Australia, Osobliwości Australii

Naturally on High

I co i teraz tak mnie tu zostawisz!?

On spojrzał nam mnie znad okularów, trzymając moje dokumenty w ręce  i naciskając metalową starodawną klamkę odpowiedział twierdząco.

Ale jak, na ile?

.

Pół godziny! Ja mam ADHD, co ja mam tu robić tyle czasu?

Wyszedł.

Spojrzałam na swoje stopy i dłonie z których wystawały po dwie cieniutkie igiełki dyndające ze sprężynką na końcu. Poruszyłam kończynami i wszystkie je poczułam. No i co ja mam tu tyle czasu robić? Nawet mnie nie uprzedził, nawet nie zdążyłam zorganizować sobie audiobooka, po rozmowie o moich dolegliwościach zaprosił na fotel, poprosił o zdjęcie skarpetek, posmarował po 2 punkty na każdej witce, i lekkim puknięciem powbijał 8 igiełek.

Ostatnią tą dziewiątą i chyba najzabawniejszą mogłam zobaczyć, wychylając się na fotelu maksymalnie w lewo, w lustrze przeszklonej szafy niczym z czasów Dr Queen. W szafce między bańkami różnego rozmiaru, (jakie mama stawiała mi 20 lat temu) zobaczyłam dyndającą ostatnią igłę wbitą dokładnie na szczycie mojego czoła. Ogarnęła mnie chwila spazmatycznego śmiechu, ale od razu poczułam wszystkie pozostałe, więc szybko się uspokoiłam.

Szafka, białe ściany, wielkie okno, zmrok za oknem….jakoś tak nie mam rąk, ani nóg, ciało gdzieś odpłynęło, słyszę ale mnie tu już nie ma…

.

.

.

I co zadziałało?

Zapytała siostra wchodząc do pokoju.  Ocknęłam się jakąś minutę wcześniej.

Nie wiem bo zasnęłam, a co powinnam czuć

Zrelaksowanie

A to zadziałało doskonale.

W ten sposób dołączyłam do zestawu Aussie (a uwierzcie nie jest ich mało), którzy zaczynają zdanie od „A mój naturopata..” i przeszłam inicjację czyli pierwszą w życiu akupunkturę.

Naturalnie na haju

20160501_132256Tytuł dzisiejszego wpisu – Naturally on High to nic innego jak nazwa sklepu organicznego na ulicy High (High Street).

Wszystko zaczęło się on naszego zdziwienia, że ktoś zrobił nam pranie mózgu za pomocą książki i to z odległości 15 000 km. Przeczytaliśmy książkę „Zamień chemię na jedzenie” jadąc przez Australię. Ł. prowadził, a ja czytałam mu na głos, nieświadomie piorąc sobie i jemu mózg. Objawem, że coś jest nie tak, była siatka organicznych produktów jakie przyniósł do domu Ł. po jego pierwszych zakupach.

Autorka wspomnianej wcześniej książki opisuje, jak własnym uporem i dociekliwości, dała swoim dzieciom lepsze życie. Dzieli się przy tym z czytelnikiem wszystkimi swoimi spostrzeżeniami, doświadczeniami i przepisami jak prowadzić zdrowe życie.

Ja wierzę w to, że to co jemy ma znaczenie i jesteśmy tym czym jemy, a dziś jemy dokładnie to, czym na pewno nie chcielibyśmy być. Dlatego książka bardzo do mnie trafiła, a środowisko w którym teraz żyjemy bardzo sprzyja takim zmianom żywieniowym.

20160520_170345Cały ruch organiczny, naturalny jest bardzo rozpowszechniony w Australii. Produkty certyfikowane dostępne są w supermarketach i oznaczone listkiem. Sklepy organiczne znajdują się blisko miejsca gdzie mieszkamy. Mamy to szczęście, że CERES – organiczny ośrodek znajduje się 5 min spacerem od naszego mieszkania. Duży teren pokryty jest uprawą roślin, małymi szklarniami, wybiegami dla kur. Nad całym tym przedsięwzięciem czuwa farma solarów. Co tydzień w sobotę jest market, gdzie możemy kupić organiczne jabłka za taką samą cenę jak „normalne” w supermarkecie. Dodatkowo można przynieść swoje opakowania na szampon, płyn do prania i nabrać sobie z dużych zbiorczych opakowań z kranikiem.

Australia jest krajem doskonałym dla wszelkich wymysłów jedzeniowych. Nie ważne czy jesteś bezglutenowcem, bezlaktozowcem, diabetykiem, w Australii nawet nie zauważysz, że jesteś „odmieńcem”. W Polsce wegetarianizm ciągle jest traktowany jak coś dziwnego, szczególnego, dla niektórych wręcz heretycznego (jeśli takie słowo istnieje). Tutaj pytanie o preferencje diety jest tak naturalne za zapytanie o której przyjdziesz na kolację. Więc otrzymasz je zawsze przed wspólną biesiadą.

W Woolworth (sieć marketów) możemy kupić mięso, sosy, ale już po pieczywo czy warzywa musimy udać się do sklepu organicznego. Nawet chipsy jemy teraz tylko bezglutenowe. Dlaczego? Bo nie czujemy się po nich źle, przepełnieni, nadmuchani rzeczami, które na pewno nigdy nie żyły na te ziemi.

20160501_132524

I nie mówicie, że  to jest drogie. PRAWDZIWY indyk 9 kg obok Wrocławia kosztuje 100 zł, ale trzeba po niego pojechać. 20 km od twojego domu to może być koszt  twojego zdrowia.

2 Comments

Leave a Comment

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *