Australia, Australia Zachodnia

Uwaga Emu na drodze!

Coral Bay – głoszona jedną z najpiękniejszych plaż Australii. Będąc w Kalbarri nie mogliśmy sobie jej odpuścić. Więc jedziemy kolejne 700 km na północ, żeby zobaczyć co  ma nam do zaoferowania. Rezygnujemy na rzecz dalszej drogi z karmienia delfinów w Monkey Mia. Mamy wytrwałego kierowcę, który przewiózł nas w sumie 3000 km w 6 dni.

IMGP4688

Wraz z naszą dalszą drogą, krajobraz nie zmieniał się zbyt drastycznie w wyjątkiem kilku szczegółów:

  1. Rosła temperatura,

IMGP4656

2. Ubywało roślin,

IMGP4724

IMGP4719

3. Zmieniały się zwierzęta

IMGP5132

IMGP5181
Bobtail, jaszczur z niebieskim językiem wygrzewający się tu i tam, niegroźny, do pogłaskania w Caversham Park

IMGP5089

O zmieniającym się klimacie bardzo dosadnie dał nam do zrozumienia znak:

Zwrotnik Koziorożca
Zwrotnik Koziorożca

i rzeka, która była tylko jedną z wielu jakie może kiedyś tu pływają.

IMGP4969

W Coral Bay są 2 pola namiotowe, które są obok siebie i kilka małych sklepików. Niewiele więcej. Największą atrakcją jest plaża z lazurową wodą. Wydawało mi się, że najładniejszą plażę z najpiękniejszą  wodą już widzieliśmy na Gili Air, ale czym byłyby podróże, bez odkrywania, że jest się w błędzie. 😉

Coral Bay to mała zatoczka z płytką wodą, kąpiącymi się niemowlakami i pomarańczowymi karaluchami spacerującymi sobie tłumnie po plaży. W wodzie czeka zestaw rafowy czyli rybki, rafa i rekiny. Tak, tak. Rekiny te rafowe. Nie są co prawda groźne dla człowieka, ale K., który przyjechał nas odwiedzić prosto z Polandii, miał dziwny kolor twarzy jak mówił, że go widział. Groźny czy nie groźny rekin widziany był. Ja widziałam też małą mantę (czyt. płaszczkę), które są tutaj bardzo popularne.
IMGP5034
IMGP5000
Na naszym kempingu łatwo poznać było lud Assie, którzy zawsze wyposażeni są…we wszystko!
Wożą ze sobą ogromne przyczepy, z których powstaje namiot, z kuchnią, jadalnią, rowerami, pełnym zestawem garnków i rzecz jasne własnym rusztem do BBQ. Nam było to tylko na rękę bo bez własnej pompki do materaca byliśmy na nich skazani.
IMGP4971
IMGP4973
W trakcie tej wycieczki chcieliśmy zobaczyć wieloryby, które własnie o tej porze opływają to wybrzeże i żółwie, które po sparowaniu znoszą w nocy jaja na plaży. Te pierwsze udało nam się zobaczyć ze wzgórza z latarnią, ale były tak daleko, że ich fotografowanie i tak skończyłoby się na niczym. Były dla nas fontannami wyrzucanej w górę wody.
IMGP5075

Żółwie próbowaliśmy upolować siedząc nocą na plaży i czekając tylko przy blasku księżyca zobaczyć ich wielkie cielska kroczące na poród. Niestety tym razem się nie udało. Znaleźliśmy na plaży coś, co wmówiliśmy sobie jest pozostałością po jajkach żółwich i nawet tu fiasko. Poniższe zdjęcie to Sea Urchin czyli dla nas morskie jeżowce.

IMGP5083

IMGP4993

IMGP5019

IMGP4983

IMGP4995

IMGP5067

IMGP5016

Nie ma żółwi, nie ma rekinów to jedziemy dalej.

Docieramy do oddalonego od Coral Bay miasta Exmounth. Tam pierwsze co nas zaskakuje to drepczące po ulicy Emu. Tak! Środek miasta, zatrzymujemy się na stacji benzynowej, a 30 m od nas matka i jej dziatka obskubuje drzewo, żeby przejść się środkiem ulicy. Wszystkie pojazdy w tym czasie spokojnie się zatrzymują i czekają, aż spacer obejmie mniej cywilizowane miejsca Exmounth.

IMGP5062

W Exmounth zatrzymujemy się na takim oto polu namiotowym:

IMGP5087

Ziemia okazuje się tak twarda i skuta, że nie jesteśmy w stanie przybić namiotu do ziemi dlatego zostajemy przy wersji kołpaki – paliki. Wiatr jest tu bardzo silny, więc nie ma opcji, że zostawimy go nie przywiązanego.

IMGP5086

Wbrew pozorom największym uniedogodnieniem pól namiotowych są..papugi. No i oczywiście słońce. Rozwiązanie na te problemy jest jedno – wstać wcześniej niż one. Zdarzyło nam się wstawać podczas tego wyjazdu o 5 albo 6 (ku “uciesze” Ł.) po to żeby:

-> zaoszczędzić czas kiedy nie jeździmy po zmroku by nie paść ofiarom kangurów,

-> uniknąć upału, który jest do zniesienia w samochodzie z klimą, ale już nie w namiocie w 3 osoby,

-> uniknąć wrzasku stada papug na głową.

Absurd. Wiem. Życie.

IMGP5135

Następny nocleg będzie już na terenie Parku Narodowego Cape Range. To jedno z niewielu miejsc, gdzie można spać w parku, więc korzystamy. Płacimy 40$ za 3 osoby za wjazd, co pozwala nam na wybranie własnego miejsca na nocleg. Nie jest to do końca samowolka, bo tak na prawdę jest to po prostu kilka miejsc blisko plaży, do których zjeżdża się z głównej drogi. Są na nich miejsca do parkowania, oddzielone słupkami małe tereny pod namiot i proste toalety. Wybieramy miejsce w którym już stoją 4 samochody, ale jest najbliżej plaży. Słyszymy tylko huk oceanu. Wieje, więc much brak :)

Cape Range National Park

Ostatni park jaki przyszło nam zobaczyć to Cape Range z jego ścieżką widokową na 2 km. Nie jest niczym w porównaniu do Kalbarri, ani pod względem widoków, ani wysiłku. Mimo to czerwona ziemia kanionów w bliskości wody ciągle robi na nas wrażenie.

IMGP5100

DCIM106MEDIA

IMGP5109

Droga powrotna to jakieś 1300 km do Perth dlatego po drodze jeszcze zatrzymujemy się w kilku miejscach.

Powtarzamy nasza wizytę w Pinnacles Desert. K. zna je z naszych zdjęć i koniecznie chciał je zobaczyć na własne oczy. Dla nas też to było ciekawe doświadczenie bo okazało się, że żółte piaskowe stożki wyglądają teraz na gołe kamienie. Tylko się domyślamy, że to wiatr poczynił takie zmiany. Chyba, że to muchy zeżarły cały piach, co sądząc po ich ilości nie jest takie bardzo nieprawdopodobne. Nie wspominał o tym żaden przewodnik, a różnica wizualna jest ogromna.

Mądry człowiek co wymyślił siatki :)

 IMGP5210       IMGP5202

 IMGP5190         IMGP5200

Muchy zjadły piach, a stromatolity wypiły wodę, z jeziora Thetis. Zobacz tutaj jak wyglądało 2 miesiące temu podczas naszej pierwszej wizyty.

IMGP5172

3 Comments

  1. Ivon

    Bajka! Wy w takiej scenerii…daleko od problemow Europy…a my…troszke zmeczenie swiatem tutaj po drugiej stronce ziemii…coz…mimo wszystko zawsze uwazalam ze AU jest najlepszym miejscem do zycia! Disfrutad la vida!

    Reply
    1. Paula Author

      Problemy Europy są nam bliskie nawet tu. Codziennie śledzimy sytuację polityczną w Polsce, martwimy się o wszystkie narastające napięcia. My nie jesteśmy emigrantami. Przyjechaliśmy tylko tu na chwilkę więc serca zostały w Polsce. A do Australii zapraszamy. Miejsc tu pod dostatkiem.

      Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *