Australia, Perth

Perth – ziemia obiecana

SAM_4122Lądujemy w Perth o 10:40 i od razu jest inaczej. Śmieszni ludzie w samolocie, dziwnie ubrani (albo to my), którzy są znacznie cichszą wersją Amerykanów. Wita nas w końcu cel naszej podróży, gdzie zostaniemy przez najbliższy rok.

Nasza wiza pozwala na legalną pracę przez maksimum pół roku u jednego pracodawcy i pół roku u kolejnego. Ponadto możemy wydłużyć swój pobyt o 3 miesiące wizą turystyczną.

SAM_4220 (2)Australia jest ogromna, nawet jeśli na to nie wygląda – większa od Europy i mieści w sobie 24 miliony ludzi, większość na wschodzie. Australijczycy nazywają siebie Aussie, chodzą w japonkach, a ich głównym powiedzeniem jest „No worries” (dosłownie „bez zmartwień”), nawet jeśli masz na prawdę jakieś worries.

Perth (w regionie Australia Zachodnia), do którego trafiliśmy, jest najbardziej odosobnionym miejscem na świecie. Do najbliższego dużego miasta Adelaidy jest jedyne 2 697 km. Droga łącząca miasta jest długa, piękna i nudna. Po drodze co kilkaset kilometrów masz stację benzynową i to tyle… Tutaj nie ma wielu ludzi, którzy nie mają całej rodziny w Perth. To tak jakby z Polski jechać na Święta do Hiszpanii. Cudo. Więc trafiamy tu i zaczynamy naszą przygodę z życiem za granicą. Zmieniamy swój status z podróżnika – turysty na ekspata.

Lądowanie na lotnisku Perth i od razu przekonujemy się, że faktycznie są bardzo restrykcyjni jeśli chodzi o wwożenie czegokolwiek do kraju. Zabronione jest wwożenie owoców, warzyw, miesa, nasion, cokolwiek surowego, zwierząt i dziwnych pamiątek. Przed wydaniem nam bagażu wskakuje na niego radosny piesek i obwąchuje wszystkie torby, które są jeszcze 2 razy skanowane, zanim jesteśmy wolni. Cała procedura przebiaga bardzo sprawnie, a i tak trwa ok. 40 min.

SAM_4220

Noclegi w Perth

Przez pierwsze dni staramy się o nocleg u ludzi dobrej woli. Piszemy do członków organizacji Servas (stara wersja obecnego couchsurfingu), ale nikt nie może nas przyjąć. Po kilku dniach (2 tyg przed przylotem tutaj) dostajemy maila od kompletnie nieznajomej pary państwa S. – Pani N. Lat 62 i pana H. Lat 67 (o polskich korzeniach). Słyszeli od znajomych, którzy są w Servasie, że potrzebujemy wsparcia i postanawiają nas przyjąć. W ten sposób zajmujemy na 5 dni pokój ich wnuczek na piętrze w centrum Perth. W tym czasie organizujemy sobie nowy telefon (oba po Indonezji już nie wstały), kartę sim, pomagamy im trochę w domu, uczymy się slangowych słów, nazw całej zwariowanej fauny i gry w golfa.

SAM_4209Następne kilka nocy mamy spędzić u dziewczyny, która nie potrafi ogarnąć domu. Układ jest taki, że ona udostępnia nam pokój za darmo, a my mamy jest ogarnąć ogródek, ja marketing jej szkoły jogi, a Ł. zrobić stronę. Taki wolontariat można znaleźć na stronie workaway, gdzie ludzie oferują zakwaterowanie i czasem wyżywienie na całym świecie, za pomoc w ogarnięciu ich życia.

Sprawdzaliśmy ile kosztowałby nas hostel na tydzień i wychodzi ok. 450 dolarów australijskich (1 350 zł), więc wolę przekopywać ogródek.

Później Państwo S. zapytali czy nie pomoglibyśmy ich znajomym w winiarni (czas zbierania winogron zaczyna się w połowie czerwca) więc znowu szykuje się darmowy nocleg, wino i pewnie wiejskie jedzonko. Już niestety kawałek od miasta więc wtedy nie będziemy mogli pozwolić sobie na aktywne wysyłanie CV.

Tak właśnie my zorganizowaliśmy sobie początek w Perth.

Transport w Perth

Po Perth najlepiej poruszać się…samochodem, a jak nie masz już kompletnie innego wyjścia – komunikacją miejską. Po centrum jeżdżą darmowe autobusy, które mniej lub bardziej mogą pomóc. Później są pociągi. Już pierwszego dnia kupujemy kartę – Transperth, bo na tym coś da się zaoszczędzić (a mimo to w pierwszy dzień jadąc w jedno miejsce przewalamy 30 zł).

Można poruszać się na rowerze, bo ścieżki są wszędzie i do tego płaskie.

Jeszcze nie znaleźliśmy taniego sposobu, ale może się okazać że kupienie samochodu jest tańsze, niż jazda pociągami. Poruszenie się 2 stacje w obrębie 1 strefy to ok. 2$ (6 zł). Szału nie ma, ale no worries, zaraz będziemy bogaci i wszystko z kosztami będzie ok.

Niesamowitości dnia codziennego

1. Ludzie chcą nam tu na prawdę pomóc, zachwyca kompletna bezinteresowność:

  • Państwo S. robią nam codziennie wielką kolację, wypytują znajomych czy mają dla nas pracę, załatwiają dla nas darmowe bilety na mecz footballu australijskiego i pół wieczoru tłumaczą zasady, uczą gry w golfa, opowiadają jak żyją w Perth i są kompletnie cierpliwi wobec naszych tępych twarzy, gdy nie ogarniamy slangu jakiego używają
  • Pan wyciągnięty z domu i zapytany o drogę, bierze samochód i wiezie nas na miejsce twierdząc, że i tak się zgubimy
  • Pani na ulicy widząc nasze zagubienie podchodzi do nas i pyta czy może nam pomóc

2. Wszystko jest inne, nawet łabędzie są zepsute.

SAM_40733. Pierwsze spotkanie z rdzenną ludnością skończyło się po kilku butelkach…

SAM_4084Podobno to ich dość naturalny stan..

Następny wpis p.t. “I co się ludź patrzy”

SAM_4182

5 Comments

  1. Prada

    “Podobno to ich dość naturalny stan..”
    chcesz powiedzieć, że australijczycy dużo piją?

    spoko opcja z tym work pay

    Reply
    1. Paula Author

      Zależy co rozumiesz przez Australijczycy. Miałam tu na myśli raczej Aborygenów miejskich. Ciężko jest im przystosować się do życia na własnej ziemi opanowanej przez białych przez co, szczególnie w miastach, stanowią oni margines społeczny (mimo wielu programów pomocowych)

      Reply
  2. Bjuty

    “Pan wyciągnięty z domu i zapytany o drogę, bierze samochód i wiezie nas na miejsce twierdząc, że i tak się zgubimy” – chciałabym, żeby wszędzie była taka mentalność, ale też przekonuję się, że wbrew pozorom, jak się jest w potrzebie, (a nie wygląda się zbyt podejrzanie;)) to ludzie coraz chętniej pomagają – i to często właśnie młodzi. Strasznie bym chciała kiedyś przyjechać do Australii – między innymi dla ludzi 😀

    Reply
    1. Paula Author

      Zostawiając samochód w samym centrum faktycznie może wyjść mała fortuna. Chociaż będąc w Perth raczej nie będziecie za długo siedzieć w samym centrum bo wiele tam nie ma. A autobusy po centrum są za FREE.

      Zapoznajcie się wcześniej z systemem oznaczenia miejsc parkingowych. Tam gdzie jest np. 2P (i podane godziny) ale nie pisze ticket można stać za darmo przez 2h. Często takie parkingi są są wzdłuż ulicy, te normalne parkingi są zazwyczaj płatne. Przy plażach parkingi są za free.

      Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *