
Ayutthaya to miasto po brzegi wypełnione świątyniami, oddalone od Bangkoku o 85 km na północ. W tej dawnej stolicy Tajlandii, każdy nadchodzący król stawiał świątynie Buddy. Te, które my dokładniej oglądaliśmy były z okolic XVI wieku. Tą poniżej król postawił na cześć swojej matki, która mieszkała w tej okolicy. Miał gest, bo główny budynek jest otoczony czterema mniejszymi jako symbol czterech kontynentów, a te, ośmioma kolejnymi. Poza tym znajduje się tu 120 statuetek buddy. Świątyń było tak dużo i wszystkie tak podobne, że szybko zrezygnowaliśmy do wchodzenia na każdy teren.


Hostel godny polecenia to Goood Morning hostel – czysty, ładny, kolorowy, darmowe banany, woda i ciasteczka, a to wszystko za 25 zł od osoby. Przepłaciliśmy ewidentnie. Pani podając nam cenę spojrzała na nas pytająco, ale my żółtodzioby nic nie pisnęliśmy. Na miejscu do wypożyczenia rowery za 5 zł na 24h. Więc co? Jedziemy.


Rower w Tajlandii
Ruch jest lewostronny do czego początkowo trudno się przyzwyczaić. Przewaga skuterów nad ilością samochodów powoduje jednak, że poruszanie się na rowerze jest dość przyjemne i bezpieczne. Szczególnie w takim mieście jak Ayutthaya – pełnym parków i atrakcji turystycznych, a do tego niezbyt zaludnionym. Oczywiście najbardziej problematyczne są ronda – światła nie znajdują się przed wjazdem, tylko po drugiej stronie skrzyżowania, przez co od razu przejechaliśmy na czerwonym.
Nasze wyróżnianie się z tłumu jest dodatkowo dużym plusem – każdy na ulicy bardzo na nas uważa, bo kto wie co zrobi szalony farang na rowerze. Jak wiadomo lepszy zdrowy farang, niż połamany, więc każdy zwalnia i ustępuje nam drogi nawet na tym czerwonym… bo to wiadomo czy farang wie, że na czerwonym się nie jedzie…
Ogólnie w tym mieście bardzo polecamy taką formę transportu. Można wszędzie się dostać dość szybko. Jedynym minusem jest masa bezdomnych i wychudzonych psów na ulicach. Budda każe kochać każde stworzenie i te stworzenia szwędają się po ulicach małymi grupkami 5-10 psimi. Na szczęście w dzień było za gorąco, żeby chciało im się za nami biegać, a w nocy raczej przechodziliśmy im na drugą stronę ulicy.
Słonie
W Ayutthaya można pojeździć na słoniu, a raczej posiedzieć, albo nakarmić. Spacer jest po ulicach miasta, więc przyjemność raczej średnia. My poczekamy na dżunglę na północy.

Niesamowitości dnia dzisiejszego
- Szczur przebiegający przez restaurację jest znacznie lepiej upasiony niż w Polsce
- Da się powozić słoniem jedną ręką, a drugą obsługiwać smartfona
- Wchodząc do apteki trzeba zdjąć buty (ciekawe czy przez nas musieli myć posadzkę, albo święcić na nowo)
- 5 pryszniców w ciągu dnia? No i co z tego
- Nie ma czegoś takiego jak nazwa potrawy, każda jest inna dostaliśmy menu na 8 stron po 30 potraw na każdej, z czego połowa zaczyna się od spicy (ostre)
- Wegetarianizm? Jaki wegetarianizm?
(zupa wegetariańska z wieprzowiną)


