadam, te stosy ubrań bez wartości, masa książek, które nigdy nie zostaną przeczytane, rzeczy które nie powodują, że życie jest lepsze, ani bardziej wartościowe. Nauczyliśmy się na pewno posiadać mniej, a przeżywać więcej. Powoli idziemy w stronę mniej, a bardziej. Staramy się kupować mniej ubrań, ale jeść zdrowiej, ograniczyć produkcję plastyku w naszym domu, robić rzeczy w bardziej naturalny sposób. Zachęcam was, żebyście zastanowili się w czasie wakacji, jak to, co kupujecie i posiadacie wpływa na miejsca, które odwiedzacie. Ile śmieci zostawiamy w nowym miejscu i czy naprawdę potrzebujemy tylu nowych rzeczy.

Jeśli słuchacie po angielsku zachęcam was do posłuchanie tej pary, która przez prawie 6 miesięcy podróżowała ograniczając produkcję śmieci i własny bagaż do kompletnego minimum.