Margaret River – kraina winem płynąca. Przez Pertkowiczów zachwalana, jako najpiękniejszy region Western Australii. Tak się cudownie złożyło, że akurat teraz kiedy planujemy naszą podróż wypadł festiwal wina i jedzenia. Przypadek?
Dziś przewieziemy was z Perth do Hamelin Bay przez Bunbry i Busselton na pomocą Cave Road.
Kupujemy bilety na Gourmet Escape za 111$, które bolą trochę nasze kieszenie, ale spodziewamy się dzięki temu wysmakoszować dużej ilości win. Plan wycieczki oczywiście nie obejmuje tylko Margaret River, ale też okolicę, na którą mamy 2 dni, więc szału nie ma. Mamy zamiar dojechać do Augusty przejeżdżając w ten sposób 320 km w jedną stronę.

Camp-zestaw zapakowany, więc jedziemy wybrzeżem do Bunbry i szybko z niego wyjeżdżamy. W mieście najsłynniejszym obiektem jest miejsce karmienia delfinów, a ponieważ jadąc na północ do Exmounth ominęliśmy w Monkey Mia taką atrakcję, to tym razem płacimy 15$ za naszą 2kę (10 za Łukasza i 5 za mnie – bo formalnie wciąż w Polsce jestem studentką mimo, że nie mam na to tutaj kompletnie żadnego papieru) i wchodzimy.

I niepotrzebnie.
Zjadamy tylko ciastko w kafejce, czytamy kilka tablic o reklamówkach zagrażających życiu morskich zwierząt i robimy kilka zdjęć akwariów z rybkami. Delfinów brak. Widać znowu nie były głodne. Pani przy kasie chyba wiedziała, że sprzedaje bubel bo od razu poinformowała, że bilety jakie mamy, są jeszcze na 2 dodatkowe wejścia i są dożywotnie!
Busselton Jetty
Następny przystanek to Busselton i tu już słusznie, bo znajduje się tu najdłuższe drewniane molo na świecie.
Długo szukaliśmy czegoś dzięki czemu będę mogła dodać „na świecie” 😉
Więc molo zaczęło być budowane w 1865 roku i było dość krótkie. Miało umożliwiść podpływanie statków, ale natura wycięła psikusa i już po 10 latach było zbyt krótkie, a woda zbyt płytka, więc trzeba było je wydłużyć. Po drodze jeszcze spłonęło w części, żeby ostatecznie osiągnąć długość 1900 metrów. Ten 2 kilometrowy spacer ucinamy sobie piechotą, mimo, że jest opcja wskoczenia do małej kolejki. Za 3$ mamy zdecydowanie większą frajdę z pokonania tej odległości.



Narysowaliśmy linię na morzu, ale morze zrobi to, co zazwyczaj morze robi

Czyja to wina, że za dużo wina?

Po drodze na nasz kemping zahaczamy jeszcze o winnicę, które są tu wszędzie. W zasadzie ciężko powiedzieć, czy minęliśmy tu coś innego jak tylko ogrodzenia, krzaki winorośli i piękne podjazdy oznaczone Vinery. Wybieramy tą, której drogowskaz na wjeździe nie kojarzy nam się z luksusowym hotelem. Otwarte do 17 czyli do właśnie już zamykają, ale Ł. jak zwykle upiera się, że zdążymy.

Więc zdążamy, za nami sznureczek samochodów, przed do połowy pełny parking. A w środku wystawa zdjęć, darmowe jedzenie i ludzie ubrani jak…w luksusowym hotelu. Więc szybko oglądamy zdjęcia, kupujemy oliwki, jedno z droższych win w życiu (25$) i w naszych prawie-dresach dość szybko zmywamy się dalej.
Wina w Australii dzielą się wg odmian winorośli, dlatego do wyboru mamy zazwyczaj Shiraz, Merlot, Cabernet albo jakąś ich mieszankę. Spośród nich Shiraz zawsze wydaje się najostrzejszy takie nasze super-wytrawne dlatego najczęściej sięgamy po mieszanki.



Droga na półudnie znacznie różni się od naszych północnych wycieczek. Przez 300 km drogi co chwile, któreś z nas powtarzało „o jak tu polsko”. Drzewa po dwóch stronach drogi, krowy, zieleń, pola i…. temperatura w nocy zmuaszająca mnie do spania w kapturze, to to czego nie znajdzie się już 100 km na północ od Perth.



Najładniejsza droga na południe prowadzi przez Caves Road, która jak nazwa wskazuje jest jaskiniową drogą. Zjeżdżając kilka km w prawo lub lewo można zobaczyć przepiękne jaskinie ze stalagmitami, stalaktytami i jaskiniowym jeziorem. Zdjęć brak, bo nie byli. Buraki i ignoranci.

Powinniśmy dotrzeć na nasz kemping przed zmrokiem, na zachód słońca i kolację na plaży. Hamelin Bay Holiday Park – chyba najprzyjemniejszy do tej pory jaki mieliśmy, pod drzewami, blisko pustej plaży, ukryty w lesie daleko od drogi. Kiedy dojeżdżamy na recepcji już nikogo nie ma, ale są za to 2 skrzynki, w których znajdują się plany miejsc namiotowych i domków więc znajdujemy swoje miejsce i płacimy już rano.
Co ważne: wieje. Much brak.




2 komentarze
Hej super zdjęcia i wyprawa osobiście jedynie brakuje mi wypraw do atrakcji związanych z caves road ja jako zapalony “jaskiniowiec” nie mógłbym tego przegapić.
Dzięki 🙂 Ja też żałuję, ale w końcu zawsze trzeba mieć powód, żeby wrócić. 😉