Strona główna Polska #turystykaporodowa czyli dobry poród w PL

#turystykaporodowa czyli dobry poród w PL

by Paula

Czy poród może być inny? Czy może być dobrym doświadczeniem? I czy to nie powinno być “normalne”?

 

Pod zdjęciami z naszego porodu zamieszczonymi przez Dom Narodzin ktoś napisał: #turystykaporodowa. Do tego momentu tak o tym nie myślałam, ale faktycznie chyba tak się stało. Mieszkając w Lublinie przeprowadziliśmy się do Warszawy przed terminem porodu, żebym mogła tam urodzić. TAM, czyli gdzie pewnie się zastanawiasz. Po co przenosić cały dom do innego miasta…Podpowiem, że nie chodzi o wyprawkę dla niemowlaka, ani o miejsce urodzenia w dowodzie. Bardzo chciałam urodzić w Domu Narodzin przy szpitalu św. Zofii.

 

Wszystko zaczęło się od tego, że mój pierwszy poród w Holandii wydawał mi się dobry i inny, z tym ich naciskiem na poród naturalny, poród domowy i wychodzeniem do domu po 2 godzinach po porodzie. Ten trend i sposób prowadzenia ciąży też wydawał mi się jakiś taki bliższy. Kierowała nim głównie idea “Im mniej ingerujemy, tym lepiej, bo to natura najlepiej sobie poradzi”. To zostało mocno w mojej głowie. Więcej o porodach w Holandii możesz przeczytać we wpisach Ciąża w Holandii cz. 1/2, Teoria naturalnie urodzonych, poród w Holandii cz. 2/2 i Poród w Holandii, teoria kontra rzeczywistość.

 

Dziś będzie o Turystyce porodowej i czy poród w Polsce może być dobrym doświadczeniem. Czytam i słyszę mnóstwo historii traumatycznych, złych, albo po prostu obojętnych stąd postanowiłam podzielić się historią z miejsca, w którym historie porodowe zazwyczaj się dobre.

 

Na początek kilka słów moich założeń i wyobrażeń o porodzie, a także teorii, które czuję sercem, choć być może nie mają podstaw logicznych.

 

  • Zależało mi bardzo na porodzie naturalnym
  • Moje ciąże przebiegały bez większych komplikacji, a dzieci były zdrowe (i silne sądząc po kopniakach w żebra)
  • Najważniejszy jest zdrowy rozsądek, więc nic za wszelką cenę, ale wszystko w granicach zdrowego rozsądku
  • Wierzę, że sposób, w jaki przychodzimy na ten świat ma znaczenie, dla późniejszego rozwoju, charakteru i usposobienia
  • Każda interwencja w poród ciągnie za sobą kolejną
  • Dziecko najlepiej wie, kiedy jest gotowe się urodzić
  • Warunki panujące w trakcie porodu, mają wpływ na jego przebieg
  • Jestem zdolna, by urodzić

Joga w porodzie

Zmieniając moją karierę zawodową na nauczyciela jogi wiedziałam, że to nie jest tylko zmiana zawodu czy spełnienie marzenia, ale też zmiana myślenia. Joga to nie tylko rozciąganie czy stanie na głowie. To przede wszystkim sposób myślenia na codzień, na łagodniejszy wobec siebie, bardziej świadomy i ukierunkowany na zaufanie. Czasem ja nie wiem co robić, ale moje ciało wie i głowa może przy tym stanowić największą barierę. Pomaga w tym uważność (umiejetność bycia tu i teraz), medytacja i słuchanie. Zagłębiając się coraz bardziej w jogę dla kobiet w ciąży, czytając “Mama Bamba”, prowadząc zajęcia dla kobiet w ciąży i zostając instruktorem hipnoporodu coraz bardziej czułam i wyobrażałam sobie, że chcę, żeby poród drugiego dziecka był inny, bez zbędnych medycznych procedur.

Zgromadziłam wiedzę i naturalne narzędzia, żeby wiedzieć co mogę zrobić z bólem i stresem. W ciąży starałam się słuchać mojego ciała, tak samo, jak w trakcie porodu.

Czy to pomogło? Myślę, że tak. Prowadziłam zajęcia do 38 tc i do samego końca byłam w stanie zawiązać sobie buty (nawet po terminie 😀 ), ale co najważniejsze umiałam oddychać. Pewnie pomyślisz, że to banał, ale niedoceniona rola oddechu sprawia, że jest tak wartościowym narzędziem. Dodatkowo napisałam sobie kilka afirmacji, na które patrzyłam i czytałam przez ostatnie 10 tygodni przed porodem. Miałam kilka zdań które bardzo często sobie potarzałam i które później, już jako krótkie frazy wracały do mnie w krytycznych momentach.

 

Jak trafiliśmy do Domu Narodzin w Warszawie

Marzyłam o porodzie domowym, bojąc się go trochę w tym samym momencie, za to Ł. wypierał go dzielnie od samego początku jak o nim usłyszał, dlatego doszliśmy do konsensusu, który zakładał poród właśnie w Domu Narodzin. Ten kompromis miał zapewnić mi warunki porodu domowego, a jemu bezpieczeństwo w postaci szpitala, w jakim się znajdował. “Dom” i szpital w jednym. Do Warszawy (w Lublinie nie ma Domu Narodzin) przenieśliśmy się w 39 tygodniu ciąży. Nasze auto przypominało podróże przez Australię, zapakowane po dach, tyle że tym razem wystawała z niego wanienka dla noworodka, a nie namiot.
Chyba do końca nie wierzyłam, że to się stanie, i że dzidziuś dosiedzi we mnie do tego 39 tygodnia, dlatego wszystko zaczęliśmy organizować jak zwykle na ostatnią chwilę. Znalazłam doulę, z którą mieliśmy rodzić, ale szybko ta opcja odpadła, ponieważ okazało się, że w Domu Narodzin na Żelaznej można rodzić tylko z 1 osobą z zewnątrz (albo mąż albo doula). Zaczęłam szukać więc położnej, która wspierałaby nas przez cały poród. Wierzę, że znalazłam najbardziej odpowiednią osobę – Martynę i nie wiem (jak zwykle) jak to się stało, że na nią trafiłam. Z listy 30 położnych napisałam do dwóch i zadzwoniłam do jeszcze jednej. W moich emailach i rozmowie byłam do bólu szczera i o dziwo ostatecznie wszystkie położne wyraziły chęć współpracy. O dziwo, bo do położnych z Żelaznej najlepiej zapisać się w połowie ciąży, by się dostać :D. Już po pierwszej rozmowie z Martyną widziałam, że to był dobry traf.

 

Jak się rodzi w Domu Narodzin?

 

Rodzi się NATURALNIE, a warunki mają być jak najbardziej zbliżone do porodu w domu. Nie ma więc opcji znieczulenia.
Do porodu w tym miejscu trzeba się zakwalifikować. Można kwalifikację przejść na kilka tygodni przed planowym terminem porodu lub już w trakcie akcji porodowej na podstawie KTG.

 

Trafiliśmy na izbę przyjęć przy skurczach co ok.3 minuty. Dokumenty wypełniłam szybciutko (tak mi się przynajmniej wydawało, ale miałam w tracie 4 skurcze, więc mogło to być tylko wrażenie), a pani na recepcji była cudowna, pomagała mi jak mogła i czekała, aż będę w stanie spokojnie wypełniać wszystko dalej.
KTG kwalifikuje mnie do Domu Narodzin. Serce dzidziusia wali jak dzwon, więc nie ma przeciwskazań. Idziemy do sali Londyn, gdzie Martyna już napuszcza wodę do wanny. Na ścianie tapeta, w parapecie świeczki, wielkie łóżko z domową pościelą, obok wanna, po drugiej stronie drabinki i piłka. Światło w pokoju jest przygaszone, wchodzę do wanny, w uchu od wyjścia z mieszkania mam słuchawkę, w której leci zapętlona piosenka, którą naczęściej puszczam w trakcie Shavasany na moich zajęciach.

 

 

Nie ma jarzeniówek, łóżka ginekologicznego, nikt mnie nie popędza, nikt na piętrze nie rodzi wtedy co ja, jest cicho, spokojnie i intymnie. Ł. masuje mi plecy, zapala świeczki, daje do wachania olejek lawendowy i prowadzi mnie oddechem,  aż w końcu robi zimne okłady i kompresję miednicy. Joga ratuje mnie oddechem i kierowaniem uwagi daleko od tego, co dzieje się na dole. Myślę obsesyjnie o tym, że ból porodowy to jedyny ból, świadczący o tym, że dzieje się coś dobrego z moim ciałem i za moment wszystko minie. Martyna przychodzi co jakiś czas, robi ktg, aż w końcu zostaje. Instruuje jak mam zmienić pozycje, jak oddychać i co zrobić, żeby uniknąć wszelakich niepożądanych konsekwencji porodu (if you know what I mean).

 

Po 2 godzinach od naszego przyjazdu na izbę przyjęć rodzi się G.
Obie jesteśmy całe, zdrowe i spokojne. Chyba obie stwierdzamy, że to był dobry poród.

 

 

Przechodzimy na łóżko i zostajemy w tej sali jeszcze na lekko ponad 2 godziny, zjdam śniadanie. Później idę z G. do sali obok, która jest tak samo wielka, z łazienką i 2 łóżkami, gdzie będę jeszcze z jedną dziewczyną i jej maluszkiem.
Miałam wychodzić od razu na żądanie, ostatecznie zostaję na te 2 doby. Przez ten czas rodzi tu tylko jeszcze jedna dziewczyna.

 

Nie ma tłumów.

 

Dlaczego?
.
.
.
.

Kilka ciekawostek na temat Domu Narodzin na Żelaznej

Poród tam jest refundowany przez NFZ. Ma kilka sal porodowych, każda z nich ma wannę, albo prysznic. Położne odbierają porody DO wody, więc cały czas można siedzieć w wannie.
Jedzenie to WYPAS. Siedząc tam 2 dni zastanawiałam się, jak ja się będę żywić, jak wrócę do domu.
Warunki są super, położne kapitalne, czuć, że tam ludzie lubią pracować.
Rodzące z jakimi leżałam oceniały swoje porody jako bardzo dobre i nie były to ich pierwsze porody w Św. Zofii.
Całe przedsięwzięcie kosztowało nas (i naszych bliskich) sporo zachodu, ale mając w sercu moje wyobrażenia i wierzenia zdecydowanie było warto.
Jeśli jesteś w ciąży lub znasz kogoś, kto może tego potrzebować przed porodem to tych kilka słów ode mnie:

 

  • Twoje ciało wie jak urodzić dziecko i jedynym co może Ci przeszkodzić jest Twoja myśląca i analizująca głowa.
  • Twoje dziecko WIE jeszcze lepiej jak się urodzić. Akt porodu to jest wspólne wydarzenie.
  • Ból porodowy to jedyny ból w naszym ciele, który świadczy o tym, że dzieje się coś dobrego i mija OD RAZU
  • Zaufaj sobie

Jeśli szukasz fajnej położnej, która będzie Cię dobrze prowadzić w podróży do macierzyństwa i stworzy wspierającą atmosferę to zostawiam tutaj kontakt do Martyny Grygiel – Kaczmarek: midwifefrompoland@gmail.com.

Pozdrawiamy 🙂

Też fajne do przeczytania: