Amsterdam, Holandia

Jak nie zginąć?
Czyli idzie baba do holenderskiego lekarza

Środa
(ja) Dzień dobry, mam temperaturę, katar i kaszel, który rozrywa mi klatkę, mam duszności i nic się nie zmienia od 3 dni. Chciałabym umówić się do lekarza.
(Pani Recepcjonistka) To normalne. 
(ja) ???
(PR)To normalne, może trwać do 6 tygodni.
(ja) To nie umówi mnie pani do lekarza?
(PR) Mam wolny termin na poniedziałek, proszę zapisać się do naszej przychodni online i dostaniesz potwierdzenie wizyty.  
Poniedziałek
Pada moje nazwisko i w drzwiach wita mnie uśmiechnięta do ucha do ucha moja pani doktor, wysoka, szczupła, ładna 40 letnia kobieta.
Jesteś  w Polski prawda? Mam znajomych z Polski.
To niedobrze myślę..pewnie powiedzieli jej z my lubimy chodzić po doktorach i symulować, a ja chciałam tylko wiedzieć czy to nie jakieś zapalenie płuc, których w dzieciństwie miałam miliony.
Po chwili rozmowy o wakacjach, mężu i pogodzie, zostaję osłuchana.
Jest pani zdrowa! Wyślę do apteki obok receptę na lek z kodeiną na ograniczenie kaszlu to możesz go sobie wziąć na noc.
Nie byłam w szoku. Czyste oskrzela, cieknący nos, kaszel i osłabienie to nie są powody do dramatyzowania.
Jak płacę za wizytę?
Moja pani doktor zaczyna się śmiać. Nie ma pojęcia.
Teraz jestem twoim doktorem. Chyba nic nie musisz więcej robić.
Wychodzę stamtąd trochę rozbawiona. W Polsce pewnie dostałabym antybiotyk, albo przynajmniej zwolnienie z pracy. Tutaj lekarz powiedział, że jestem zdrowa i mogę wracać do roboty, bo nie mam temperatury powyżej 38 stopni. Z jednej strony spoko, rozumiem, że nie chcą ludzi szprycować antybiotykami, ale z drugiej przez to masa ludzi nie poczuwa się do tego, żeby jak są przeziębieni pracować po prostu z domu. Nie chodzi o to, żeby brali zwolnienie, ale tutaj pracowanie z domu raz w tygodniu jest normalną praktyką, więc przydałoby się chronić przynajmniej tych co jeszcze są w niej zdrowi.
System zdrowotny w Holandii opiera się w dużej mierze o prywatne ubezpieczenie. Każda osoba przebywająca przez dłuższy czas w Holandii musi być zarejestrowana, a każda zarejestrowana – ubezpieczona prywatnym ubezpieczeniem. Zatem mój pracodawca nie płci żadnego chorobowego, za to my co miesiąc płacimy 238 euro za nas dwoje. Jest to dość podstawowa wersja, która pozwala nam iść do internisty. Ja mam dodatkowo fizjoterapeutę i okulistę. Wizyty czasem trzeba opłacić sobie samemu, a później napisać do ubezpieczyciela o zwrot kosztów. Działa to dość sprawnie, bo cały proces załatwiamy przez internet, przesyłając fakturę.
Apteki w tym kraju to magia. Nikt nie widział, ale jest podejrzenie, że istnieją. Łatwiej tu kupić marihuanę, niż lek na receptę. Tam gdzie u nas w Polsce stoją apteki, tutaj są coffe shopy (więcej o nich tutaj).
Do tej pory (będąc tu 3 miesiące widziałam 1 aptekę) nie byłam jeszcze w holenderskiej aptece i zrozumiałam od razu dlaczego. Weszłam do prawie pustego pomieszczenia z kilkoma krzesełkami. Za ladą kręci się kilka pań muzułmanek, które intensywnie pakują leki do pudełek i papierowych toreb.
Czy jest pani u nas zarejestrowana?
Co?? Myślę sobie ale jak? że jak zarejestrowana?
Okazało się, że w tych aptekach nie ma przypadków. Każdy przypisany jest do jednej tylko apteki, w której jak ja dziś odbiera leki przepisane przez jednego lekarza. Pani apteczna poszła przygotowywać moje leki, co polegało w skrócie na wyjęciu dokładnie zaleconej mi dawki z oryginalnego pudełka i przełożeniu jej do białego pudełeczka. Oddzielnie dostałam 4 strony wytycznych jak lek stosować i długą instrukcję ustną jakie mogą być działania niepożądane i jak brać lek.
My tu umrzemy 😉 – napisał Ł. Po tym jak z fascynacją opisałam mu ten prosty system.
…albo będziemy jeść mniej leków i mieć zdrowsze żołądki 😉