Australia, Queensland

WhitSunday | Najpiękniejsza plaża Australii

Zdjęcia z tej plaży już były na Facebooku, ale pomyślałam, że należy jej się wpis.

Whitsundays to zespół wysp podobno nazwany tak od dnia ich odkrycia przez Cooka – Whit Sunday to ósma niedziela po Wielkanocy. Jest to jedna z głównych atrakcji wschodniego wybrzeża, na którą mimo dużego obłożenia zdecydowanie warto popłynąć. Głównym “celem” wycieczki jest ponurkowanie, bo to już miejsce gdzie można zobaczyć Wielką Rafę Koralową. Nie dla nas, ale o tym później.

Żeby zobaczyć to cudo musieliśmy wykupić półdniową wycieczkę za ponad 120 dolarów. Szybka pontonowa łódka prawie leci nad wodą z prędkością 60 km/h. Nie wiem jak to się stało, ale dostało mi się najfajniejsze miejsce, dosłownie na burcie. Przynajmniej jak tam siadłam, wydawało mi się najfajniejsze. Zmieniłam zdanie po 20 min kurczowego trzymania się paska na którym siedziałam, który był jedynym gwarantem nie wylecenia jak z katapulty. W niektórych momentach wydawało mi się, że zaraz wyrwie mi ramię. Wakacyjna muzyka i nasz pilot petarda, chcieli nam zaserwować jak najlepsze wrażenia. Było bardzo mocne słońce, duże fale i okrutnie słona woda, która co kilka minut nas zalewała. Ta szalona podróż trwała ok. 40 min i zaczęła się przy Airlie Beach.

Załoga wyrzuciła nas na brzegu plaży, skąd idziemy 15 min na wzniesienie, z którego chyba nigdy nie zejdziemy jeśli nas nie zgonią, z nadmiarem zdjęć na kartach. Widok jest stąd na całą plażę i przepiękne mielizny, które tworzą ten niepowtarzalny widok. Można tu siedzieć i gapić się w to cudo kolorów. Woda prawie razi w oczy swoją lazurowością. Plaża na którą schodzimy chwilę później, rządzi się już naturalnymi prawami, jak całe Queensland.

Proszę wszystkich o założenie kombinezonów, jeśli chcecie tu popływać. To jest sezon dla Box Jelly fish (najbardziej jadowita meduza, wielkości małego paznokcia). Materiał kombinezonów chroni was w 95% przed poparzeniem, bo taką powierzchnię ciała zakrywa.  Mieliśmy tu przypadek 3 tygodnie temu poprzenia w ucho, gdzie musieliśmy wzywać helikopter. Wyjaśnia nam jedna z przewodniczek.

Nie ma żartów, myślę sobie, po czym widzę małego rekina cytrynowego, który odłączył się w końcu od matki, żeby zacząć samodzielny…żer. Dziękuję postoję.

Tak więc najpiękniejsza.

2 godziny spędziliśmy w tym miejscu próbując nie podpływać za blisko do małego rekina, ale wciąż zobaczyć coś pod wodą. Zmęczeni już palącym słońcem płyniemy pooglądać rafę. To doświadczenie równie dobrze mogłoby dla mnie nie istnieć tego dnia. To, co zobaczyliśmy pod wodą nie przypomina tego, co każdy z nas wyobraża sobie jako Wielką rafę koralową. Nie było tu masy kolorowych rybek, ani koralowców, poruszających się z wodą glonów czy żółwi.

Były za to szare, smutne koralowce i takie też rybki, które w mojej głowie pozostaną jako umierająca rafa. Może zostaliśmy zabrani w niewłaściwe miejsce, ale nurkowaliśmy w 3 różnych i moja osobista rada jest – jeśli chcesz zobaczyć rafę koralową to jedź do Indonezji. Tam w niektórych miejscach z brzegu można zobaczyć naprawdę piękny podwodny świat.

Wciąż WhitSundays zostanie w mojej głowie jako najpiękniejsza plaża jaką widziałam.

DCIM100MEDIA
DCIM100MEDIA
IMGP6283IMGP6306WhitsundaysIMGP6399IMGP6408IMGP6383
DCIM100MEDIA