Australia, Terytorium Północne

Środkiem Australii

 Zabieramy was na wycieczkę przez środek Australii niezależnie od tego czy siedzicie teraz we własnym domu, czy sami planujecie taką podróż. Będąc na Work and Holiday w Australii w pewnym momencie istniało zagrożenie, że nie zobaczymy najważniejszego aborygeńskiego miejsca w Australii –  Uluru z prozaicznych powodów jak brak czasu i było nam „nie po drodze”.

Pewnego jednak dnia (znów z prozaicznych powodów- była promocja a samochody w wypożyczalni i dostaliśmy 2 tygodnie urlopu) postanowiliśmy zrealizować inny plan – przejechać z Darwin do Melbourne. Kupiliśmy więc bilety z Melbourne do Darwin na 2.09, wynajęliśmy samochód i jak zazwyczaj bez planu, a tylko w punktami, jakie chcemy zobaczyć ruszyliśmy w stronę przeciwną do naszego lotu.

Dystans do pokonania (włączając w to wycieczkę na Uluru) to 4500 km w 14 dni.

Jedziemy tylko jedną drogą – autostradą Stewart, która biegnie przez środek Australii od północy na południe.

Spodziewamy się pustyni, upałów, braku cywilizacji, koszmarnie drogiej benzyny, która odpowiednio trzepnie nas po kieszeniach i dzikich zwierząt.

Na początek kilka faktów i mitów jakie wyciągamy z tej trasy.

Fakty historyczne

Pierwszym białym człowiekiem, który podjął się tej szaleńczej wyprawy nie, nie mylicie się był pan Stewart, który w latach 60-tych XIX wieku eksplorował trudne i dzikie tereny centralnej Australii.

Pierwsze, co tu powstało to był telegraf, a jego stacje można oglądać wciąż w niektórych miejscach jako „atrakcję historyczną”. Stacja telegraficzna to było miejsce, gdzie skupiali się biali ludzie. Teren jest na prawdę trudny do zamieszkania i przetrwania. Przez lata jedynym transportem, jaki był w stanie poradzić sobie z tym terenem były wielbłądy sprowadzone z Afganistanu, a które do dziś (już w formie dzikiej) biegają po okolicy.

Kolej została doprowadzona do połowy drogi od południa czyli od Adelajdy do Alice Springs w roku 1929, a z Darwin trochę im zeszło, bo ukończyli ją dopiero w 2006 roku.

Trasa stała się znana w 2001 roku kiedy na tej trasie zaginął turysta Peter Falconio.

Nie to nie jest Uluru, mimo, że będąc 100 km byliśmy o tym święci przekonani i zdjęć mamy tyle co z Uluru, a to Mt. Connor
Nie to nie jest Uluru, mimo, że będąc 100 km byliśmy o tym święci przekonani i zdjęć mamy tyle co z Uluru, a to Mt. Connor

Mity o środku Australii

(Mojej oceny tej trasy dokonuję tylko na podstawie naszej drogi, co oznacza, że w innym okresie można zobaczyć tu coś kompletnie innego.) Przyjechaliśmy tutaj pod koniec sezonu suchego, a mimo to siedzę właśnie w samochodzie i piszę dla was spod Kata Tjuta, bo pada. Dodatkowo najwięcej porównania mamy do Australii Zachodniej, która jest dla nas wciąż nr 1 jeśli chodzi o dzikość natury. Kilka faktów, które całkowicie zaskoczyły nas na miejscu.

Jedziemy przez pustynię

Większość naszej drogi od Darwin prowadzi przez tereny puste, w sensie niezamieszkałe przez ludzi z infrastrukturą ograniczającą się głównie do Stewart Highway, ale wcale nie była to pustynia. Przy drodze drzewa (nie rosłe jak w Łazienkach, ale drzewka), co 50- 100 km jakaś stacja benzynowa, temperatura maksymalna 36 stopni. Po horyzont niska trawa i krzaki tu i tam. Nic szczególnego. Dodatkowo ruch na drodze jest na tyle duży, że nawet w przypadku awarii nic nam nie grozi. W porównaniu do Australii Zachodniej jest znacznie więcej punktów z pitną wodą.

Dzikie zwierzęta wyłażą ci na ulicę

Mimo, że  tym razem zdarzyło nam się jechać o zachodzie słońca widzieliśmy 1 małego wallabies (rodzaj małego kangura) podczas gdy w Australii Zachodniej, wielkie potwory wypadały na każdym zakręcie. Jedyne dzikie zwierzęta jakie wychodzą na drogę (o czym też świadczą ich zwłoki na poboczu) to bydło. A no i możemy pochwalić się dzikimi wielbłądami jakie udało nam się zobaczyć jadąc z Alice Springs do Uluru.

imgp1791

Na Uluru zawsze świeci słońce

Taaaa…..siedzimy właśnie w samochodzie bo pada, a z tego co wiemy, nie jest to pierwszy raz w tym tygodniu (przypominam – pora sucha). Według lokalnych mieszkańców jest to jeden z mokrzejszych lat, jakie pamiętają.  Są tego też pozytywne strony mianowicie Uluru kwitnie. Znaczy nie sama góra, ale wszystko wokół bucha kolorami i dziwacznymi roślinami.

imgp2142

W Alice Springs Aborygeni biegają z siekierami

imgp1718

Tak, tak, to powyżej to jest na prawdę Alice Spring. Jedno z ładniej położonych miasteczek jakie widzieliśmy. Nie jest ono, pewnie jak to sobie wyobrażasz na płaskim pustkowi, ale otoczone jest górami. Aborygenów jest faktycznie dużo i ich zachowanie jest znacznie inne niż nasze, generalnie się nie uśmiechają i nie wyglądają jakby chcieli cię ukochać, ale raczej nie są niebezpieczni.

Przeczytaj też o:

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *