“Co słychać?” pyta mama z wyrzutem, że blog miał być dla nich a tak mało tam nas. Co robimy, jak żyjemy i jaki jest schemat? Wiele się nie zmieniło u nas, zmieniły się tylko warunki, które nas otaczają. Post głównie dla naszych bliskich, by wiedzieli jak nam jest do tego czasu, ale i dla Ciebie również, jeśli jesteś “emocjonalnie niezaangażowany” by wiedzieć, czym można wypełnić emigrację.
Wyjechaliśmy z Polski 20 marca 2015. Dwa pierwsze miesiące spędziliśmy w:
- Tajlandii >>
- Indonezji >>
- Singapurze >>
Po to by dotrzeć do Australii, w której możemy zostać na rok (na wizie Work and Holiday, która od tego roku dostępna jest też dla Polaków) i 3 miesiące (na wizie turystycznej). Później zamierzamy kontynuować zwiedzanie. Na początek będzie Nowa Zelandia. Pierwotnie w planach były dalej Filipiny i kawałek Azji, ale kto wie czy Stany się nie przydarzą.
Jak wygląda nasze życie po 2 miesiącach w Australii?
Ł. po pierwszym tygodniu znalazł pracę w zawodzie, dzięki czemu codziennie siedzi sobie i programuje 8h. Ja chyba jakoś bardziej kulawo szukałam, ale po 2 tygodniach od przyjazdu do Perth pracowałam 2 dni w biurze (co później urosło do 24h tygodniowo) robiąc za panią recepcjonistkę i klejąc im trochę marketingu. Dzięki temu uczę się robić strony internetowe, dla których tutaj potencjał jest ogromny.
Do tego doszła praca w klubie za barem – 2 noce w tygodniu (po których mam mniej weekendu, ale znacznie więcej w kieszeni). Od 22 do 03 polewam polską wódkę Wyborową, 9$ za szota. Zarabiamy na tyle, że nawet ja oszczędzam, ale też skrzętnie załatwiam nam kolejne domy do mieszkania za darmo.
Do tego czasu kupiliśmy:
- Samochód
- 2 rowery
- 2 telefony (nasze oba szlag trafił w Azji)
- Gitarę dla Ł.
- Aparat fotograficzny
- Ubrania do pracy i na zimę
Regularnie chodzimy na próby polskiego zespołu ludowego (2 razy w tygodniu) – Kukułeczka. Dzięki temu udało nam się przeżyć bardzo ciekawy event, mianowicie Christmas in July (tak, taki Sylwester z Lejdis w sierpniu). Były choinki, ozdoby świąteczne, kolędy, tańce ludowe i zespół, który grał nam muzykę do tańca (o czym post później). Ł. już był gwiazdą i tańczył Łowicz.
W czwartki spotykam się z osobami, które chcą uprawiać jogę. Do tej pory były dwa spotkania, z nadzieją na więcej. Spotkania są po polsku i głównymi odbiorcami są póki co dziewczyny z Kukułeczki.
Jestem w organizacji wolontariackiej i czekam na przydzielenie mi starszej osoby do opieki. Spotkania mają odbywać się 2 godziny co 2 tygodnie. “Klienci” organizacji to osoby czujące się odizolowana społecznie przez swój język, albo ograniczenia ruchowe.
W wolniejsze wieczory biegamy wokół jeziora albo po parku, jak już są na każdym kroku. Jak jest ładniejszy wieczór jedziemy nad ocean. Z naszych dotychczasowych miejsc zamieszkania było to nie więcej niż 20 min. samochodem.
Ludzkie historie
Poznaliśmy masę fantastycznych ludzi. Część przez FB, część przez zespół, niektórych dosłownie „na ulicy”.
(Historia W., którą lubię najbardziej.)
Siedzę w biurze, wchodzi pan w osprzęcie rowerowym „oooo…nju fejs” i już wiem, że to (Polish your English) Pan Polak. Pan Polak siada w mojej recepcji i zaczyna opowiadać jak, kiedy i dlaczego przyjechał do Australii 26 lat temu. Zostawia wizytówkę, prosi o kontakt, zaprasza na kolacje i przejażdżkę rowerową (ma rowery i dla mnie i Ł. gdybyśmy nie mieli). Oczywiście jedziemy, spędzamy miłe barbecue, głaskamy kangury, poznajemy jego Perth. Takie to tu wszystko proste jest.
Poza tym malowaliśmy sklep Polaków, mamy tu przemiłą parę z którą jeździmy na plażę i spotykamy się w środy na kolację (krokiety z barszczykiem) z plotkami i grą w karty.
Żyjemy i mieszkamy
“Nowy dom” to fraza, która pada z naszych ust średnio co 2 tygodnie. Do tej pory mieliśmy okazję mieszkać:
- z państwem S. bo byli tak mili by nas przyjąć do siebie po wylądowaniu
- z M. bo potrzebowała wolontariuszy, którzy jej potowarzyszą i pomogą w kilku życiowych detalach
- z T. bo wyjeżdżała do Melbourne i nie miała z kim zostawić Elvisa (psa)
- u S. bo po tam miłym tygodniu poprosili nas, by przez 6 tygodni zająć się ich domem, odbierać pocztę, podlać kwiatka
Kolejna kwatera już gotowa. Przez miesiąc będziemy opiekować się Rusty (Terrier) bo fantastyczna brytyjska para wyjeżdża na rejs statkiem dookoła świata. Dom, jak wszystkie pozostałe, ma ogród, stół na zewnątrz pod dachem, a dodatkowo stół bilardowy i ok. 350 m2 do odkurzenia.
Wszystko powyższe za sprawą różnych organizacji (Mieszkanie za darmo – poradnik cwaniaka). Minusy? Pewnie! Cała masa. Z plecakami za pan brat, bo przenosić się trzeba non stop. Musimy pamiętać systemy bezpieczeństwa, jak podlewać kwiaty, kiedy są dni wyrzucania jakiego koloru kosza, co znaczy jak pies trąca nas nosem, gdzie biegać i gdzie jest najbliższy Coles.
Czy można to zrobić w tak krótkim czasie? Można jak widać.
Trzeba mieć tylko trochę więcej szczęścia niż rozumu, więcej uśmiechu niż zmarszczonego czoła, więcej zaufania niż strachu.
_______________________________________________________________________________
How you doin?
“How are you?” asked my mum rebukingly as this blog suppose to be for THEM and so little here US. What do we do? How do we live? What is our scheme? Post for our friends and relatives who wanted to know how are we going but also for you if you are not emotionally engaged to know how you can fill your emigrant life.
We left Poland in 20.03.2015. Two first months we spent in:
- Thailand
- Indonesia
- Singapure
and finally got to Australia where we plan to stay for a year (on Work&Holiday visa) + 3 months of tourist one. Plan is to see New Zealand but who knows, maybe US happened too.
How is our life after 2 months in Australia?
Within first week L. found a job as a programmer so now happily he spend 8 h per day preparing nice app for blue collars. I was more hugger-mugger but after 2 weeks I got a job as receptionist and doing a bit of marketing (preparing web-pages)
Additionally, I am bartender in 2 night per week (less weekend, more in pocket). From 10 to 3 I pour polish vodka – 9$ per shot.
We have enough to save (even me!) but we still live for free (each house we lived in was for one of the organization.
Till now we’ve bought:
- Car
- 2 bicycles
- 2 phones (as both previous died in Asia)
- Guitar for L.
- Camera
- Clothes for work and winter one
We attend polish dance rehearsals (2 times per week) – Kukułeczka. Thanks of that we had possibility to took part in very nice event (Christmas in July). Christmas trees, carols, traditional dances and band – all was there. L. Was allready the star and danced Łowicz.
On Thursdays I meet with girls from Kukułeczka to do yoga. Till now 2 meeting with hope for more.
I joined to voluntary organization to take care of isolated older people and waiting for my “own client”.
In „free” evenings we jogging around the parks/lakes as they are on every single corner…or go on the beach as to the ocean from each flat we had less than 20 min by car.
Personal stories
We’ve met already a lot of fantastic people. Some through FB, some by ensemble, some, literally on the street.
(History of W. Which I like most)
Bicycle man is walking into my office “O! new face” (and I already know he is Pole). Mr Pole is sitting and starting his story about coming to Australia what happened 26 years ago. He is leaving his card, asking for contact, proposing dinner and bicycle trip.
Of course, what we’ve done. We spend with Mr W. nice Sunday afternoon with barbecue, getting know his Perth. Yes, it is that easy here.
More we’ve done was painting Poles shop, going on the beach with nice couple, spending with them each Wednesday dinner, chatting and playing cards
Living and settling down
“New home” is our favorite phrase every 2 weeks. Till now we had possibility to live:
- With Mr&Mrs S. because they were so kind to host us after arrival
- With M. because she have need volunteers when she was in Melbourne and had no one to take of the house and dog
- In S. house as they went for holiday for 6 weeks, to take care of the house, picking up the mails, water the flower
Next house ready to sit in. For a month we will take care of Rusty (terrier) when the fantastic couple from England is going to have a cruise around the world. House, like all others, have big garden, outside table and additionally pole table and 350 m2 to vacuum.
Cons? Sure! Lots of them. Moving again and again means that we line in our backpacks all the time. We have to remember: new security systems, how pour the flowers, which days are for each trash bins, what does it mean when the dog punch you with his nose, where can we jogging, where is closest Coles.
Is that possible to organize yourself in so short time? Yes, for sure.
Just you need: more luck than intellect, more smile than cloudy forehead, more trust than fear.

8 komentarzy
Super pomysł na życie ale wymaga niestety dużo odwagi której jak narazie nie potrafię w sobie znaleźć.
Mateusz, odwagi wymaga wzięcie karabinu by obronić własną rodzinę, my rzucamy się w świat żeby spełnić swoje fantazje 😉 Zacznij od małego kroku. Każde uzależnienie zaczyna się od pierwszego razu http://objechacswiat.pl/wyjdz-z-domu-i-tez-objedz-swiat/ Powodzenia 😉
Ech zazdroszczę wam tej wyprawy. Więcej zdjęci i filmów!!
Będzie więcej 😉 jest nowy sprzęt w tym celu więc będzie więcej.
Nie ukrywam, że czekałam na taki post 😉 Fajnie wiedzieć, że już się trochę “zadomowiliście” w Perth i jesteście w zespole ludowym!!! Ale ekstra 😀 Tak podejrzewam, że jeszcze trochę i będzie Wam ciężko wyjeżdżać 😉 Buziaki dla Was :*
Nie będzie ciężko. Wy nas tam ciągniecie 😉
Uwielbiam czytać wasze historie. Zyskuje się przy nich świadomość, że można spędzać życie na wiele sposobów. Wrzucajcie zdjecia, dużo zdjęć!:)
Dzięki Rad! Będzie dużo zdjęć. W końcu jesteśmy na to gotowi 😉 Jest nowy sprzęt gotowy do walki z takimi zamówieniami, a nawet gotowy już taki wpis, który myślę, że Ci się spodoba i innym fotonastawionym 😉