Strona główna HolandiaAmsterdam Długi weekend w Amsterdamie

Długi weekend w Amsterdamie

by Paula

Amsterdam to piękne miasto i zdecydowanie powinno znaleźć się na waszej mapie miejsc do zobaczenia w Europie. Piszę tak z pozycji hipokrytki, która nigdy tu nie była dopóki nie postawiliśmy (całkiem przypadkiem), że się tu przeprowadzamy. Tak, była to aż tak spontaniczna decyzja. Nie wiedzieliśmy kompletnie nic o Amsterdamie, prócz tego, że ma kanały i legalną marihuanę. Do dnia, w którym mieliśmy zacząć przewozić tutaj nasze rzeczy nie spodziewaliśmy się, że tak bardzo nam się spodoba . Teraz po roku mieszkania tutaj czuję się na siłach, żeby doradzić wam kilka miejsc do zobaczenia. Amsterdam jest oczywiście miastem, w którym nie doradziłabym spędzania 2 tygodniowych wakacji ani pewnie nawet tygodniowych, ale dłuższy weekend tutaj może was naprawdę pozytywnie zaskoczyć.

Amsterdam jest cały poprzecinany wodą. W jego centralnej części co 200 metrów zobaczycie kanał. Między innymi dlatego najprzyjemniejszym środkiem transportu jest oczywiście rower. To jest zdecydowanie najszybszy środek poruszania się i jest pewność, że zawsze można nim wszędzie wjechać czego nie można powiedzieć o samochodzie. Poza tym w centrum nie ma parkingów, poza są, ale nienajtańsze, więc raczej odradzam. Rower plus bilet na tramwaje i metro pozwoli poruszać się po mieście w miarę sprawnie.

Cały rok panuje tutaj klimat łagodny i pada prawie zawsze (prócz tego lata które było najsuchsze od 40 lat) więc nie ma znaczenia czy przyjedziesz wiosną czy jesienią i tak musisz mieć przy sobie coś przeciwdeszczowego.

Jak żarcik, ale trącany rzeczywistością polecam obejrzeć filmik:

Co warto zobaczyć w Amsterdamie?

Muzea

W tym mieście znajduje się 75 muzeów, więc miłośnicy tej rozrywki znajdą coś dla siebie. Zazwyczaj są one ciekawe i interaktywne, ale do najbardziej popularnych należą:

  • Rijks museum
  • Van Gogh museum
  • Rembrandt House
  • Anna Frank House
  • Muzeum żeglarstwa (Nederlands Scheepvaartmuseum)

Jest tu również muzea bardziej “egzotyczne” jak muzeum torebek czy marihuany. To ostatnie całkiem ciekawe i chyba nawet polecam. Niektóre informacje z niego zaczerpnięte możesz znaleźć we wpisie Dymek konopny>

Spacery

Zapisz się na darmową wycieczkę z przewodnikiem po centum miasta. Free guide tours oczywiście nie są do końca darmowe jak nazwa by sugerowała, ale opłata jest dowolna i niewielka. Można wybrać sobie ścieżkę standardową albo alternatywną (czyli sex, drugs and rock&roll). Obie startują w centrum miasta na placu Dam, trwają ok. 2 h i kręcą się głównie w sercu Amsterdamu.

Jeśli chcesz zobaczyć najbardziej klimatyczne dzielnice tego miasta warto przejść się uliczkami w dzielnicy Jordaan. Można do niej dojść lub dojechać z centrum. Zacznij od domu Anny Frank i zgub się w małych alejkach. Zobaczysz jak mieszkają Holendrzy. Druga (i moja ulubiona, bo w niej właśnie mieszkamy) jest De Pijp, która obecnie jest postrzegana jako hipsterska część miasta. Polecam spacer z centrum miasta (okolice Dam) wzdłuż rzeki. Dzięki temu na rzece zobaczysz dużo domów-barek albo zamieszkałych łodzi. Niektóre z nich są na prawdę imponujące jeśli chodzi o luksus, inne do bólu podstawowe.

W okolicy De Pijp jest kilka rzeczy do zobaczenia. Po pierwsze na pewno chcesz zrobić sobie zdjęcie ze słynnym znakiem I Amsterdam, który znajduje się na Museum Plein. Jest to plac na którym znajdziesz też muzea: Rijksmuseum (z imponująca architekturą, wartą zobaczenia nawet jeśli nie zamierzasz wchodzić do środka) i Van Gogha.

Rada: Jeśli chcesz mieć zdjęcie ze znakiem bez miliona turystów przyjedź zimą i idź tam wieczorem albo czytaj dalej, żeby znaleźć lepsze rozwiązanie.

Rownież w De Pijp warto udać się na uliczny market – Albert Cuyp, na którym można sprobować holenderskich specyfików – surowego śledzia, ciepłych stroop wafli (mimo, ze smaczniejsze do domu możecie kupić w supermarkecie – Albert Hejin). Market uliczny otwarty jest od 9 do 17 codziennie prócz niedzieli. Na ten samej ulicy można zjeść obiad w orientalnej, afrykańskiej restauracji – Bazar. Jest ciekawa z dwóch powodów – jest zrobiona w budynku, który kiedyś był kościołem i ma najbardziej niesamowity wystrój toalety (jeśli można pisać o wystroju kibla). Dodatkowo porcje są ogromne, ciekawe i relatywnie tanie (ok 10-15 euro za wieeelki posiłek).

Na wieczór można skoczyć na piwo do lokalnego browaru, który znajduje się w starym holenderskim wiatraku. 8 min rowerem od powyższego marketu. Zazwyczaj miejsce jest otwarte do 20 i zazwyczaj przepełnione, ale to najbliższy od ciebie wiatrak i do tego z piwem w środku, więc pewnie mądrze byłoby skorzystać z tej kombinacji.

Jak piwko to i może coś innego…Czy Amsterdam byłby tak popularny gdyby nie dostęp do marihuany? Jeśli chcesz zobaczyć najbardziej kultowe miejsca z trawą warto zwrócić uwagę na morze ludzi w dzielnicy czerwonych latarni (Red light district) wokół The Bulldog. Dziś ta sieć ma nie tylko coffee shopy ale też hotel i sklepy pamiątkowe.
Osobiście bardziej polecam zobaczyć 2 inne coffee shopy. Jeden jest niedaleko od centrum -Boerejongens i wygląda jak apteka w której można znaleźć lek na wszystkie problemy (może dla niektórych faktycznie tak jest). Drugi znajduje się obok ulicznego marketu w De Pijp i ma w sobie dosłownie atmosferę “palenia zioła”. Więcej na ten temat możesz przeczytać we wspomnianym już wpisie Dymek konopny >

Wodne doświadczenia

Jak już wspomniałam dla nas Amsterdam od początku kojarzył się głównie z wodą. Jest tutaj ponoć 165 kanałów, morze jest blisko na tyle, że wypad na plaże na 2 godziny ma całkowity sens, a woda z nieba to codzienność. Dlatego też jej doświadcz. Amsterdam z wody to inne miasto. Zaczniemy jednak z innej strony.

Północny Amsterdam uznawany był za dzielnicę imigrancką z niskimi cenami mieszkań. Jest oddzielny, jakżeby inaczej…wodą. Żeby się dostać do tej części miasta trzeba odbyć kilkuminutową przeprawę promową, lub (od niedawna) podwodnym metrem. Po drodze zobaczymy pewnie wielkie barki i wycieczkowce wpływające do miasta. Bardzo długo istniało mocne oddzielanie się od mieszkańców zza rzeki. Na szczęście to się zmienia i północ Amsterdamu przeżywa boom. Po co masz tam jechać? Żeby o zachodzie słońca wjechać na najwyższy budynek, windą która przyprawia o zawrót głowy, wypić kawę w najwyżej położonej kawiarni w mieście, skorzystać z podniebnej huśtawki wprost nad krawędzią i zrobić zdjęcie ze słynnym znakiem I Amsterdam, który jest też tutaj! Z dworca centralnego można przeprawić się na druga stronę darmowym promem, z innych części miasta – metrem. Polecam zdecydowanie przepłynięcie 😉


Jeśli chcesz poczuć się całkiem jak w Amsterdamie, nie może Cię ominąć wycieczka łódką. Godzinny przepływ najczęściej kosztuje 15 euro. Zimą można załapać się na Festiwal światła, kiedy kanały są dodatkowo udekorowane. Start jest w wielu punktach i miejsc które oferują taką atrakcję jest bardzo dużo, więc nie będę nic polecać, bo to zależy w dużej mierze od miejsca skąd chcecie startować.

Mała Holandia w jednym miejscu – Zaanse Schans

Jeśli twój weekend jest na prawdę długi koniecznie wybierz się do Zaandam, a dokładniej Zaanse Schans. Nazywam to małą Holandią, bo można zobaczyć tam to co najbardziej typowe dla tego kraju – kilka wielkich starych wiatraków, wodę, zrobić degustację serów, zobaczyć jak wyrabia się tradycyjne chodaki, pochodzić po muzeum i zobaczyć małe urocze drewniane stare domki. Dobrze przeznaczyć to na miejsce kilka dobrych godzin. Dojechać można co prawda komunikacją publiczną, ale zajmie to trochę czasu i pieniędzy. Jeśli wybierasz się w 3 -4 osoby warto sprawdzić ceny Ubera, bo może okazać się to lepszym rozwiązaniem.

 

Co zjeść w Amsterdamie?

Kuchnia holenderska nie jest tak wykwintna i szczególna jak w krajach południowych, ale kilka ciekawych rzeczy jest i tutaj do spróbowania. Trzeba koniecznie zjeść wspomnianego już surowego śledzia, to prawi symbol tutejszej kuchni. Jest podawany z cebulą i ogórkiem konserwowym i jest na prawdę dobry. Nam wystarcza w takiej wersji, ale można zamówić go rownież w hotdogowej bułce.

Ciastka z toffi (Stroopwafle) podobne do sprzedawanych kiedyś w Polsce Toffelków. Na markecie ulicznym są ciepłe i duże, ale maja mało masy. Można kupić w każdym spożywczym sklepie pewnie za mniej i więcej. W kwestii słodkości popularne są poffertjes czyli malutkie pączki (bez nadzienia).

Do piwa zamów koniecznie kulki z mięsem (bitterballen) lub serem, które bez problemu dostaniesz w każdym barze. Dodatkowe barowe jedzenie to Frikandel (mielone mięso w kształcie parówki), krokiet albo zasmażany ser (wszystkie te drobne przekąski można kupić w samoobsługowych sklepikach FEBO).

Holenderski obiad taki tradycyjny jest podobny do niemieckiego więc będzie mięso, ziemniaki i kapusta (Stamppot). Częściej niż w Polsce pojawia się do tego jarmuż.

Surowy śledzik, holenderski przysmak. Prawie jak nasz tatar 😉

W Holandii (jako byłego kolonizatora) można znaleźć dużo bardzo dobrych restauracji indonezyjskich i surinamskich. Tu polecam internet, bo nie jemy tu takiego jedzenia. Jeśli chcecie spróbować oryginalnej hinduskiej kuchni to koniecznie trzeba zjeść w Saravanaa Bhavan i spróbować mango lassi (napój z mango i jogurtu) właśnie tam. Uwaga, nie wiedzą tam co to europejska ostrość, bo gotują głównie dla hinduskich ziomków, więc raczej ostrożnie zanim powiesz, że chcesz wersję ostrą 😉 .

Do tego koniecznie piwo i sery. Według nas najlepszy jest Old Amsterdamer albo Old Dutch, który jest twardym żółtym serem z wyrazistym smakiem.

No i weekend z głowy!

Mam nadzieję, że nie będziecie się nudzić w tym pięknym mieście.

Też fajne do przeczytania: