Jak to się dzieje, że człowiekowi tak odbija, teraz się zastanawiam, a z drugiej strony mam wrażenie jakby otworzyły mi się w końcu oczy. Dzisiejszy post będzie niejako kontynuacją wpisu Konsumpcjonizm i co zmieniają podróże.
Dziś, jak nigdy wcześniej gdziekolwiek nie pojedziemy, czy jest to krótka wycieczka, czy daleka wyprawa, zwracam uwagę na walające się wszędzie śmieci. Zaraz po naszym przyjeździe do Holandii mieszkaliśmy przez chwilę w Haarlem (urocze miasteczko), gdzie w niedzielę (po sobotnim targu i wieczornych imprezach) na wielkim placu (rynku głównym) można co 3 kroki dostać w twarz lecącą z wiatrem foliówką.
W Hiszpanii na plaży znalazłam patyczki do uszu, zabawki, wkładki higieniczne i inne takie przedmioty, które zdecydowanie nie powinny się tam znaleźć. Nie wiem czy jest to jakaś psychoza, ale do tej pory chyba byłam ślepa na te śmieci. Kiedyś mówiło się o banerowej ślepocie w internecie teraz spokojnie można o śmieciowej w realu.
Segregacja w Amsterdamie
W Amsterdamie obowiązuje segregacja śmieci, ale nie jest ona jakoś ściśle monitorowana. Odbiór śmieci, tych generalnych odbywa się 2 razy w tygodniu spod naszego domu, więc teoretycznie możemy nie segregować tylko ładować wszystko do jednego worka i anonimowo, razem z innymi mieszkańcami naszej kamienicy, wystawiać go na ulicę. Za to zaraz za rogiem budynku znajduje się pojemnik na plastik, szkło, papier i dla zapominalskich na ten worek, którego zapomnieli wystawić w poniedziałek lub czwartek. Człowiek, który nie segreguje (ani nie ogranicza się z tworzywami) nie jest w stanie przetrwać w tym wywozem 2 razy w tygodniu, bo miałby w domu stale górę śmieci czekającą na tą wywózkę.
Więc segregujemy od początku. Obok naszego kosza w domu stała duża papierowa torba na plastiki. Pewnego dnia stanęłam przed nią, nieco już wkurzona, zdając sobie sprawę, że co kilka dni całą ją zapełniamy. Nie pomaga gniecenie i upychanie plastiku. Co tydzień w dwie osoby generowaliśmy górę (dosłownie) bezsensownego plastiku.
Wtedy zawzięłam się, że trzeba coś z tym zrobić, że to nie jest normalne, potrzebne ani zdrowe, że całe nasze jedzenie przychodzi do naszego domu w folii. Oczywiście, że chodziliśmy z materiałowymi torbami na zakupy od dawna, więc jednorazowych torebek nie posiadamy na stanie już od długiego czasu, ale problem był bardziej złożony.
Najbardziej popularny supermarket w Holandii to Albert Heijn. Pierwszy powstał niedaleko Amsterdamu i był małym uroczym sklepikiem. Dzisiaj to jedna z największych sieciówek. I oczywiście można tam kupić wszystko, ale prawie nic bez opakowania. Chyba nic nie sfrustrowało mnie tak, jak pojedyncza marchewka owinięta szczelnie w folię. I tak. Zdaję sobie sprawę, że to przedłuża żywotność produktu, ale czy przedłuża też moją i czy naprawdę tego potrzebujemy?
Więc zaczęła się batalia i poszukiwania opcji dookoła. Bo przecież jest tyle sklepów, w których mogę się zaopatrzyć, a gdzie nie będę musiała iść na kompromisy w plastikiem. Mogę zrobić naprawdę wiele, żeby jak gdzieś jedziemy zastosować się do tego prostego zdania, które widzieliśmy tyle razy w Australii:
Zostaw nic więcej, tylko ślady swoich stóp.
Pierwsze kroki do ograniczenia ilości wykorzystywanego plastiku
Dołączyłam do 2 grup, żeby zacząć gdzieś, skąd można dowiedzieć się o tych ukrytych miejscach: Zero Waste Amsterdam i Zero Waste Polska. Duma z polskiej grupy, która jest sto razy bardziej aktywna i liczna. Ale, ale miało być o Amsterdamie.
Kilka łatwych trików pozwoliło znacznie ograniczyć ilość naszych śmieci:
- tylko materiałowe torby na owoce, warzywa,
- własny słoik na orzechy,
- sery feta i oliwki kupuję w sklepach tureckich (zawsze mają takie rzeczy na wagę),
- mięso w mięsnym, ryby w rybnym zawsze idą do własnego pojemnika (pan sprzedawca jest zawsze zachwycony),
- kupujemy świeżą miętę, która wysuszona jest świetną herbatą
- szampon z własnym pojemnikiem, znalazłam sklep w którym dziewczyna prowadzi warsztaty (DIY Soap) i robi tylko organiczne produkty, napełnia szampony, kremy, scruby, mydła
- wymieniłam balsam do ciała na olej kokosowy, który zazwyczaj jest w słoiku,
- zamiast scrubu do ciała używam kawy (mamy skądś jej w domu za dużo a nie pijemy więc zużywam co jest)
- maseczkę do twarzy zrobiłam z kasztanów i dużo zamroziłam więc powinna wystarczyć do wiosny
- mydło do rąk robię ze starego mydła, które dostałam w spadku (wielka bryła szarego mydła, które ma pewnie z 30 lat),
- tabletki do zmywarki robię z sody (papierowe opakowanie), octu i soku z cytryny – jest masa przepisów w internecie
- L. piecze chleb więc nie mamy folii też z tego. W Polsce można kupić pysznych chleb w piekarni bez opakowania, tutaj jest trochę trudniej albo drogo
- zrobiłam wywar warzywny i mięsny, który jest w słoiku w zamrażarce przez co nie kupujemy rosołków do zup od pół roku,
- nie wiem czy można to wsadzić na listę bo to akurat robi chyba każdy w Holandii, ale nie kupujemy wody butelkowanej, ani jednej, od roku. Pijemy kranówkę i zabieramy ją ze sobą jak gdzieś wychodzimy, wyjeżdżamy
- jogurty naturalne kupujemy tylko w słoikach – te jak na razie przydają się do wszystkiego – przechowujemy w nich makarony, kasze, zboże na chleb i mąkę z niego. Poza tym producent pozwala na zwrot słoików do sklepu (Landmarkt) i wtedy mamy zniżkę 50 centów
- stare szczoteczki do zębów zastąpiliśmy bambusowymi (które można wywalić do ogrodu)
- jeszcze in progress, ale zużywam ostatnie jednorazowe maszynki do golenia, żeby zastąpić je wielorazową
- i ostatnia nowość którą właśnie odkryłam: miejskie kompostowniki. W całym mieście posatwione są dziwne konstrukcje (przez kilka miesięcy myślałam, że to pomnik) które są hotelami dla robaków czyli kompostownikami wykorzystującymi robale do przetwarzania obierków.
Dlaczego recykling nie wystarcza
I spytacie pewnie, po co się tak gimnastykować, jeśli przecież jest segregacja. Przecież państwo dba o to, żeby plastik, papier i szkło były recyklingowane. No i właśnie tu pojawia się problem. Albo nawet kilka.
Po pierwsze wiele ludzi nie wie jak segregować śmieci poprawnie, przez co zanieczyszczają te, które mogłyby być użyte ponownie. Wyrzucają plastiki, które są brudne, papierowe opakowania które są tłuste, cienkie, które nie nadają się kompletnie do recyklingu czy biodegradowalne, które powinny być oddzielnie składowane. Więcej tutaj >
Po drugie proces przetwarzania jest drogi i nawet jeśli nam się wydaje, że coś zostanie przetworzone ponownie – nie będzie. Jest conajmniej 7 rodzajów plastiku i po prostu nie wszystko nadaje się do ponownego wykorzystania. Ponadto plastik w zależności od rodzaju może być przetworzony do 7-8 razy, później i tak trafi do ziemi, wody lub zostanie spalony.
Niewiele ludzie wie, jak używać plastiku, do którego mają dostęp co ma bezpośrednio wpływ na ich zdrowie. Butelek po wodzie nie powinno ponownie się używać, jedzenie podgrzewać w mikrofali i nie każdy pojemnik można myć w zmywarce. Więcej o tym tutaj >
Oprócz plastiku jest cała góra innych śmieci, która jest sprzedawana głównie do Chin, ale po drastycznym obniżeniu importu śmieci na początku 2018 do tego kraju, to Polska odnotowała znaczny wzrost importu śmieci. Tak, tak też jesteśmy śmietnikiem Europy, dokładniej mówiąc głównie Wielkiej Brytanii. W Chinach nie wiem jak działa system recyklingu, ale odnosząc się do innych źródeł – nie działa i większość śmieci trafia do oceanów. Podobnie pewnie jak w innych krajach do których trafiają wszystkie nasze śmieci. Zobacz tutaj największe wysypiska na świecie i zastanów się czy są recyklingowane. W Polsce śmieci to też drażliwy temat, który puszcza się z dymem zatruwając przy tym środowisko i życie ludzi dookoła (ciekawią mnie swoją drogą statystyki umieralności na raka i choroby płuc na tych terenach w niedalekiej przyszłości). I nikt raczej się tym nie przejmuje krótki artykuł tutaj.
Właśnie!
Dlaczego wiec po prostu go nie ograniczyć?
Uwierzcie wszystko co stało się w ciągu ostatniego roku w naszym domu, nie kosztowało dużo wysiłku, ani czasu. Zmiany następowały powoli i bezboleśnie, a może do tego i sprawiają sporo satysfakcji).
Ciekawe inicjatywy w Amsterdamie
- Plastic Heros to spotkanie z osobami, które aktywnie działają na rzecz ograniczenia plastiku, na które wejściówki były przyniesione przez uczestników śmieci (po tym wydarzeniu okolica była na pewno trochę czystsza)
- Firma produkująca wielorazowe słomki (Przeczytaj tutaj dlaczego to ważne)
- Plastic whale – Wycieczki po kanałach i łowienie plastiku czyli przyjemne z pożytecznym. Fantastyczna inicjatywa Holendra, który po wyprawie gdzieś daleko chciał wpłynąć na zanieczyszczenie oceanów. Wrócił do Amsterdamu i chyba miał to olśnienie o jakim pisałam na początku, że jego własne otoczenie potrzebuje takich pomysłów równie mocno.
- Pożyczanie zamiast kupowania nowego, strona na której można od ludzi w okolicy coś pożyczyć czego zazwyczaj potrzebujemy raz na jakiś czas > Peerby
- Kompostowniki z robakami >


