Kalbarri to Park Narodowy leżący nad oceanem i nasz główny cel podróży. Uzbrojeni w 15 litrów wody, kremy z filtrem 50 (co i tak nie uchroniło nas przed poparzeniami), nakrycia głowy, siatki na muchy, namiot i pół bagażnika jedzenia ruszamy w drogę. Zajmuje ona ok. 8h z Perth. Po nocy spędzonej na zapełnionym po brzegi campingu jedziemy zobaczyć to, co w tej okolicy najpiękniejsze – kanion i clifowe wybrzeże.
Przy wstępie na teren parku wrzucamy do skrzynki 12$ (wstęp do każdego parku narodowego). Nikt nie pilnuje wjazdu i w zasadzie powiedzielibyśmy, że jest to opłata dobrowolna, ale założę się, że nie brakuje tam wiele dolarów. Kalbarri to przede wszystkim głębokie, piękne kaniony, czerwone skały i kompletny brak wody w powietrzu.

Przed wejściem na teren parku ostrzega nas kila znaków, że gorąco zabija i że każdy z nas powinien mieć przy sobie 3 litry wody. Temperatury latem dochodzą tu do 50 stopni. My jesteśmy wiosną więc osaczało nas ok. 35 stopni. Ścieżka dookoła parku to 8 km a estymowany czas to 4-5 h. Ale jak 4-5 h?! Przecież my to zrobimy w 1.5 max. 2…



No i zrobiliśmy… w 4. Mimo, że nie jesteśmy jakimiś leszczami to podejścia były strome, widoki zapierające (wymagające częstego zatrzymywania się), a wody wystarczyło na styk (1.5l na osobę).
Druga, nadmorska część parku robiła nie mniejsze wrażenie. Natural bridge (Naturalny most) i inne formacje skalne skąpane w promieniach zachodzącego słońca dostarczyły nam niezaponianych widoków.
Przez całe wybrzeże ciągnęła się ścieżka prowadząca od jednej niesamowitości do drugiej.





W obu częściach nie spotkaliśmy praktycznie nikogo. Te widoki były wyłącznie dla nas.


4 komentarze
Ladnie tam! 🙂 Fajna wyprawa!
oj zdecydowanie.. Bardzo, bardzo różnorodna natura.
Widoki jak z westernu 😀
hihi tylko koni, tylko koni , tylko koni brak… 😉