Większość ludzi ma świadomość, że zwierzęta w Australii należą do ścisłej grupy zabójców świata. Nie chodzi tu tylko o rekiny czy węże, ale głównie o największych zabójców, czyli drobne pajączki czy prawie niewidoczne meduzy. Skoro już tu jednak przyjechaliśmy i trzeba z tą świadomością jakoś żyć, postanowiłam opisać to dla nas – żeby zapamiętać lepiej schematy zachowań w danych sytuacjach, dla was, bo może tu kiedyś traficie albo coś was zainteresuje.
Większość mieszkańców Australii jest bardzo bezpieczna, albo ubezpieczona, jak kto woli. Już od najmłodszych lat dzieci mają wpajane co jest bezpieczne, a co nie, więc świadomość zagrożenia jest bardzo wysoko rozwinięta (co w sumie w takim kraju nie jest dziwne).
Znaków przypominających o bezpieczeństwie jest tu znacznie więcej niż w Polsce. Na koszach na śmieci jakie wystawiane są na ulice widzimy wielkie naklejki – “Pamiętaj o bezpieczeństwie naszych dzieci” (i zwolnij), w ogrodzie botanicznym „Uwaga są tu pszczoły i osy”, a w każdym parku jest „Dom węży”. Wg używanej przez mnie książki każdego roku więcej ludzi umiera od użądleń pszczół, niż rekinów. Większość dorosłych (ale nie tylko) ma ukończony przynajmniej jeden kurs pierwszej pomocy (odnawiany co kilka lat).
Właśnie teraz przyszło mieszkać nam w domu, w którym na półce stoi książka First Aid Australia do której od razu sięgnęłam. Sami wybierając się w podróż samochodem wokół Australii musimy mieć świadomość jakie jest zagrożenie, jak go unikać i jak zachowywać się w razie ewentualnego ugryzienia.
Wbrew pozorom wokół radzenia sobie z wężami urosło wiele legend, co może stanowić bezpośrednie zagrożenia dla życia. Naszego również. Będziemy przejeżdżać przez miejsca, gdzie w promieniu kilkuset lub tysięcy kilometrów nie ma ani jednego człowieka. Są to tereny, gdzie pomoc dostarczają Flying doctors czyli lekarze przylatujący helikopterem w te odległe tereny. Niektóre z maleństw poniżej są znacznie szybsze niż taka lekarska pomoc, ale są sposoby, żeby je przechytrzyć. Trzeba tylko wiedzieć jak działać jak już wejdzie im się w drogę.
Generalne zasady są następujące:
- Nigdy nie wysysamy jadu!
- Maksymalnie spowalniamy cyrkulację jadu w krwiobiegu przez unieruchomienie całkowite kończyny i obandażowanie jej (nie w przypadku wszystkich zwierząt)
- Zmniejszamy ból kostkami lodu lub płynami rozgrzewającymi
- W przypadku niektórych zwierząt wodnych polewamy miejsce octem, co zapobiega dalszemu rozchodzeniu się jadu po ciele.
Do najbardziej jadowitych węży w Australii (i na świecie) należą Taipany (Taipan powyżej) i węże brązowe
(Brown snake). Nie atakują one jednak nigdy bez powodu. Innymi słowy jeśli nie wleziesz im na ogon albo nie będziesz straszyć, same są w stanie cię unikać. W buszu zaleca się wyższe obuwie, nie wchodzenie w wyższą trawę i głośne tupanie (węże reagują na drgania ziemi, a nie głośne śpiewanie). Wszystkie szpitale dysponują zestawem do rozpoznawania jadu dlatego
NIE można:
- Wysysać jadu
- Myć ugryzienia, albo go przecierać
Powinno się:
- Nakryć ugryzienie gazą (która zostanie oddana do identyfikacji)
- Zabandażować całą kończynę
- Nie ruszać się
- Pierwsze zdanie w rozdziale o pająkach brzmi.
Większość ukąszeń pająków jest jadowita.

Funnel web
Najbardziej niebezpieczny Funnel-web ma tyko 2-3 cm długości, wbija się mocno w skórę i wisi sobie dopóki go nie usuniemy. Zabija dziecko w kilka minut, dorosłego w kilka godzin.
Osoba ugryziona nie powinna się ruszać i od razu zostać przewieziona do szpitala, ALE:
Funnel – web – bandażujemy delikwenta, żeby jad rozchodził się wolniej po organizmie
Red – back – nie bandażujemy z tylko przykładamy lód do zmniejszenia bólu.
Funnel-web powoduje problemy z oddychaniem, drganie mieści a w końcu śpiączkę, a to dopiero w wodzie rozpoczyna się prawdziwy armagedon.
Najbardziej rozsławiony Red-back działa powoli i zazwyczaj nie zabija dorosłego człowieka. Uf no co za ulga…
Box Jellyfish – zabójcza galaretka
Najwięcej niebezpieczeństw czyha na północy Australii, gdzie kompletnie zabronione jest kapanie się w okresie letnim (mokrym).
Najczęściej wspominaną jest box jellyfish, która jest niewielka i bardzo groźna.
W razie jej ukąszenie należy:
- Unikać drapania i dotykania urażonej skóry
- Polewać ją przez 30 sek. octem
- Bandażować tylko poparzoną część ciała
- Nie ruszać się
- Spadać od razu do lekarza (nie ruszając się)
Obok tego są inne przyjemniaczki jak:
Blues ringed octopus, Cone shell

Trzeba:
- Zabandażować
- Unikać jakiegokolwiek ruchu
- cały czas resuscytować poszkodowanego, aż do przyjazdu lekarza. Oba zwierzaki upośledzają mięśnie więc przyczyną śmierci jest brak oddychania, a nie jad. To akurat jest główny powód, dla którego zaczęłam interesować się tym tematem. Można uratować komuś życie wiedząc tylko, że trzeba dla tej osoby oddychać.
Pacific man-of-warm, Blue bottle

usunąć delikatnie pozostałości zwierza i przyłożyć lód (NIGDY nie polewać świeżą wodą)
Cat fish, Sea anemones, Stone fish, Bullrout
Co robimy w razie udziabania:
- Usuwamy żądło
- Użądloną rękę lub nogę umieszczamy w gorącej wodzie
Nie tylko strój na plażę
Najbardziej niebezpieczne są poparzenia brzucha I klatki piersiowej. Dotknięty od razu czuje pieczenie, problemy z oddychaniem,a także może występować krwawienie.
Dlatego na północne plaże zaleca się zabierać:
- 4 litry octu (które podobno są i tak na plażach na wszelki wypadek)
- Bandaż elastyczny
- Lód
- Termos gorącej wody
- Telefon
Ale co to za wypoczynek na plaży z takim załadunkiem, więc może po prostu sobie ją darujemy.
PS. Chyba jednak głównie napisałam to dla siebie, bo tu Ł. to przeczyta, co zwiększa moje szanse na przeżycie 😉





9 komentarzy
trochę tego jest…
ale zgadza się co do octu na plażach, w wielu miejscach widziałam specjalne pojemniki 🙂
no właśnie my jeszcze nie, ale mam nadzieję, że to tylko dlatego, że ciągle siedzimy w Western Australia.
a ta jedna muszlowa…to nie ta muszla co nad Bałtykiem sprzedają?:)
hahahaha bardzo możliwe, ale na szczęście oni sprzedają je bez zawartości 😉
Mnie Strach sparalizowal i planowo pod czas pobytu w AU níe kapalam sie wogole…bo testowac tych métod nie chcialam a niewielkie wydzielone kapieliska w oceanie i kapiacy sie w specjalnych kombinezonach oraz mnostwo tablic ostrzegawczych ….brrr…zrobilo swoje.innych groznych nie spotkalam:)
Przez 9 miesięcy w Australii widzieliśmy jednego skorpiona, ze 4 węże w tym dwa z samochodu, a dwa spieprzające gdy tylko nas dojrzały oraz zwłoki box jelly fish’a koło Darwin.
Jasne, to wszystko tam jest, ale nie popadajmy w paranoję 🙂
Najbardziej niebezpieczne są kangury na drogach i brak wystarczającej ilości wody.
PS: Kiedy wyruszacie z Perth?
Mam nadzieję, że my nawet tyle nie zobaczymy 😉
Akronim mojego imienia i nazwiska to “I skulk paranoia”. To zobowiązuje.
A tak na prawdę to wydało mi się to po prostu ciekawe i just in case… 😉
Rep > PS. W Perth jesteśmy do końca listopada. Dalej ruszamy do Melbourne gdzie bierzmy udział w PolArt, festiwalu polskich zespołów ludowych.
Tak jak czytam, to najważniejsze dla Australijczyków do przeżycia jest łączenie się w pary 😛 Jak Cię coś dziabnie i w większości przypadków masz się nie ruszać i jednocześnie prędko znaleźć się u lekarza, to ciężko w pojedynkę 😉
A serio, powinnaś wydać przewodnik po Australii 😀
Stosujemy się i nigdzie nie chodzimy w pojedynkę 😛