To, że brzuch ma magię przekonałam się mieszkając w Amsterdamie, ale zakładam, że to samo zjawisko dotyczy każdej kobiety na świecie, która przyznaje się społeczeństwu, że oczekuje. Traktowanie ciąży w Holandii jest zupełnie inne, niż w Polsce i jest pewnie w pewien sposób ekstremalne w porównaniu ze wszystkimi innymi krajami Europy. Chodzi mi głównie o to, że system zdrowotny, jak i pracodawcy traktują taką kobietę zupełnie normalnie, bez ulg, bez zwolnień, zgodnie z zasadą, że jest to jakaś naturalna sytuacja, przy której nie wymaga się szczególnego traktowania (Więcej o tym możesz przeczytać we wpisie Ciąża w Holandii.) Sytuacja ma się całkiem inaczej jeśli chodzi o społeczeństwo. Tutaj brzuch ma magię i o tym będzie ten wpis.
Brzuchomacanie
Od wczesnych etapów mojej ciąży jak ludzie wokół mnie dowiadywali się, że coś jest w moim brzuchu zaczęli go nałogowo dotykać. W sumie to zjawisko zaskoczyło mnie tak bardzo, że postanowiłam o tym napisać. Myślę, że nie ma nic złego w zapytaniu właścicielki brzucha czy można go dotknąć, żeby nie wiem..może poczuć jakiegoś nienarodzonego kopniaka, co jest doświadczeniem dość niesamowitym pewnie dla każdej osoby, która nigdy wcześniej nie miała w sobie człowieka.
Ale…miałam kilka sytuacji, kiedy obcy ludzie głaskali mój brzuch zanim ja sama zaczęłam czuć jakiekolwiek ruchy i zanim było widać, że jestem w ciąży. Na początku zaczęłam się zastanawiać po co oni to robią, po czym…zaczęłam im odgłaskiwać. Teoretycznie we wszystkich brzuchach w tym czasie była połowa tego co w moim. Teraz kiedy mój brzuch tańczy jak szalony dzielenie się tym uczuciem ze świerzbiącymi rękami innych osób, nie jest już tak zaskakujące i faktycznie mogę zrozumieć, że brzuch jest magiczny.
Historie wszystkich porodów
Ciemną stroną takiego ujawnienia jest to, że nagle każdy przypomina sobie najgorsze historie jakie spotkały jego, siostrę, żonę, dalszą rodzinę w kwestii porodu. Jak już wspomniałam w Holandii z kobietami w ciąży nie obchodzi się jak z jajkiem. I system sprawia wrażenie, że wszystko każdemu idzie sprawnie, dlatego medyczny nadzór non stop nie jest potrzebny. Za pomocą mocy prawda jednak szybko wypływa z różnych ust.
Nagle moje starsze koleżanki w pracy (z którymi do tej pory wymieniałam tylko uprzejme Cześć w kuchni) zaczynają mi, z niewiadomych przyczyn (bez żadnego pytania z mojej strony), opowiadać o swoich bardzo prywatnych traumach, wielu poronieniach i komplikacjach. Dodam tutaj tylko, że na wszystkich zajęciach i przychodniach jestem najmłodszą ciężarną (okrutne słowo, ale coraz bardziej prawdziwe). W Holandii średnia wieku mam jest z moich obserwacji znacznie wyższa niż w Polsce (w naszym otoczeniu dla kobiet to ok. 35 lat), ilość dzieci na rodzinę mniejsza i liczba trumatycznych, opowiedzianych historii wyższa. W ten sposób dowiedziałam się, że każda z owych pań ma za sobą conajmniej 2 poronienia, co do tej pory wydawało mi się zjawiskiem dość już teraz rzadkim. I tak pewnie żyłam do tej pory w dużej nieświadomości, ale brzuch pozwala zdobyć dużo nieodkrytej do tej pory wiedzy.
Brzuch lubi uwagę
Wokół nas nie ma zbyt wielu osób, które na tym etapie rodzinnym co my. Nasi znajomi z pracy – ekspaci to najczęściej ludzie w naszym wieku, ale na innym etapie życia. Amsterdam to bądź co bądź miasto zabawy i start-upów, które rzadko przyciąga rodziny z dziećmi, albo takich, co je planują. W związku z tym ludzie, którzy nas otaczają często przyjechali tutaj ze swoimi dziewczynami, partnerami albo sami i są raczej w momencie przeglądania Tindera albo planowania ślubu. W mojej pracy są 2 grupy ludzi – w moim wieku (nieplanujący bezdzietni) i z dziećmi, ale dużo starsi. U Ł. na 45 osób jest 3 ojców, z czego on będzie najmłodszym.
W związku z tym społecznym “rozwarstwieniem” jesteśmy (szczególnie brzuch) dziwnym obiektem imprez i spotkań. Na szczęście trochę wyolbrzymię, ale wiele osób nie wie jak się z tym stanem obchodzić i chyba ciężko im sobie wyobrazić, że wciąż możemy jeździć na rowerze, podróżować, coś tu pisać, czytać, brać udział w kursach, uprawiać sporty czy zajmować się naszymi hobby. Poza tym, że czasem brzuch jest po prostu spoilerem imprez, to pokazuje też ukryte potrzeby naszych znajomych. Od razu widać, kto oczekuje na taki stan, jest szczęśliwym ojcem, czy całkiem nie jest zainteresowany rodzicielstwem. Chwała Bogu, że trafiamy na wszystkie grupy 🙂 dzięki temu mamy balans między miłymi oczekiwaniem, dzieleniem się tym stanem, czerpaniem pomocnych informacji, a zwykłą pogawendką przy piwie (i mojej herbacie).
Fakt, że czasem brzuch sam domaga się uwagi i w trakcie takiej miłej posiadówki zaczyna żyć własnym życiem – podskakuje i zmienia kształt. Po dłuższym siedzeniu, jedzeniu i tylu dźwiękach z zewnątrz pewnie tam w środku trudno się opanować, bo tyle ciekawych rzeczy dzieje się poza brzuchem. Wtedy to ja go dotykam, żeby próbować go opanować albo trochę zapytać go czy wszystko w środku jest w porządku by niedługo przemienić magię brzucha w cud życia.
