Strona główna Holandia Piątek trzynastego, korony i powroty

Piątek trzynastego, korony i powroty

by Paula

Zawsze lubiłam piątki 13-go. Wydawało mi się, że nie ma w nich nic pechowego tylko uroczego, że są takie znienawidzone i dlatego trzeba je lubić. Aż przyszedł marcowy piątek trzynastego kiedy dotarła do nas wiadomość, że Polska zaraz będzie zamykać granice.

Samochód czy samolot? Dzisiaj czy za tydzień? Kiedy i jak najlepiej. 

W Holandii 800 zarażonych, a my dostajemy wiadomość, że żłobek J będzie otwarty więc zapraszają w poniedziałek (żeby zaktualizować bazę wirusów chyba bo już od miesiąca tam nie był ciągle przywlekając nowe infekcje). W Polsce szkoły pozamykane chyba przy 30 przypadkach, zamykają granice. Stamtąd wyglądało to jak panika, a Holandia…jak to Holandia – na wszystko paracetamol. 

Mając w perspektywie kolejnych parę tygodni na 40 metrach z pracującym Ł. I biegającym, znudzonym J. sama wpadła w panikę. I jeśli nie jesteś rodzicem to pewnie będzie ciężko ci sobie wyobrazić, że z rocznym dzieckiem w domu nie da się siedzieć na necie cały dzień, ani oglądać Netflixa. Dodatkowo za 1.5 miesiąca kończy nam się wynajem mieszkania, więc jeśli będzie kwarantanna to nawet nie będziemy mieli jej gdzie spędzić.  

Do tej pory objawami corona virusa w Holandii był brak maseczek w aptece od 2 tyg i mydła antybakteryjnego. 

Więc jak i kiedy wracać?

Granica z Niemcami podobno już zapchana, a prosić kogoś o przyjazd po nas to jak pytać czy jest gotowy utknąć z nami gdzieś po drodze nie wiedząc na jak długo. 

Sobota rano. 

Linie lotnicze dalej sprzedają bilety na loty w niedzielę, mimo, że od północy z soboty na niedzielę Polska ma wstrzymać ruch lotniczny. Ł. Kupił 3 różne bilety, aż w końcu stało się dla nas jasne, że jeśli chcemy kwarantannić w 150 metrowym domu z babcią to mamy 4 h na spakowanie. Dodam tylko, że na spakowanie wszystkiego i posprzątanie mieszkania, bo nie wiedząc kiedy będziemy mogli tu wrócić, powinno być gotowe na przyjazd właścicielki pod koniec kwietnia. J. też czuł, że coś się kroi (dziwne żeby nie jak lataliśmy po domu jak oparzeni) i tego dnia spał 2 razy po 20 min nie dając nam wykorzystać pełnych sił na ogarnianie świata. 

–  Czuję się jak uchodźca wojenny uciekający z kraju. 

– Ja też

– Nie w takim stylu mieliśmy stąd wyjeżdżać

– Wiem

Tylko taką rozmowę pamiętam z tego dnia z Ł.

Dokonaliśmy chyba niemożliwego pakując 50 kg bagażu na lot, sprzątając i upychając resztę rzeczy w małym pokoju. Lot o 20 do Warszawy, najdroższy lot do Polski (prócz tego z Australii) i najbardziej warty. Padnięci, odwodnieni i zestresowani lądujemy o 22 na lotnisku w Warszawie. Przed opuszczeniem samolotu wchodzi wojsko, zbiera karty przylotu i sprawdza temperaturę. 

3 rano w niedzielę docieramy do upragnionego domku w świętokrzyskim, padnięci nie wiedząc jak to się stało, że trafiliśmy tu na takich wariackich papierach, albo bez papierów. 

Wita nas tylko mama. Reszta domowników przez 2 tyg będzie mieszkać gdzieś indziej. Samokwarantanna zaczyna się już. W domu w ogródkiem kwarantanna brzmi jak sielanka więc teraz odcięci od innych ludzi, bez kontaktu siedzimy sobie grzecznie w czwórkę. Co jaki czas na bramie ktoś zawiesza nam jedzenie, spirytus do dezynfekcji albo coś innego co potrzeba. Da się żyć.  

Holendrzy chyba zorientowali się w końcu, że paracetamol nie pomoże im przetrwać Corona virusa i z 1700 przypadkami zamknęli w końcu szkoły, restauracje, kawiarnie, sklepy z marihuaną i sex shopy. Tak te dwa ostatnie były wyraźnie wspomniane w postanowieniu od rządu. Spowodowało to ogromne kolejki przed Coffee Shopami, a jeden z portali skwitował to słowami: The Netherlands in lockdown demonstrates one Dutch priority: hoarding cannabis

Przedszkole też napisało nam, że zamykają, a w kolejnym mailu, że dalej mamy za to płacić. Holandia. Kasa musi się zgadzać.  

Dalej będę lubić piątki trzynastego i traktować ten marcowy tylko jako wyjątek od reguły. 

Też fajne do przeczytania: