Czuję się zażenowana jak muszę przyznać, że podczas 20-to stopniowego mrozu jest mi zimno w minus 6-ciu. Ale naprawdę tak jest. I zdecydowanie -6 tutaj i w Polsce to nie jest to samo minus sześć. Wilgoć i morski wiatr sprawiają, że na samą myślę, że muszę wyjść z domu otrzepuje mnie do kości.
Mieszkamy w Amsterdamie od pół roku i przez całą zimę do tej pory padał śnieg 3 razy, za to za polską zimą zatęskniłam znacznie więcej. Tym samym komunikacja miejska (włączając w to metro) zamarzła dokładnie 3 razy. Pociągi jeżdżą z opóźnieniami, rzeka Amstel zamarzła po 2 dniach mrozu, a biuro pustoszeje na korzyść pracy z domu.
Co robią Holendrzy jak przychodzi zima?
Dalej jeżdżą na rowerach do pracy z tą drobną różnicą, że dzieci wożone w drewnianych trumienkach z przodu mają narzuconą plastykową osłonkę, tak żeby mróz i lód nie haratał im twarzy. Też o takiej myślę, bo idąc do metra muszę oddychać przez rękawiczkę. Wiatr jest tak silny i tak minusowo zimny, że nie da się oddychać. Dalej nie nie używają czapek i aż wstyd mi czasem, jak mijam pięciolatka z gołą głową kiedy ja tego dnia sięgnęłam po najcieplejszą czapkę jaką miałam w szafie.
Poza tym pojawiło się więcej małych samochodzików na ścieżkach rowerowych. Te niewielkie pojazdy pozwalają starszym albo bardziej leniwym mieszkańcom wciąż poruszać się po mieście bez korków i zaparkować pojazd na chodniku. Parkowanie na miejscach dla rowerów oznacza, że można posiadać “samochód” w centrum Amsterdamu bez konieczności czekania 6 lat na miejsce parkingowe. Na autostradę to raczej nie wjedzie, ale zimą chyba zdaje egzamin.
Co jeszcze robią mieszkańcy Amsterdamu zimą?
Oczekują….
Oczekują tak już kilka lat bo od 1997 i narzekają na globalne ocieplenie. Tytułowe Elfstedentocht to rajd 11 miast, podczas którego uczestnicy mogą przejechać na łyżwach 200 km po specjalnej trasie biegnącej dookoła Holandii przez rzeki, kanały i co tam jeszcze może zamarznąć. A zamarznąć musi porządnie, bo żeby bezpiecznie udźwignąć takie wydarzenie potrzeba minimum 15 centymetrów lodu.
Żeby móc wziąć udział i dostać medal trzeba być członkiem stowarzyszenia i płacić coroczną składkę (która chyba idzie na wstawiennictwo u wróżki pogodynki). Koszt – 100 euro za 2017 rok. Wiele rozmów toczy się wokół tego czy się w tym roku uda czy nie. To zbiorowe oczekiwanie jest zaraźliwe, bo każdy chce zobaczyć to rzadkie wydarzenie.
Podobno zdesperowani i rządni łyżew Holendrzy ostatecznie jeżdżą na jeziorze w Austrii, gdzie co roku można pouprawiać ich ulubiony sport.
Ci co nie chcą się oszukiwać, że będzie w tym roku wystarczająco mroźno, ruszają na zamarznięte sadzawki i kanały, żeby pojeździć na łyżwach albo pograć w hokeja. Nie muszę chyba dodawać, że niedawna zimowa olimpiada była ogromnym wydarzeniem, którą Holendrzy skończyli z 20 medalami na 5tym miejscu, tym samym posiadając 113 medali w szybkich łyżwach.
Trzymajcie kciuki za długi mróz w Holandii. Mi zimno, ale i tak czekam razem z nimi, żeby zobaczyć rajd 11 miast.







