Australia, Margaret River

Zielone wino i delfiny niegłodne

Margaret River – kraina winem płynąca. Przez Pertkowiczów zachwalana, jako najpiękniejszy region Western Australii. Tak się cudownie złożyło, że akurat teraz kiedy planujemy naszą podróż wypadł festiwal wina i jedzenia. Przypadek?

Dziś przewieziemy was z Perth do Hamelin Bay przez Bunbry i Busselton na pomocą Cave Road.

Kupujemy bilety na Gourmet Escape za 111$, które bolą trochę nasze kieszenie, ale spodziewamy się dzięki temu wysmakoszować dużej ilości win. Plan wycieczki oczywiście nie obejmuje tylko Margaret River, ale też okolicę, na którą mamy 2 dni, więc szału nie ma. Mamy zamiar dojechać do Augusty przejeżdżając w ten sposób 320 km w jedną stronę.

IMGP5423

Camp-zestaw zapakowany, więc jedziemy wybrzeżem do Bunbry i szybko z niego wyjeżdżamy. W mieście najsłynniejszym obiektem jest miejsce karmienia delfinów, a ponieważ jadąc na północ do Exmounth ominęliśmy w Monkey Mia taką atrakcję, to tym razem płacimy 15$ za naszą 2kę (10 za Łukasza i 5 za mnie – bo formalnie wciąż w Polsce jestem studentką mimo, że nie mam na to tutaj kompletnie żadnego papieru) i wchodzimy.

IMGP5387

I niepotrzebnie.

Zjadamy tylko ciastko w kafejce, czytamy kilka tablic o reklamówkach zagrażających życiu morskich zwierząt i robimy kilka zdjęć akwariów z rybkami. Delfinów brak. Widać znowu nie były głodne. Pani przy kasie chyba wiedziała, że sprzedaje bubel bo od razu poinformowała, że bilety jakie mamy, są jeszcze na 2 dodatkowe wejścia i są dożywotnie!

Busselton Jetty

Następny przystanek to Busselton i tu już słusznie, bo znajduje się tu najdłuższe drewniane molo na świecie.

Długo szukaliśmy czegoś dzięki czemu będę mogła dodać „na świecie” 😉

Więc molo zaczęło być budowane w 1865 roku i było dość krótkie. Miało umożliwiść podpływanie statków, ale natura wycięła psikusa i już po 10 latach było zbyt krótkie, a woda zbyt płytka, więc trzeba było je wydłużyć.  Po drodze jeszcze spłonęło w części, żeby ostatecznie osiągnąć długość 1900 metrów. Ten 2 kilometrowy spacer ucinamy sobie piechotą, mimo, że jest opcja wskoczenia do małej kolejki. Za 3$ mamy zdecydowanie większą frajdę z pokonania tej odległości.

IMGP5405

IMGP5416

IMGP5392

Narysowaliśmy linię na morzu, ale morze zrobi to, co zazwyczaj morze robi

IMGP5394

Czyja to wina, że za dużo wina?

IMGP5443

Po drodze na nasz kemping zahaczamy jeszcze o winnicę, które są tu wszędzie. W zasadzie ciężko powiedzieć, czy minęliśmy tu coś innego jak tylko ogrodzenia, krzaki winorośli i piękne podjazdy oznaczone Vinery. Wybieramy tą, której drogowskaz na wjeździe nie kojarzy nam się z luksusowym hotelem. Otwarte do 17 czyli do właśnie już zamykają, ale Ł. jak zwykle upiera się, że zdążymy.

IMGP5442

Więc zdążamy, za nami sznureczek samochodów, przed do połowy pełny parking. A w środku wystawa zdjęć, darmowe jedzenie i ludzie ubrani jak…w luksusowym hotelu. Więc szybko oglądamy zdjęcia, kupujemy oliwki, jedno z droższych win w życiu (25$) i w naszych prawie-dresach dość szybko zmywamy się dalej.

Wina w Australii dzielą się wg odmian winorośli, dlatego do wyboru mamy zazwyczaj Shiraz, Merlot, Cabernet albo jakąś ich mieszankę. Spośród nich Shiraz zawsze wydaje się najostrzejszy takie nasze super-wytrawne dlatego najczęściej sięgamy po mieszanki.

IMGP5436

IMGP5434

IMGP5440

Droga na półudnie znacznie różni się od naszych północnych wycieczek. Przez 300 km drogi co chwile, któreś z nas powtarzało „o jak tu polsko”. Drzewa po dwóch stronach drogi, krowy, zieleń, pola  i…. temperatura w nocy zmuaszająca mnie do spania w kapturze, to to czego nie znajdzie się już 100 km na północ od Perth.

IMGP5450

IMGP5461

IMGP5448

Najładniejsza droga na południe prowadzi przez Caves Road, która jak nazwa wskazuje jest jaskiniową drogą. Zjeżdżając kilka km w prawo lub lewo można zobaczyć przepiękne jaskinie ze stalagmitami, stalaktytami i jaskiniowym jeziorem. Zdjęć brak, bo nie byli. Buraki i ignoranci.

IMGP5479

IMGP5569

Powinniśmy dotrzeć na nasz kemping przed zmrokiem, na zachód słońca i kolację na plaży. Hamelin Bay Holiday Park – chyba najprzyjemniejszy do tej pory jaki mieliśmy, pod drzewami, blisko pustej plaży, ukryty w lesie daleko od drogi. Kiedy dojeżdżamy na recepcji już nikogo nie ma, ale są za to 2 skrzynki, w których znajdują się plany miejsc namiotowych i domków więc znajdujemy swoje miejsce i płacimy już rano.

Co ważne: wieje. Much brak.

IMGP5572

IMGP5467

2 Comments

  1. Hej super zdjęcia i wyprawa osobiście jedynie brakuje mi wypraw do atrakcji związanych z caves road ja jako zapalony “jaskiniowiec” nie mógłbym tego przegapić.

    Reply

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *