Australia, Perth, Prywatnie ludzkie

Wspomnienia, których nie ma
Vanished memories

(English version below)

Co tydzień podjeżdżam pod niski domek gdzieś w północnej dzielnicy Perth w Australii.  Parkuję na pojeździe obok ogródka, w którym dawno rozpanoszyły się paprocie, a teraz kwitną też róże. Podchodzę do zawsze otwartych na oścież drzwi i ledwo przymkniętej siatki na owady. Wołam do wnętrza domu i po chwili słyszę powolne gramolenie.

Po dźwiękach nadchodzi też ona. 

Jak zawsze mówię jej komplement, że ładnie wygląda, który jest szczery, więc nic ode mnie nie wymaga. Ułożone krótkie loki, pomalowane na ciemny róż usta, złote kolczyki. Na rękach ma złote pierścionki i pomalowane na jasno różowo długie paznokcie. Uśmiecha się do mnie i nawet nie pytając kim jestem szybko podchodzi i mocno mnie przytula. Całkiem jakby wiedziała kim jestem. Po ten pierwszy uścisk przyjeżdzam tu co tydzień. Ten uścisk sprawia, że wiem, że to ma sens.

Dla niej, to nasze pierwsze spotkanie. Dla mnie 4te. Pani M. skończy w przyszłym miesiącu 90 lat (a może nie). I wierzcie lub nie, ale niezła z niej laska. Dalej wydaje mi się, że ona ma 68. Pani M. ma moje drugie imię i dzieli je z moją prababcią.

Dlaczego moich spotkań z nią było więcej? Dlaczego ten uścisk bez pytania jest dla mnie taki ważny? Pani M. ma demencję, która cechuje się wieloma dowcipnymi objawami, jakie choroba wyczynia z jej mózgiem. Jednym z nim jest brak pamięci. Chociaż pewnie po tylu lekturach o mózgu nie powinnam tak pisać, bo pamięć zawsze jakaś jest.

Wchodzimy do kuchni, gdzie jak w każdym starszym australijskim domu jest trochę chłodno i ciemno. Siadam na wiklinowym krzesełku i pani M. już przygotowuje dla nas herbatę. Obowiązkowo mocną z połową kubka mleka. Koniecznie z czymś słodkim bo „dziewczyny, żeby być słodkie muszą jeść coś słodkiego” (miła teoria).

Rozmawiamy, idziemy na spacer, gotujemy. Słucham tych samych historii, które być może są jednymi z niewielu wspomnień jakie zostały. Można je wszystkie streścić w kilku zdaniach.

Niemcy mnie zabrali jak miałam 18 lat do pracy. Przyszli po mnie jak miałam 16, ale tatuś  mnie nie pozwolił zabrać, bo byłam za młoda. Zawieźli mnie gdzieś pociągiem, wysadzili i kazali czekać. Wszystkie dziewczyny już zabrali, a ja zostałam. Myślę sobie: „Zabiją mnie tu”, ale nie, przyjechała po mnie taka pani i byłam u niej. Dobra była. Ubierała mnie. Raz zawiozła mnie do innej wsi, bo tam miała być inna Polka, żebym się z nią poznała. Dobra była. Mąż jej kazał, żeby była dla mnie dobra. On znał Polaków i powiedział, że to dobrzy ludzie są i dobrze go traktują, więc i ona ma być dobra dla mnie.

Jak pani poznała męża?

A mieszkał w obozie obok. My – kobiety, byłyśmy w damskim obozie, a on obok. Poznaliśmy się przez płot. On nie mógł do mnie przychodzić, ale przebierał się w normalne ubranie i się do mnie wykradał. I raz się przebrał, ale go nakryli i Niemcy go zastrzelili.

Ja dębieję i spoglądam na zdjęcia uśmiechniętego 92-latka przyklejone na lodówce. Siedzi w czapce urodzinowej, obok uśmiechnięta pani M., ich dzieci, wyżej zdjęcia prawnuków. Nie drążę tematu. Wiem, że nie wolno mącić jej spokoju.

On nie był Polakiem. To Francuz był. Aleśmy się kochali.

Po tych kilku wizytach już wypracowałyśmy sobie tematy o których nie rozmawiamy bo pani M. plącze się sama ze sobą i nie czuje się dobrze. Często nie może sobie przypomnieć czegoś oczywistego co wie, że powinna wiedzieć. Nie pytam co robiła całe życie i czy gdzieś pracowała, jak mają na imię jej wnuki, kiedy coś się wydarzyło czy gdzie pracuje jej córka.20150917_164106

Ostatnim błędem okazało się zapytanie o stare zdjęcia i może jakiś album. Jego szukanie zajęło ok. 15 min. i zakończło się fiaskiem. Poprzedzone było długim staniem w kuchni, konsternacją: najpierw czego szukamy, a później gdzie to może być. Stałam na środku kuchni co jakąś minutę przypominając M. czego szuka. Albumu brak, więc pooglądałyśmy stare zdjęcia na ścianach. Znalazł się za to kalendarz z 1999 roku.

Pani M. to wbrew pozorom bardzo szczęśliwa osoba. Humor jak u 17-latki więc często siedzimy i chichramy razem. Mam wtedy wrażenie, że ona też wtedy zapominam ile ma lat.

Zawsze wracając ze spaceru ze mną przystaje po drugiej stronie drogi, patrzy na swój podjazd i mówi „o ja mam chyba gości, czyj to samochód.” „A ja jestem pani gościem” na co pani M. uśmiecha się jak czterolatka i mówi

M: To chodź pojedziemy do sklepu i go okradniemy

P: Może to nie jest najlepszy plan na takie popołudnie

M: A tylko cię sprawdzam czy dobra jesteś.

Popatrz jaką mam ładną bransoletę. Jak powiedziałaś, że idziemy na spacer to ona wpadła mi w ręce i założyłam.

(bransoleta pozłacana, szeroka na cały nadgarstek) „Pani to chyba na podryw idzie”.

 E na podryw. Miałam tu takich 3 kolegów co mnie odwiedzali. Ale jednego żona usłyszała i zabroniły im przychodzić. I przestali. No jakie to zazdrosne. A przecież my nic nie robiliśmy. Przychodzili czasem na kawę.

I to najważniejsza dla pani M. historia. Powtarzana po 2 razy na wizytę. Widać najdotkliwiej ją osamotniła i pozbawiła takiego normalnego towarzystwa, które nie jest wolontariuszem, rodziną, czy pomocą społeczną. Teraz już przychodzą tylko oni: gotują, sprzątają, robią zakupy.

Ugotowałam dla M. obiad – miała ochotę na ziemniaki z cebulką i mięso. Jadała sama, bo ja już byłam po obiedzie w pracy. I teraz ta 90 letnia nastolatka z pełnymi ustami patrzy na mnie i mówi „No, dobrze, że ty się najadłaś zanim do mnie przyszłaś, bo inaczej wszystko byś mi tu zjadła” po czym chichocze wielce zadowolona z tego tekściku.

medium

Okrutna przy tym z niej kłamczucha. Rzecz jasna nieświadoma. Przy utratach pamięci nasz mózg wciąż chce przekonać nas, że wszystko jest w porządku więc wymyśla i podsuwa nam historie tylko po to by utrzymać status quo. Pani M. notorycznie wmawia mi, że sobie ugotowała zupę, zrobi sobie obiad czy zaraz wyplewi ogródek. Żadnych z tych czynności nie robi już sama, ale ona wciąż w swojej głowie jest zdrową, sprawą osobą i tylko samochód jej zabrali i nie pozwolili jeździć, bo nie znała zasad.

Jestem w organizacji Umbrella, która pomaga ludziom wyizolowanym społecznie ze względu na język i wiek. Ich pomysłem było zrobienie ze mnie Anioła, który dba o innych. Tymczasem to M. jest moim aniołem. Pilnuje, żebym nie miała wątpliwości jak duże znaczenie ma pomoc innym, nawet jeśli to buduje tylko moje wspomnienia.

„A ty już tu kiedyś byłaś?” Pyta, ściskając mnie tak samo mocno jak na początku. „Byłam. 4 razy. Za tydzień też wrócę”.


Vanished memories

Every week I stop my car at the front of a small house somewhere in north Perth in Australia. I park it on the spot next to the garden where ferns grow and now also roses are blooming. I walk to the door which is always open. I call out through the door and a moment later, I can hear movements.

After a while she comes out. I compliment her, as usual, and say to her that she looks pretty, which is sincere so it does not cost me any effort. She has perfect, short, curly hair, dark pink lipstick and golden earrings. On her fingers she has gold rings and bright pink nails. She is smiling at me and with no question quickly and strongly hugs me. It seems she knows who I am. This is the hug I came here every week. These hugs make me feel that I know coming here has a purpose.

For her it is our first meeting. For me it’s the 4th. Mrs M. is having her 90 birthday next month (or maybe not). And believe it or not, she is a very good looking lady, more like 68 I reckon. Mrs M’s name is the same as my middle name, and the same as my grandgrandma’s first name.

Why is that she has only memories of one meeting with me? Why is her hug so important to me?

Mrs M. has dementia, which has many funny symptoms. It effects the brain in many ways. One of them is losing memory.

We go into the kitchen which, as in every older Aussie house, is a bit cooler and dark. I sit down on the wicker chair and Mrs M. is preparing tea for us, typically strong and with half cup of milk. It has to be with something sweet because “to be a sweet girl we have to eat something sweet” (I like this theory)

We talk, walk and cook. I listen to the same stories which are maybe the only ones she remembers. I can summarize them in couple of sentences.

During the war, Germans took me to work in Germany when I was 18 year old. They came when I was 16 but daddy did not let them take me at that time because I was too young. They transported me by train somewhere and made me wait. All the other girls were then taken away but I was still kept waiting at the station. I was thinking “they are gonna kill me here”. But no. A young lady came for me and I stayed with her at her house. She was good to me. She dressed me up. She then took me to another village because she heard that there was another polish woman there that I could meet. She was good to me. Her husband told her to be good to me. He knew Poles and said they are good people and have treated him well in the past, so she should also treat me well.

How did you met with your husband?

He lived in the camp next door to the our one. We women were in a female camp. We got to know each other through a fence. He could not come to me officially but he was able to change his clothes and to meet me in secret. Germans killed him when they get to know that.

I was stunned and looked at the photo of her smiling 92 years old husband on the fridge. He is sitting and wearing a birthday hat next to a smiling Mrs. M, their children, and their grandchildren. I do not pursue this subject further, as I knew that this would destroy her peace.

He was not a Pole. He was French. We were so in love.

After those couple of visits I worked out the subjects to avoid to prevent Mrs M. feeling confused and not well. Often she cannot recall something very obvious even though she knows should remember. I don’t ask where she worked, what she did her whole life, what are the names of her grandkids, when something happened and where her daughter works.

My last mistake was to ask about an old album with old photos. Looking for it took 15 minutes and ended in a fiasco. I was standing in the middle of the kitchen repeating every minute what we are looking for with her not able to grasp what I wanted. The album was not found, so instead we looked at old photos on walls. Later we just found a calendar from 1999.

Contrary to appearances, Mrs. M is a very happy person. She has the wit of a 17 year old so we often sit and giggle together. Sometimes I think that she does not even remember how old she is.

Coming back from a walk she stops on the opposite side of the road to her house and says to me “O! I think I have guests”. “I am your guest”. Mrs M smiles like a 4 years old and says “So come on, let’s go to rob a shop” “I think it is not the best idea for the afternoon” “Oh, I am just checking if you are a good person”.

Mrs. M: „Look at the nice bracelet I have. When you said we are going for a walk it was the first thing I grabbed.” (Golden bracelet, full wrist wide).

Me: “You look like you are going to pick up somebody”…

Mrs. M: “Pick up..I had 3 male friends here who visited me but once the wife of one heard they are visiting me, she prohibited them from coming. So jealous…but we didn’t do anything wrong. They came sometimes for a coffee.”

This is the most important story for M. repeated twice each time I visit. It seems this hurts her the most, leaving her lonelier than before, remembering the last normal people from her life who are not family, volunteers or social workers. Now they are the only ones who cook, clean and do shopping with her.

I cooked a lunch for Mrs. M. – she wanted to have potatoes with onion and meat. She ate that alone, I had already eaten. So now she is looking at me and saying “that’s good, you have eaten, because otherwise you would eat all my food”, and she giggles from her own joke.

Additionally, she is such a liar (unaware of course). When we lose our memory our brain still wants to believe that everything is all right and it makes stories to just create an impression of the status quo. Mrs. M habitually persuaded me that she cooked a soup, will prepare a dinner or clean the garden. Even if she doesn’t do any of those in reality, in her mind she believes all is well with her.

I am volunteering for an organisation called Umbrella which helps elderly people from culturally and linguistically diverse background. They have a program called Visiting Angels, which aims to improve the quality of life of socially isolated elderly people. The idea was to make me an angel for Mrs. M. But the truth is, she is my angel. She helps me to believe that it all makes sense, even if it only helps build my memories.

“Have you ever been here?” she is asking me hugging me so strongly, at the entrance. “I was. This was my 4th visit, and I will come back next week.”

4 Comments

  1. Ivon

    Oj…lza mi sie zakrecila!!! Uwielbiam takie historie…podziwiam CIÉ ze chcesz tak szczerze dac komus kawalek siebie… Nawet tam na 5 kontynencie!

    Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *