Petersburg, Rosja

Złota wszystkich carów

SAM_2266

Wnętrza, które koniecznie trzeba zobaczyć to Ermitaż, jakiś sobór i Muzeum Rosyjskie.
Ermitaż to jak drugi Luwr. Jest tam kompletnie wszystko. Od mumii, przez stroje z Syberii po obrazy Picasso. Trzeba, to trzeba. Poszłam.

Podobno, żeby zobaczyć cały dokładnie trzeba poświęcić 2 tygodnie. Ja mam pół dnia, który okazał się całkowicie wystarczający. Okazałam się całkowitą ignorantką i zrobiłam to w 2, ale godziny. To co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to pomieszczenia w jakich znajdują się wystawy. Każda jest całkowicie inna od poprzedniej.

SAM_2560

SAM_2563

SAM_2566

Dobrze, że na koniec był Picasso i kilku impresjonistów. Poza tym, mamo, nic mi nie urwało z wrażenia. Wyszłam stamtąd zmęczona i zgubiona milion razy. Jeszcze warto wspomnieć, że na początku odstałam w wielkiej kolejce do kasy. Mam kartę słuchacza Uniwersytetu dlatego większość muzeów miałyśmy za darmo. Ermitaż dziewczyny też, więc spodziewałam się tego samego. Podeszłam do kasy, uśmiech do 6go zęba, radosne “zdrastwujtje”, pokazałam legitymację (która wygląda identycznie jak studencka, jeśli wrednie się jej nie przyglądać), a pani bierze ją do ręki (czerwona lampka) i mówi że dla słuchaczy zniżki nie ma. Masakra. 45 min na darmo. Więc idę do drugiej kasy. Podchodzę, mina grobowa, zła (wszyscy Rosjanie uważają, że w tym kraju ludzie się nie uśmiechają i wyglądają na złych, więc postanowiłam się wczuć mimo, że uważam całkowicie odwrotnie), bez żadnego “Dzień dobry”, pokazuję legitymację bez słowa, na co pani jak automat wyrzuca mi bilecik. I po sprawie.

Oprócz tego weszłam do mojego ulubionego Soboru Spas na Krovi i tam urwało. Po wejściu po prostu oślepia. Ikona na ikonie, złoto przelewa się ze ściany na ścianę. Ale oprócz tego na suficie są okrągłe wgłębienia w których było kilka ciekawych malowideł.

SAM_2334SAM_2339

Kolejne wnętrze zasługuje na specjalną uwagę bo wiązało się z niepojętym doświadczeniem. Jak już pisałam u Marii w domu miałyśmy saunę. Była o tyle dziwna, że na głowie miałyśmy welurowe kapelusze i byłam…. jakby to napisać, żeby zabrzmiało najmniej dziwnie.. chłostana gałązkami brzozy. (No cóż nie udało się zabrzmieć normalnie) Chodzi o to, że wczoraj byłyśmy z dziewczynami w tutejszej prawdziwej ruskiej balni (łaźni) w której po prostu obowiązuje taki rytuał. Kobiety i mężczyźni mają oddzielnie banie, gdzie wszyscy wchodzą nago. Najpierw rozbieramy się w szatni.

SAM_2556

Wchodzimy do pierwszego pomieszczenia, gdzie się myjemy,

SAM_2555

później wchodzimy do parni, która jest naszą o wiele większą sauną. Są w niej 3 półki i kamienie do polewania. Siedzimy tam ok. 5 minut i wychodzimy. Bierzemy zimny prysznic, albo zanurzamy się w głębokiej wannie z zimną wodą.

SAM_2553

Bierzemy ręczniki, żeby wrócić do przebieralni, napić się wody, poplotkować z innymi kobietami (Marii koleżanka z pracy nas tu przyprowadziła i 50 pani, która szła do tej samej balni) i odpocząć. Drugim razem wchodzimy już z venikami, które kupiłyśmy przed wejściem za 120 rubli (ok. 12 zł). Suche gałązki lipy, brzozy lub dębu (każde z nich ma inne właściwości dla ciała). Po wejściu do sauny po raz drugi, jedna kładzie się na deska i po prostu się nią okłada venikami. Cel – pobudzenie ukrwienia, aktywacja skóry, w moim przypadku siniaki. Każdy z przodu i z tyłu na całym ciele i przy każdym kolejnym wejściu. Po 3cim razie jest kawa (moje ulubione), czyli wcieranie kawy w całe ciało, którą zmywamy przed ostatnim wejściem do sauny. Ostatni zimny prysznic, odpoczynek i ok. 22 wracamy do domu. Całość trwała ok. 1.5h. Wracamy we trzy, a z nami płynie przez całe miasto zapach kawy.

Leave a Comment

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *