Jak wiele może zmienić się w 40 sekund?
W 40 sekund, możesz zdać sobie sprawę, że nie wiesz gdzie jest twoja córka, albo twój mąż, albo twój ojciec i matka.
W 40 sekund może zmienić się świadomość 400 000 ludzi.
W 40 sekund można zabić na raz 185 osób.
W 40 sekund możesz poczuć, że nie jesteś gotowy, ani bezpieczny, że wszystko może się zdarzyć i nie ma kogo za to winić.
W 40 sekund można zmieść miasto wielkości Lublina, odciąć je od wody i elektryczności.
W 40 sekund można zjednoczyć całą społeczność.


Kiedy to piszę mija dokładnie 6 lat od jednego z największych trzęsień ziemi w terenie zamieszkałym. 22 lutego 2011 roku trzęsienie o sile 6.3 nie byłoby tak odczuwalne, gdyby nie fakt, że wystąpiło bardzo blisko powierzchni ziemi, na głębokości ok. 5 km.
Dziwny to dla nas i smutny dzień. Mówi nasza gospodyni w Christchurch.
Zginęło 185 osób z wielu krajów świata w tym japońscy uczniowie w szkole językowej, która złożyła się jak naleśnik grzebiąc ludzi w ruinach. Jeśli będzie trzęsienie od razu stańcie w futrynie drzwi, ona opada jako ostatnia albo pod stołem. Ale nie martwcie się, wasz pokój jest najbezpieczniejszy w tym domu.
Przylecieliśmy tu 20 lutego. 22 lutego odbywa się rocznica i uroczyste odsłonięcie muru upamiętniającego tragicznie zmarłych.
Ja dziś nie pojadę z wami na odsłonięcie. Jadę spotkać się ze znajomymi w tym samym miejscu w którym byliśmy 6 at temu – w kawiarni. D. mój mąż był wtedy w domu, naprawiał samochód pod którym leżał. Tam został na czas trzęsienia, tam był bezpieczny.
Ci, którzy znajdowali się na ulicach, albo w słabszych budynkach mieli mniej szczęścia. Walące się budynki, spadająca wieża telewizyjna, duże przedmioty w domach, były nie do powstrzymania. Teraz ich nazwiska znajdują się na wielkim murze. Każdy otoczony jest nazwiskami znajomych. Podczas ceremonii ich imiona wyczytywane są przez przedstawicieli ich narodu – Nowozelandczyka, Amerykanina, Kanadyjkę, Japonkę, Chińczyka, Filipińczyka… Stoję, słucham, a łzy lecą mi po policzkach. Tak jak płyną kwiaty rzeką Avon, która sąsiaduje z murem.



Wokół nas miasto, które wygląda dalej jak jeden plac budowy. Wszędzie huk koparek, pozamykane ulice, objazdy, obejścia, nowe budynki, tymczasowe kontenery udające biura i kawiarnie. Tam gdzie jeszcze nic nie zdążyło powstać są wielkie parkingi. Wszędzie jest już kolorowo, świecie słońce dokładnie, jak 6 lat temu.
Tylko wielka, majestatyczna kiedyś, katedra stoi zionąc wielką dziurą, gdzie stała kiedyś wieża. Dziś znajduje się na terenie zamkniętym dokładnie w centrum miasta. Na wielkich belkach mieszkają gołębie, a o jej przyszłości nikt jeszcze nie przesądził.



Wyszedłem po trzęsieniu przed dom i nad miastem zobaczyłem wielki opadający kurz zwalonych budynków. Od tego czasu nie było elektryczności, wody, a najbliższe sklepy były zamknięte nawet przez 2 miesiące. My mieliśmy mały generator więc przyszli tu do nas sąsiedzi z całej okolicy, żeby obejrzeć telewizję i pobyć razem. Każdy wchodził, płakał, przytulał się szczęśliwy, że żyje. Dziwny to był wieczór.
Wspomina pan D., który jeszcze przez wiele dni jeździł po okolicy pomagać rozbierać zagrażające zawaleniem budynki i ich fragmenty.
Christchurch do tej pory było uważane przez jej mieszkańców za bezpieczne. W końcu największe trzęsienia nigdy nie zdarzały się w tej okolicy. Od tego dnia jeszcze długo występowały trzęsienia wtórne. W okresie 2010 do 2014 na tym terenie wystąpiło 4 558 trzęsień ziemi.
To ziemia oddycha. Mówi nam właściciel Polki – przyczepy z polskim jedzeniem, która stoi 20 metrów od zniszczonej katedry.
Ma racje, każdy czasem potrzebuje oddechu..
