Strona główna Australia SOS – ocean bez wody czyli pali się pół Australii

SOS – ocean bez wody czyli pali się pół Australii

by Paula

Jak przyjechaliśmy do Australii ktoś mówił o wężach, pająkach i rekinach, ale to wcale nie jest to, co w jakikolwiek sposób przeraża Australijczyków. Najczęściej mówią: one były tu pierwsze, po czym idą na kurs pierwszej pomocy i nie pozwalają swoim dzieciom samotnie zaglądać do ogrodu. Zniszczenie i zagrożenie jakie za sobą niesie płomień całkowicie przekroczyło nasze wyobrażenia o niebezpieczeństwie.

Pierwsze wypalania w Australii były praktykowane oczywiście przez Aborygenów. Zimą wypalali oni małe skrawki ziemi, żeby latem zapobiec pożarom jakie mogłyby strawić też ich. Poza tym, niektóre z roślin wybuchają życiem tylko po spaleniu nasion. 

Poniższe zdjęcia zrobiliśmy podczas naszych wycieczek po zachodniej i południowej Australii. Na żadnym zdjęciu nie zostały zmienione kolory, a ich różnice są wynikiem zniszczenia pożarem.

Widok na Perth

Widok na Perth

Dziś biali wypalają ten sam busz i te same lasy. Co roku nad miasta nadciąga chmura dymu, która ma ich chronić. Busz wypalony dookoła już nie powinien zapalić się latem. Biali mają obowiązek raz w roku zaorać 3 metrowy pas dookoła swojej farmy, jaki ma chronić ich dom przed ścianą ognia.

Mimo to, co chwilę słyszymy, że gdzieś się pali, nie możemy wjechać do parku, żeby zobaczyć wodospady, bo jest zbyt wysokie ryzyko pożaru. W okresie letnim jest kompletny zakaz robienia ogniska, nawet na swojej posiadłości. Na drogach wszędzie mijamy znaki informujące w 6 skalach jakie jest aktualne zagrożenie pożarowe (od niskiego, wysokiego po krytyczne).

IMGP6754

Jeśli mieszkasz blisko lasu ciesz się, że jest to Polska. Tu, każdy przynajmniej raz w życiu dostał nakaz pakowania wszystkich cennych rzeczy i opuszczenie domu w celu…spalenia. W miastach jak Adelaida, każdy kto kupuje dom na wzgórzach godzi się na takie ryzyko. Jest to kompromis między bezpiecznym, ale drogim domem w mieście, a tańszym domem na obrzeżach z lasem za drzwiami i ryzykiem w oknach.

IMGP6759

okolice Esperance, WA

Jadąc przez Australię nie raz widzimy przerażające czarne kikuty, albo całe hektary wypalonych lasów. Ziemia wygląda tam jak popiół, żadnego życia, czarne pnie, szare liście bardzo wysokich drzew, stopione znaki drogowe. Żywioł trawi wszystko. Silny wiatr, który jest tu latem prawie wszędzie, nie pomaga, a walka z ogniem ma niewielki skutek, gdy zaczyna się on przemieszczać . Ochotnicza straż pożarna to prawie normalna praca, a co rozsądniejsi mają własne „wozy strażackie” by dojechać szybciej niż oficjalna pomoc stacjonująca gdzieś dalej. Lasów takich jak ten się nawet nie gasi bo nie ma po co. Woda jest zbyt cenna, żeby wylać ją tam, gdzie nie ma nadziei.

IMGP6673

okolice Esperance, WA

IMGP7305

Straż pożarna w pogotowiu przy Great Ocean Road, pożar w odległości 10 km

IMGP6762

okolice Esperance, WA

Ludzie w kwestii pożarów są bardzo świadomi, bo jak mają nie być, jak codziennie w wiadomościach słyszą, która część ich kraju jest w płomieniach. Mimo to, w trakcie naszego pobytu spłonęła para backpackersów z Francji w nieznanych nam okolicznościach i kilkadziesiąt domów.

IMGP6669

Okolice Esperance, WA

Jadąc do Melbourne musieliśmy najładniejszy odcinek trasy – Great Ocean Road z powodu bardzo rozległych pożarów.  Jeśli ktoś z was wybiera się do Australii na wakacje dobrze mieć na telefonie aplikację pożarową  – FireReady, dzięki której zawsze wiadomo czy trasa, park, atrakcja turystyczna będą otwarte. Na Great Ocean wróciliśmy 2 tygodnie po pożarze.

I to jest to co zastaliśmy:

IMGP7302

Great Ocean Road

IMGP7298

Great Ocean Road

Great Ocean Road

Great Ocean Road

Wypalona droga wzdłuż oceanu ciągnęła się przez 20 km albo i więcej, niosąc za sobą swąd spalonego drewna odczuwalny nawet po deszczu i w 2 tygodnie po katastrofie.

Lato w Australii wygląda jak jesień – szara trawa i pożółkłe drzewa. Nie tylko przez pożary, ale też kompletny brak wody.

Zalecenie na czas Fire Ban

Odkąd zaczęło się lato i od kiedy zaczęliśmy jechać po Australii przedefiniowało się nasze pojęcie gorąca. Gdzieś czytałam, co to znaczy gorąco w Australii. Gorąco jest wtedy, gdy ptaki wpadają Ci do przydomowego basenu, po to żeby przetrwać, gdy wszystko wokół wysycha na popiół, a ptaki dosłownie spadają z drzew w wyniku przegrzania.

Ostatnio byliśmy w parku narodowym. Chcieliśmy nabrać wodę z kraników jednego z wielu w takich miejscach. Wystarczyło odkręcić go na 10 sek, żeby z okolicy zeszły się wszystkie owady. Pszczoła krążyła wokół odkręconego strumienia, tak długo aż go zakręciliśmy i mogła usiąść spokojnie, żeby pochłeptać to, co się rozchlapało dookoła.

Na trasie do Alejady, 300 km od celu siadła nam klima, silnik się przegrzewał, więc jechaliśmy z ogrzewaniem lub otwartymi szybami – na jedno wychodziło. Za oknem 47 stopni. Gorąco jest wtedy jak idąc do kibla przestajesz oddychać na chwilę, żeby łykać mniej rozgrzanego powietrza.

W samej Adelajdzie, w mieście, ludzie zostawiają pod drzewami plastykowe pojemniki na napisem “woda dla koali”. Woda jest na wagę złota. Na każdym kempingu proszą o nie dłuższe niż 3-4 minutowe prysznice. W domach każdy Australijczyk obok prysznica ma maleńką klepsydrę odliczającą minimalny czas potrzebny na prysznic. W ogrodzie nie podlewa się roślin, żeby było ładnie tylko te, które mają dawać owoce.

Wszędzie jesteśmy  informowani o tym, że dziś “total fire ban” czyli zero ognisk i zero płomienia. Zalecanie na kempingu w lesie brzmi: “Zaleca się wcześnie rano opuszczanie campingu i udanie się do zatoki Apollo i spędzenie tam dnia aż do godziny 8 wieczorem kiedy ryzyko zagrożenia spadnie”. Dzięki temu strażnicy lasu są spokojniejsi, że ostrzegali przed pożarem, który może rozpocząć się w każdym momencie.

20151217_004843

“Nasza woda pochodzi z Port Lincoln oddalonego o 450 km i jest na wyczerpaniu. Proszę ograniczyć prysznic do mniej niż 5 min.”

A teraz napij się łyk wody i pomyśl jaka jest cenna, nawet w tak rozwiniętym kraju jak Australia. Pooszczędzaj ją razem z nami chociaż jeden dzień.

Też fajne do przeczytania:

1 Komentarz

Ivon 2016-02-07 - 19:47

Tak,,,to nauka wielkie pokory wobec natury ktora wciaz nam sluzy…

Reply

Podziel się i zostaw komentarz